Girli: Pop stał się eksperymentalny i alternatywny

W muzyce pop zaczął się już nowy rozdział, a kiedy za kilka dekad ktoś będzie mówił o brzmieniu lat 20. XXI wieku, będzie miał na myśli eksperymentalne, nieograniczone żadnymi konwenansami utwory Billie Eilish, Charli XCX, może nawet 100 gecs albo Poppy. Wiele wskazuje na to, że Girli, dwudziestodwulatka z Londynu, również do tego grona dołączy, a zeszłorocznym albumem "Odd One Out" udowodniła, że jest gotowa na sukces.

Dla Milly Toomey wszystko zaczęło się od niechęci do szkoły i pragnienia jak najaktywniejszego działania poza nią. Wspomina, że w tamtym okresie była outsiderką, ale nie w tym fajnym i pełnym pewności siebie znaczeniu - miała problemy z gnębiącymi ją rówieśniczkami i odnalezieniem się w wielu społecznych sytuacjach. Z pomocą przyszła muzyka - w wieku piętnastu lat Toomey znalazła poprzez serwis JoinMyBand perkusistkę oraz basistkę i odtąd każdą wolną chwilę spędzała na graniu i śpiewaniu. Kiedy tylko nadarzyła się okazja, wyprowadziła się więc z rodzimego domu i skupiła się na tworzeniu Girli.

 

"Odd One Out" poniekąd stanowi album autoterapeutyczny i rozliczenie z przeszłością, ale sama Toomey z zaskoczeniem odkrywała, że wcale nie jest aż tak ponury czy przygnębiający, a momentami wręcz radosny i budujący. W Wielkiej Brytanii single "Day Month Second" i "Young" spotkały się z bardzo dobrym przyjęciem, teraz pora na resztę świata.

Rozmowa z Soundrive

Nie byłabym muzykiem, gdybym nie moja najlepsza przyjaciółka z liceum, przez którą nabawiłam się obsesji na punkcie niektórych zespołów i która zabrała mnie na pierwsze koncerty. Pamiętam, jak poznawałam jakichś ludzi w kolejce na koncert, kiedy miałam piętnaście lat i jedna z tych osób powiedziała: Założę zespół, na co pomyślałam: Też powinnam to zrobić.

Moja ulubiona muzyka z dzieciństwa to Amy Winehouse, Lily Allen i Arctic Monkeys, mój tata zawsze ich puszczał podczas długich podróży samochodowych. Moja mama puszczała z kolei Blondie, Davida Bowiego i Spice Girls. Śpiewała mi też przed snem "Daydreamer" Davida Cassidy'ego.

 

Moja ulubiona muzyka z ostatnich miesięcy to album "Pang" Caroline Polachek i piosenka "Guilty Conscience" 070 Shake.

 

Moi ulubieni artyści niezwiązani z muzyką to Alfons Mucha, ale uwielbiam też styl mangowy. Jeśli chodzi o książki, to najbardziej lubię fantastykę, obecnie czytam trylogię "Mroczne materie".

 

We współczesnej muzyce najbardziej lubię to, jak łączenie gatunków staje się zjawiskiem powszechnym na bardzo szeroką skalę, a mainstreamowa muzyka staje się bardziej eksperymentalna i alternatywna.

 

We współczesnej muzyce najbardziej nie lubię tego, że homofobia i mizoginia w tekstach piosenek wciąż są powszechnie akceptowane przez wszelkie notowania i mainstreamowe media.

 

Najbardziej w koncertach lubię energie setek osób w jednym pomieszczeniu, które jednocześnie odczuwają tak wiele odmiennych rzeczy po usłyszeniu tej samej piosenki i nawiązaniu z nią więzi z różnych powodów. To emocjonujące, ekstatyczne, to impreza.

 

Moja muzyka jest porównywana do Lily Allen, Kate Bush, No Doubt i Gwen Stefani, Marina & The Diamonds.

 

Gdybym mogła sprawić, że jeden z utworów innego artysty stałby się mój, byłoby to "What You Waiting For?" Gwen Stefani.

 

Polska kojarzy mi się z moją przyjaciółką fotografką, Moniką, która jest Polką i cały czas rozśmiesza mnie swoich suchym poczuciem humoru.

 


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive