MIN t: To najważniejszy krok w mojej karierze

Od premiery debiutanckiego "Assemblage" minęło już dwa i pół roku, ale MIN t bynajmniej nie próżnowała. Zbierała inspiracje, pomysły i silną drużynę, dzięki której właśnie powstał znakomity teledysk oraz pierwszy singiel zapowiadający nowy album, za produkcję którego odpowiada Leo Abrahams (znany ze współpracy z Editors, Wild Beasts czy Goldfrapp).

Jarosław Kowal: "Start Dancing" jest najmroczniejszym utworem, jaki dotąd nagrałaś - to Berlin tak na ciebie działa?

Martyna Kubicz: Pewnie w jakimś stopniu tak, ale nie potrafię tego aż tak dokładnie zanalizować. Nie wiem, czy to kwestia samego Berlina, czy muzyki, której zaczęłam słuchać. Mój gust muzyczny jest bardzo obszerny - od mrocznych rzeczy po bardzo słodkie i popowe. Lubię analogowe brzmienia, chciałam nagrać taneczny, grooviący, elektroniczny track z sexy zacięciem. Myślę, że się udało.

 

Wyraźnie słychać tę chłodną, berlińską elektronikę, ale nadal jest przebojowo - to będzie klucz na drugim albumie?

Na pewno będzie to album elektroniczny, bez żywych bębnów, całość będzie opierać się na tanecznych brzmieniach, ale będzie też trochę orkiestrowych elementów i - jak zawsze - sporo eksperymentów oraz soulowych wokali.

Kiedy słuchałem tego utworu, od razu przypomniała mi się wizyta w sklepie z płytami w ramach cyklu 5 Płyt, wybrałaś wtedy między innymi "I Am Not A Doctor" Moloko i wspominałaś, że to od tej płyty zaczęłaś interesować się elektroniką. Jest tam dużo i chwytliwych, i mrocznych momentów, największe podobieństwo to chyba kawałek "Blink". Miałaś taki plan, żeby do tej dawnej inspiracji powrócić?

Na pewno ten album nadal ma duży wpływ na mnie. Kupiłam zresztą wtedy tę płytę i cały czas mam ją w aucie. Niedawno byłam na wycieczce i właśnie jej słuchałam [śmiech]. Muzyka Moloko jest ponadczasowa i nawet gdyby została wydana teraz, na pewno uznano by ją za świeżą i nowatorską. Zawsze wracam do ulubionych artystów i artystek, od których zaczęłam słuchać elektroniki. Myślę, że jest to fajne, bo pierwsze rzeczy, którymi się jarasz kształtują później gust muzyczny i całą twoją osobowość.

 

Teledysk kojarzy mi się z kolei z "Vogue" Madonny, ale w trochę bardziej surrealistycznym wydaniu. Wspomniałaś, że częściowo jest inspirowany twórczością Davida Lyncha.

Chciałam mu nadać psychodeliczno-twinpeaksowo-disco-r'n'b vibe. Włożyliśmy w to dużo pracy, za reżyserię odpowiada Sara Bustamante-Drozdek, za zdjęcia Adam Romanowski - absolwenci łódzkiej filmówki. Adam tworzy teledyski dla wielu polskich gwiazd, chociażby Beaty Kozidrak czy Natalii Kukulskiej. Sara jest z kolei początkującą reżyserką, ale z bardzo otwartą głową i pomysłami.

 

Nie łatwiej byłoby zrealizować teledysk na miejscu, w Berlinie?
Nie, tutaj wszystko jest cztery razy droższe [śmiech]. Miałam jakiś tam budżet na teledysk i w Berlinie też bym sobie z nim poradziła, ale na pewno w Polsce dawało mi to większe pole do manewru. Jeżeli chodzi zresztą o ludzi zajmujących się filmem, to w Berlinie nie mam jeszcze tak wielu znajomości, a przez rok studiowałam na łódzkiej filmówce, więc zostało mi trochę znajomych z tamtego okresu, którzy już skończyli studia, są teraz profesjonalistami i są w dodatku chętni, żeby mi pomóc. Wolę sięgać po takie osoby niż po obcych.

Z perspektywy mniej więcej sześciu lat, które już spędziłaś w Berlinie - to miasto faktycznie pozwala na większy sukces niż na przykład Wrocław? Na pewno jest tam znacznie większa konkurencja.
Gra tutaj bardzo wielu muzyków, konkurencja jest duża i kluby trochę wykorzystują tych biednych artystów, bo zawsze znajdzie się ktoś, kto zagra za darmo albo za niższą stawkę. To nie jest proste, powiedziałabym nawet, że Berlin jest jednym z gorszych miast, jeżeli chodzi o stawki dla muzyków. Na szczęście mam teraz managerów, małżeństwo które jest tutaj dość dobrze osadzone, zajmują się między innymi dużą halą koncertową - Max-Schmeling-Halle. Dzięki temu dużo działo się z piosenką, którą właśnie wypuściliśmy. Dużo pieniędzy, sił i kontaktów zostało uruchomionych, a w rezultacie nagrywaliśmy ją razem z Leo Abrahamsem, producentem Paolo Nutiniego, Reginy Spector czy Goldfrapp, nagrał też płytę z Brianem Eno, grał na gitarze u Adele, więc sporo sukcesów. A zaczęło się od tego, że zaaplikowaliśmy o stypendium od miasta Berlin w ramach programu Musicboard. Cały budżet stypendium to jakieś dwieście pięćdziesiąt tysięcy euro do podziału na około pięćdziesiąt zespołów i udało się otrzymać z tego całkiem solidną sumę. Między innymi Laurel Halo również otrzymała wyróżnienie i budżet na trasę zagraniczną. To wsparcie dało nam możliwość uzyskania wymarzonego efektu i tyczy się to nie tylko muzyki, ale również promocji.

 

Postanowiliśmy zgłosić się do jakiegoś fajnego producenta, który mógłby nadać mojej muzyce pełniejszego brzmienia. Długo szukaliśmy, odzywałam się między innymi do Laurel Halo, z którą już wcześniej rozmawiałam, na rozdaniu stypendiów, ale nie odpisywała. Później udało się nam złapać kontakt z Leo Abrahamsem, co wcale nie jest takie łatwe, nawet jeżeli masz odpowiedni budżet, żeby zapłacić za usługi takiej osoby. Przyznał, że też często nie odpisuje na podobne prośby, ale bardzo mu się spodobała moja muzyka i chciał wejść w ten projekt. Zrobiliśmy razem dwie piosenki - "Start Dancing" i kolejny singiel, który ukaże się mniej więcej za miesiąc. Poleciałam do Londynu, przesiedzieliśmy trzy dni w studiu i pracowaliśmy nad tym. Piosenki właściwie były już gotowe - i tekst, i aranże - a Leo dodał do tego koloru, który naprawdę dużo zmienił i właśnie tego potrzebowałam.

 

Teraz, w czasach pandemii, Berlin też jest bardziej przyjaznym miastem niż polskie duże miasta?

Na pewno w Berlinie wiele dzieje się w streamie, DJ-e mają większe pole do popisu. Powstało tutaj coś, co nazywa się Clubcommission, wspólne działanie wielu tutejszych klubów, które razem utworzyły streamową platformę umożliwiającą "wchodzenie" do klubów i udział w setach. To jest naprawdę fajne i wiele osób urządza sobie kwarantannowe imprezki w domach. Od strony wsparcia finansowego, mieszkać tutaj też jest naprawdę świetnie. Dostałam niedawno zapomogę dla freelancerów i nie czuję dzięki temu obaw, że nie będę miała co jeść. Od strony formalnej łatwo było to zorganizować, a wysokość wsparcia jest naprawdę sensowna. Na pewno cieszę się, że jestem teraz tutaj, a nie w Polsce.

A dlaczego uważasz, że "Start Dancing" to najważniejszy moment w twojej karierze?

Bo włożyliśmy w tak dużo pracy, przebyliśmy tak długą drogę i mam nadzieję, że rezultatem będzie najważniejszy krok w mojej karierze [śmiech]. Wierzę, że od tego wszystko się zacznie na poważnie.

 

To kiedy posłuchamy nowego albumu?
Niedługo wracamy do Leo Abrahamsa, z którym chcemy skończyć ten album. Myślę, że potrwa to do jesieni albo zimy.

 

Jest szansa, że będzie można już koncertować.
Tak i najbardziej współczuję tym artystom, którzy teraz wydali płyty i nie mogą grać koncertów. To naprawdę przykre. Podobnie artyści, którzy dostali szansę pokazać się na dużych festiwalach, a wszystko zostało odwołane. To okropne... więc mocno wszystkich pozdrawiam i mam nadzieję, że jakoś będziemy się trzymać razem i wspierać w tych trudnych czasach.

fot. Andreas Labes


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive