Jak przeżyłam noc w psychiatryku. Koncert Squarepushera

Halloween.

Centrum Gdańska. Teatr Szekspirowski. Na progu czarnego budynku każdego witały pielęgniarki i lekarze, po jego przekroczeniu stawałeś się pacjentem Opętanego Szpitala Psychiatrycznego.

POZNAJMY PACJENTÓW

Dziura w głowie, poderżnięte gardło, krew i wymyślne stroje. To rzeczy, których podczas sobotniego wieczoru z pewnością nie zabrakło. Pacjenci snuli się po korytarzach jednego z najładniejszych szpitali psychiatrycznych jakie widziałam. Musicie mi uwierzyć na słowo, że nie było ich dużo, właściwie to żadnego.

Jak w każdym szanującym się szpitalu nie zabrakło lekarstw. Ich odbiór odbywał się w kilku strefach. Pacjenci o preferencjach piwnych mieli oddzielne stanowisko, ci ze skierowaniem na trunki czterdziestoprocentowe musieli udać się do wodopoju przy strefie chillout.

SALA OPERACYJNA

Jak wskazuje sama nazwa Opętany Szpital Psychiatryczny, nie wszystko działo się tu w porządku logicznym. W tej placówce leczniczej nie zaszywało się ran, a raczej je tworzyło na oddziale Szkoły Charakteryzacji i Wizażu Magnus Film. Tuż obok Dark Side Tattoo robiło o wiele trwalsze makijaże. W celach czysto informacyjnych podeszłam do jednego z artystów, zapytałam o cenę i czas wykonania tatuażu. Na mojej drodze stanął Butcher. Odpowiedział na pytania i pokazał mi album ze swoimi wzorami stworzonymi specjalnie na Halloween. Jeden z nich na tyle mnie odurzył, że pół godziny później już siedziałam na fotelu, a Butcher wykonywał operację. Ceny jak najbardziej przystępne (zaczynały się od 200 zł), a lekarze profesjonalni i sympatyczni.

UZDROWICIEL WIECZORU

Przy ostatnich dźwiękach maszynki do tatuowania usłyszałam ordynatora oddziału psychiatrycznego – Squarepushera. W chwilę później byłam już na głównej sali. Stroboskop i bas, to podstawowe środki lecznicze, które wykorzystał uzdrowiciel wieczoru. Patrząc na reakcje pacjentów nie można się nie zgodzić ze stwierdzeniem, że taka terapia wprowadza w trans i swego rodzaju elektroniczną, awangardową nirwanę.

Squarepusher „leczy dźwiękiem” od 1993 roku. Nic dziwnego, że po długoletnim treningu i 16 albumach na koncie, wie jak opanować tłum i jak wydobyć drzemiącą w nim energię. Sesja miała trwać jedynie godzinę, ale całe szczęście została przedłużona. Choć nie obyło się bez problemów. – Przepraszam za chwilową przerwę, ale stroboskop nam się spalił, przyznał Squarepusher.

TEATR W OGNIU

To nie jedyna płomienna historia tego wieczoru. Około 3 w nocy w Opętanym Szpitalu Psychiatrycznym ogłoszono alarm. Wbrew pozorom ewakuacja nie wyglądała jak w amerykańskich filmach, nikt nie zabijał się i nie taranował na schodach. W spokojnym oczekiwaniu na rozwój sytuacji przez Teatrem ludzie wymieniali się dotychczasowymi wrażeniami z koncertu. Potem okazało się, że dzięki jakiemuś pomysłowemu Dobromirowi, który zbił szybkę i włączył alarm, musieliśmy trochę marznąć, ale szybko wróciliśmy na oddział.

VIVAT HALLOWEEN

Trudno oprzeć się wrażeniu, że Halloween stało się już polską tradycją. Sobotni koncert nie był jednak kolejnym banalnym wydarzeniem. Koncepcja szpitala psychiatrycznego, w pełni otrzymała moją akceptację, a doktor Tom Jenkinson, czyli Squarepusher z pewnością znajdzie miejsce w mojej kolekcji płyt. Chociaż jegomościa lepiej słuchać na żywo z dużą dawką basu i wizualizacji. Moją pozytywną opinię podzielała też publiczność – Było genialnie, do tej pory czuje te wibracje. Trochę ogłuchłam, ale było warto, przyznała z uśmiechem na twarzy Gosia.

Tak czy inaczej, vivat Halloween, vivat Squarepusher!


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

NEWSLETTER FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2022 Soundrive

NEWSLETTER

Najlepsze artykuły ze świata muzyki