Czy w progresywnym rocku jest jeszcze miejsce na postęp?

Broniliśmy już nu metalu, broniliśmy ska, teraz postanowiliśmy podjąć się zadania najtrudniejszego - obrony progresywnego rocka, który w latach 70. nawet jeżeli przaśny, patetyczny i pretensjonalny, to przynajmniej powstawał ze szczerych pobudek, z wiarą w to, że przyszłość muzyki właśnie nastała, ale co pozostało z tego dzisiaj?

Rock progresywny nigdy nie doczekał "drugiej fali" popularności, a wielu jego najbardziej znanych przedstawicieli z czasem zaczęło łagodzić i upraszczać brzmienie, chociażby Pink Floyd czy Genesis i to do tego stopnia, że można by się zastanawiać, czy bardziej prog rockowe jest "Owner of a Lonely Heart" Yes, czy na przykład "A Day In The Life" The Beatles albo "Paranoid Android" Radiohead.

 

Czy prog rock to nurt wymarły, czy może wyewoluował w coś zupełnie innego? Czy dzisiaj to, co miało być progresją jest skostniałym schematem, a od rock bardziej postępowy jest metal? I co z tym wszystkim ma wspólnego Michael Bay? O tym rozmawiamy w sto szóstym odcinku podcastu Soundrive Live.

 

fot. Genesis (serio)


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive