Odraza: Muzyka nie ułatwia rozstania z osobistymi przeżyciami

Na tę płytę wiele osób ostrzyło sobie zęby od dłuższego czasu. Po premierze debiutanckiego "Esperalem tkane" Odraza właściwie z miejsca weszła do panteonu najlepszych polskich kapel black metalowych, po drodze wydali jeszcze mini-album "Kir" i... cisza.

Panowie nie próżnowali jednak, udzielali i dalej udzielają się w masie innych projektów, a sześcioletnia przerwa po wydaniu pierwszego krążka i działanie na innych frontach ani trochę nie stępiły ich ostrza. "Rzeczom" to płyta, która zniesie próbę czasu, a między innymi o tym rozmawiam z głosem zespołu, Stawroginem.

 

Łukasz Brzozowski: Czujesz, że jako kompozytor, wokalista i tekściarz z każdym kolejnym materiałem musisz podnosić poprzeczkę?

Stawrogin: Myślę, że jak chyba każdy facet mam ambicję, by przebijać rzeczy, których wcześniej dokonałem, natomiast nie wiem, czy w każdym z tych trzech aspektów. Jako wokalista na pewno. Chodzi jednak o to, aby rzeczoną poprzeczkę przeskakiwać nie tyle jakościowo, co tożsamościowo; żeby odkrywać się na nowo podczas każdej sesji.

 

Pod kątem tekstów postawiłem sobie pewien cel, nagrywając najnowszy materiał Odrazy, ale nie zależało mi na rewolucji. Zredukowałem zabawy w poezję na rzecz stosunkowo prostej narracji. Czasami mniej oznacza więcej, w przypadku śpiewu zresztą bywa tak samo. Być może nagrywałem wcześniej rzeczy bardziej zróżnicowane, ukazujące mnie jako wokalistę o szerszym spektrum możliwości, ale tu skupiłem się na kilku podstawowych elementach. Chciałem wyegzekwować swoje partie należycie, przekazać nimi komunikat bez niepotrzebnego żonglowania formami.

Sam zauważyłeś, że na "Rzeczom" twoje partie wokalne są - jak na ciebie - dosyć oszczędnie zaaranżowane. Czyżbyś miał w pamięci swoje głosowe wyczyny z "Ghost Chants" Outre, które w zasadzie przyćmiły resztę płyty?

Powiedziałbym, że moje wokale tę płytę zdewastowały, a nie przyćmiły muzykę. Oczywiście znalazły się tam dobre partie, ale zdecydowanie przesadziłem, było to nierozważne - może nawet nadpobudliwe. Muzyka miała swoisty liniowy charakter i chciałem nadać jej więcej dynamiki, stąd eksperymenty. Niestety w tym wszystkim musi znajdować się symetria, a na wspomnianym krążku została ona zaburzona. W przypadku Odrazy sytuacja prezentuje się odmiennie. Całość jest dużo bardziej zróżnicowana, więc mój głos miał stanowić wspólny mianownik wszystkich utworów.

 

Niektórzy słuchacze uważają, że Odraza "zmarnowała" swoją karierę choćby z racji na ślamazarne tempo wydawania czy brak koncertowania. Zgadzasz się z tym? Żałujesz decyzji podjętych przed laty?

Po pierwszych bardzo entuzjastycznych reakcjach na "Esperalem tkane" faktycznie rozważaliśmy temat koncertowania. Na tamtym etapie oznaczałoby to wprowadzenie do zespołu ludzi w charakterze członków stałych albo muzyków sesyjnych. Zmieniłoby to stan rzeczy, który nam odpowiadał. Przyznam też, że Priest [perkusista] ostudził wówczas mój zapał.

 

Z perspektywy czasu i doświadczeń nabytych przy pracy nad nową płytą uważam, że decyzja o pozostaniu w piwnicy okazała się dobra. Przez tych kilka lat pracy nad "Rzeczom" zrozumiałem, że taka jest właśnie esencja naszej współpracy - czyste koleżeństwo, wieczorne granie muzyki, rozmowy podczas prób, życie prywatne i muzykę scalamy w koncept. Sens tego zespołu leży w jego kameralnym charakterze. Nie chcemy stawać się pożywką dla przemysłu muzycznego, przy czym oczywiście mam świadomość, że w ramach Odrazy skala rzeczonego przemysłu jest raczej mikro. Nie koncertujemy, nie bawimy się w związaną z tym logistykę, mamy czas na próby, na tworzenie. Jeśli czujemy potrzebę przekazania czegoś, robimy to w formie wydawnictw.

 

Jasne, ale czy wspomnianych przez ciebie koleżeństwa i grania muzyki nie da się połączyć z regularnym koncertowaniem?

Da się je połączyć, ale musielibyśmy wybierać między dwoma wariantami. Pierwszy to poszerzenie składu o nowych ludzi i przeistoczenie się w pełnowymiarowy zespół, czego po prostu nie planujemy - z założenia jesteśmy duetem i nie czujemy potrzeby zmiany tego stanu rzeczy. Druga opcja wiąże się z pozyskaniem muzyków sesyjnych, wejściem w regularny tryb koncertowania i pisania muzyki, co również nas nie interesuje. Realizacja na żywo materiału z obydwu płyt wymagałaby dużego nakładu pracy. Jeżeli mówimy o okazjonalnym koncercie lub niewielkiej trasie, całe przedsięwzięcie przestawałoby mieć sens. W związku ze współpracą z muzykami sesyjnymi, także finansowy. Może to infantylne, ale wbrew tytułowi płyty nie chcemy uprzedmiotowić zespołu w formule, gdy kwestie zarządzania przedsięwzięciem miałyby determinować metodę działania.

"Rzeczom" wyszła niecałe dwa tygodnie temu, ale już spotkała się z bardzo pozytywnym odbiorem. Co więcej, na portalu Rate Your Music już teraz piastuje szóstą lokatę w kategorii najlepszy polski album blackmetalowy wszech czasów. Przytłacza cię taki obrót spraw?

Uważam, że wszelkie tego rodzaju plebiscyty i rankingi mają w sobie pierwiastek doraźności, więc w perspektywie kilku/kilkunastu lat do przodu wszystko może się zmienić, a muzyka znacznie dezaktualizować. Pytasz, czy przytłacza mnie to - w żadnym wypadku. Mam większą świadomość naszego potencjału niż w przeszłości i nie przykładam wielkiej wagi do bieżących ocen. Dobra recepcja dobrą recepcją, ważniejsze jest natomiast to, czy materiał przetrwa próbę czasu.

 

Miewasz obawy, że z tony materiałów, które do tej pory nagrałeś niektóre mogą po czasie wylądować na śmietniku historii?

Nie mam pojęcia, jak odbiór materiałów, w które jestem zaangażowany będzie się zmieniał i jednocześnie nie obawiam się tego. Przypuszczam, że na etapie, gdy płyty te będą lądować na śmietniku historii, będę na innym etapie życia lub w ogóle mnie tutaj nie będzie. To bez znaczenia. Ważny jest raczej bieżący proces, który daje poczucie chwilowego spełnienia, pomagający odreagować i przepracować sprawy w głowie, przynajmniej pozornie. Jest oczywiście jakaś część mnie, która chce, by ta muzyka godnie się zestarzała, ale nie determinuje to moich obecnych wyborów. Cenię wizjonerów, których nagrania zostały odkryte i docenione z dużym opóźnieniem, bo wyprzedzali swoje czasy. Pod tym kątem mam świadomość, że jestem raczej zainspirowanym odtwórcą, w ramach Odrazy tworzymy muzykę na wskroś współczesną i obecny odbiór nie świadczy o jej przyszłej kondycji.

 

Wspomniałeś, że proces tworzenia tej płyty pozwolił ci przepracować sprawy w głowie. Co dokładnie masz na myśli?

To wielka nadzieja i chyba ostatecznie wielki mit, że do muzyki, jak do trumny, można wrzucić osobiste przeżycia po to, by raz na zawsze się z nimi rozstać. Nie wykluczam, że działa tu wręcz mechanizm odwrotny - zaklinanie muzyki wyciąga te sprawy na wierzch. A może po prostu to próba pójścia na łatwiznę i zamiast zająć się rozwiązywaniem problemów, beztrosko gramy muzykę? Naturę "spraw" zostawię dla siebie.

 

Czy w takim razie to właśnie w Odrazę wkładasz najwięcej serca, czy odpowiesz mi jak inni muzycy, że każdy projekt jest dla nich równie istotny?

Każdy jest równie istotny, choć na różnych polach. Odraza jest o tyle wyjątkowa, że obydwaj wyraźnie wpływamy na każdy aspekt naszych wydawnictw. Równoważy nas kompromis dotyczący każdego szczegółu. Nie mam natury despoty, w żadnym zespole nie determinuję bezwzględnie kierunku, tutaj natomiast najbliżej mi do realizacji wszystkich założeń. Tylko w tym zespole odpowiadam za tak dużą ilość muzyki i tylko tutaj piszę wszystkie teksty, wyłączając cytaty. Każdy z projektów, w które jestem zaangażowany ma znaczenie na innej płaszczyźnie. Totenmesse to zespół, który w moim odczuciu muzycznie będzie się radykalizował. Wędrowcy~Tułacze~Zbiegi to brak granic, podróż w rejony dalekie od muzyki metalowej, mam tu chyba największe pole do eksperymentu. Z Gruzją sprawa ma się podobnie, ten zespół może nagrać cokolwiek. Dopóki ta ekwilibrystyka będzie nam odpowiadać i będziemy zgodni, dopóty będziemy nagrywać. W tym kontekście Odraza ma narzuconych więcej ram estetycznych, Priestowi znacznie bliżej jest do pisania metalu i te echa nigdy nas nie opuszczą. Ja z kolei staram się importować wpływy z zupełnie innych muzycznie światów. Spotykamy się zawsze w połowie drogi.

 

Wspomniałeś o Gruzji - czy śmieszkowo-kontrowersyjny wizerunek tego zespołu nie przeszkadza ci w działalności związanej z pozostałymi projektami? Nie odwrócili się od ciebie ludzie? Nie musiałeś się przed kimkolwiek z czegokolwiek tłumaczyć?

Nie wpłynęło to na moją współpracę w ramach innych projektów. Gruzja nie wymyśliła sarkazmu i szyderstwa. Co więcej, nie jest to nic nowego w ramach sceny, o której mowa. Mówimy o konwencji, w której zespół komunikuje się ze światem. Różni się on od sposobu, w jaki ze światem komunikuję się osobiście i jeśli są jakieś problemy, to właśnie na tle tego rozgraniczenia i mojego osobistego konfliktu. Nie wszystkie szyderstwa uważam za trafione, z innymi zgadzam się w zupełności - poza tym Gruzja to nie jedna osoba, gramy w drużynie. Co do odwracania się osób, moje życie prywatne nie jest zogniskowane na scenę muzyczną, w praktyce rozmawiałem z osobami, które o tym rozmawiać chciały i z których opinią się liczę. Reszta mnie nie interesuje. Uważam, że sarkazm, o którym mowa w większości wypadków, jest raczej pieszczotliwy, a poziom oburzenia - szczególnie ludzi, którzy sami komunikują się w podobny sposób - świadczy wyłącznie o tym, że sumarycznie trafiliśmy w to, w co trafić należało.

 

Na koniec rozluźnijmy atmosferę - kim jest ta zamyślona pani, która spogląda na nas z okładki "Rzeczom"?

To Dorota. Pozuje, gra na instrumentach i trenuje sporty walki.

 


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive