Ankhlejohn - "The Face of Jason"

79%

9 maja 2020 roku minęło czterdzieści lat od premiery pierwszej części "Piątku trzynastego", filmu, który okazał się przełomowym slasherem i po latach nadal inspiruje, choć czasami w zaskakujące sposoby (na przykład LeBrona Jamesa, który chce zresztą wyprodukować reboot serii). Wpłynął też na nowy album Johna Tuckera vel Ankhlejohna, a nawiązania do niego powracają niemal przez wszystkie z trzynastu (a jakże!) premierowych utworów.

Czujni fani Jasona Voorheesa na pewno już zauważyli nieprawidłowość, bo chociaż faktycznie mamy okrągłą rocznicę, to przecież zamaskowanego mordercy z Crystal Lake w pierwszej części filmu właściwie nie było. Jason jako bohater okładkowy jest jednak symbolem, nie tematem albumu, a Ankhlejohn odnosi się również do wielu innych zjawisk popkultury - w trackliście można znaleźć tytuły pokroju "The Candyman", "Ghost Busters", "Red Room Vibes" czy "Count Dracula", w "Define the Climate" można usłyszeć słynne finish him z "Mortal Kombat", a w tekstach przywoływani bywają Scooby-Doo i Kudłaty, "Matrix" czy Norman Bates.

 

Rapera ze stolicy Stanów Zjednoczonych aż chciałoby się na tej podstawie zestawić chociażby z Czarfacem, ale niewiele w nim z nerda (przynajmniej jawnego). Wykorzystuje raczej doskonale znane każdemu odbiorcy symbole do opowiadania bardziej osobistych historii o życiu na ulicy, błędach rodziców, używkach, seksie (zdecydowanie zbyt często pada na tym krążku: Suck my dick), a nawet dwa razy odnosi się do koronawirusa (ale w subtelny sposób, daleki od "koronarapowych" sprzedawczyków). Niczego nie ujmując tekstom i wbrew powszechnemu przekonaniu, że w hip-hopie przekaz jest najważniejszy, trudno nie odnieść jednak wrażenia, że treść ma na "The Face of Jason" drugorzędne znaczenie. Na pierwszy plan wychodzi mroczna, horror rapowa atmosfera przypominająca klasyków - Ganksta N-I-P-a, Gravediggaz czy Flatlinerz.

 

W sześciu utworach powracają nawiązania do "Piątku trzynastego" (albo w postaci sampla wyciągniętego prosto z filmu, albo jako autorska wersja charakterystycznego: Ki ki ki ma ma ma), w sześciu samplowane są także partie fortepianowe, zazwyczaj odgrywane powoli, z naciskiem na nastrój, nie wirtuozerię i właśnie te dwa zabiegi stanowią największa siłę albumu, sprawiają, że wywołuje niepokój, ale także ciekawość - zupełnie jak horror.

 

Wyżyny "The Face of Jason" wyznaczają trzy utwory - "Ghost Busters" z niepokojącą, dziwnie zlepioną i zapętloną partią fortepianową; "The Nebula", gdzie w tle cały czas przeszkadzają szmery i trudne do zidentyfikowania odgłosy, a jednak rezultat jest wyciszający i tajemniczy oraz "Count Dracula" ze znakomitą gościnną zwrotką Fly Anakina. Najgorzej w tym kontekście wypadają te kawałki, gdzie Ankh zahacza o soul - "Audi 5000", "Howard Crewneck" i "Forever Shaap" (aczkolwiek dwa ostatnie podzielono na pół i tylko do pierwszych połów ten zarzut będzie adekwatny). To nie są złe utwory, ale tak bardzo odstające od pozostałych, że wybijają z transu i zdają się być równie nie na miejscu, co wątki komediowe w "Ostatnim domu po lewej" Wesa Cravena.

 

Ankhlejohn nie jest debiutantem, nagrywa od czterech lat, ale często podejmuje decyzje, które mogłyby sugerować, że sabotuje swoją karierę (chociażby na przemian dodawanie i zdejmowanie swojej muzyki z platform streamingowych, jakby wciąż miał złudzenie, że Spotify czy YouTube to narzędzia służące marketingowi, które napędzą sprzedaż płytowego wydania albumu). "The Face of Jason" to jednak najlepszy moment, żeby skończył igraszki i wskoczył do pierwszej ligi, tym bardziej, że różnorodne, zdolne do generowania specyficznej aury, a zarazem przebojowe albumy horror rapowe to dzisiaj rzadkość.


Shaap/2020



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive