Red Moon: Nie lubię muzyki mało osobistej, nieszczerej i powierzchownej

Skandynawski alternatywny pop zawsze ma specyficzną wrażliwość i emocjonalność, a dwudziestopięcioletnia Red Moon jest tego kolejnym przykładem. Wydała dopiero trzy single (wszystkie z 2020 roku), a już potrafi zauroczyć bezpruderyjną szczerością i dojrzałym brzmieniem.

Red Moon pochodzi z Nittedal, maleńkiej miejscowości położonej na północ od Oslo, otoczonej przez lasy, spokojnej i zachęcającej do refleksji. Wszystko to wyraźnie słychać w jej twórczości - w debiutanckim utworze "Dogma" zastanawiała się, czy możemy wieść życie bez spoglądania na nie przez pryzmat doświadczeń poprzednich pokoleń, a w "Slow Down" zachęcała do zwolnienia, spędzenia czasu z książką albo muzyką. Najnowszy singiel ("Medusa") jest z kolei hołdem dla prawdziwych meduz, ale także metaforą i przypomnieniem, że wszyscy możemy być świecącymi podmorskimi stworzeniami w mrokach oceanu.

 

Red Moon nie ujawniła jeszcze żadnych informacji na temat ewentualnego albumu czy EP-ki, ale miejmy nadzieję, że nie każe nam długo czekać.

Rozmowa z Soundrive

Nie byłabym muzykiem, gdyby nie moi rodzice. Nie wydaje mi się, że byłabym tu, gdzie teraz jestem bez ich wsparcia. Kiedy byłam młodsza, obydwoje dawali mi dużo przestrzeni na kreatywność w dowolnej dziedzinie, w jakiej chciałam się wykazać. Zachęcali mnie na różne sposoby - od strony mojej mamy i babci wzięło się zacięcie do malarstwa i postawa wolnego ducha; od strony taty umiejętność kręcenia się po pustym pokoju i układania w głowie tego, jak coś zostanie skonstruowane od zera do samego końca. Być może wizjonerski, ciekawski i marzycielski pierwiastek od nich obojga pomógł mi zabrać się za tworzenie i pozwolił uczyć się poprzez działanie.

Moja ulubiona muzyka z dzieciństwa to Sting, The Beatles, Queen, Aretha Franklin, Joni Mitchel, Whitney Houston. Często ich słuchałam i jeszcze wielu innych.

 

Moja ulubiona muzyka z ostatnich miesięcy to Moses Sumney, ostatnio często słucham jego najnowszego albumu. Jest niesamowitym artystą i tekściarzem. Mam poczucie, że ma coś ważnego do powiedzenia światu. Słucham też dużo ambientowej muzyki, na przykład Sigur Rós, Alexa Somersa, Jóhanna Jóhannssona, Luke'a Howarda, Lamberta, Rauelssona i tak dalej. Kiedy podróżuję albo sama komponuję, bardzo lubię słuchać muzyki poważnej albo jazzu.

 

Moi ulubieni artyści niezwiązani z muzyką to... Trudno wskazać na twórców z innych dziedzin, ponieważ jest ich tak wielu, że nie wiem nawet, gdzie zacząć. Wymienię więc pierwsze trzy osoby, jakie przychodzą mi do głowy:

Czuję naprawdę silną więź ze sposobem rysowania i malowania Egona Schiele. Jest coś szczerego w jego surowych pracach.

 

Kilka lat temu odkryłam instalacje Chiharu Shioty i miałam okazję wybrać się na jedną z jej wystaw w Berlinie. Uwielbiam sposób, w jaki pracuje z włóczką w przeróżnych pomieszczeniach, to sieci tworzące oszołamiająco piękne otoczenie. Gołym okiem można dostrzec, jak wiele mówią te instalacje.

 

Od kiedy zobaczyłam teledyski Björk (do "Family") i FKA twigs (do "Cellophane"), byłam urzeczona surrealistycznymi, nieziemskimi światami tworzonymi przez Andrew Thomasa Huanga, które kreuje przy użyciu filmu oraz efektów cyfrowych.

 

We współczesnej muzyce najbardziej lubię, kiedy odmienne style i światy łączą się w jedno.

 

We współczesnej muzyce najbardziej nie lubię... Nie dotyczy to współczesnej muzyki, ale muzyki w ogóle - nie lubię, kiedy sprawia wrażenie mało osobistej, nieszczerej i powierzchownej.

 

Najbardziej w koncertach lubię to, jak muzyka, którą dobrze znasz albo którą często grałaś może zabrzmieć zupełnie inaczej w nowym otoczeniu. Piosenki są dzięki temu ponadczasowe i za każdym razem mogą zdawać się inne. Każda osoba odbija fale i wibracje muzyków na scenie, to naprawdę piękne.

 

Moja muzyka jest porównywana do... Słyszałam, że ktoś porównał mnie do Florence and the Machine, co jest ogromnym komplementem. Mam nadzieję, że nie bierze się to wyłącznie z podobnego koloru włosów [śmiech]. Może to dlatego, że lubię dynamikę w śpiewie i w muzyce. Niektórzy wskazują też na London Grammar, co również jest miłe, bo kocham emocjonalną muzykę.

 

Gdybym mogła sprawić, że jeden z utworów innego artysty stałby się mój, byłoby to "Both Sides Now". Uwielbiam ten utwór Joni Mitchell i uważam, że uchwyciła w nim prawdziwą dojrzałość. Trzydzieści jeden lat później śpiewała tę piosenkę z orkiestrą, w nowej wersji, która pokazała dodatkową głębię.

 

Polska kojarzy mi się z Fryderykiem Chopinem - to pierwsze, co przychodzi mi do głowy, bardzo lubię go słuchać. Nie wiem zbyt wiele o Polsce i niestety nigdy tam nie byłam, ale żona mojego dziadka jest Polką i opowiadała, że jej ojczyzna jest piękna. Mam nadzieję, że wkrótce tam zagram i sama będę mogła odkryć to wspaniałe miejsce.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive