5 płyt: Marie

Na czas pandemii nie zabieramy już artystów i artystek do sklepu z używanymi płytami, żeby podpatrywać, jakich dokonają zakupów, a zamiast tego prosimy ich o pokazanie ulubionych płyt z domowej kolekcji. Dzisiaj sprawdzamy, co wybrała Marie, która lada moment wyda debiutancką EP-kę "Candybar".

Indica - "A Way Away"

Miałam kiedyś fazę na wyszukiwanie muzycznych perełek na YouTube, szczególnie z krajów innych niż nasza ojczyzna czy też dobrze znana każdemu Ameryka. I tak któregoś dnia, w roku bodajże 2011, wpadłam na utwór "In Passing" fińskiego girlsbandu Indica. Jako dwunastolatka użyłam swojego uroku osobistego na rodzicach, dzięki czemu zostałam szczęśliwą posiadaczką albumu "A Way Away". Szczęśliwą to mało powiedziane.

 

Każdy utwór z płyty jest magiczny. Jonsu, wokalistka i liderka, to prawdziwa wróżka - poetyckie teksty, których zrozumienie trochę mi zajęło, połączone z ostrym, ale wyrafinowanym brzmieniem czegoś pomiędzy goth rockiem a alternatywą, tworzy mieszankę idealną. Przez długi czas jako dzieciak chciałam robić muzykę właśnie taką, jaką robiły te dziewczyny, ale cóż - życie zweryfikowało [śmiech]. Może wyszło to na dobre?

Quebonafide - "Egzotyka"

Aż trochę głupio wybierać, bo całościowo twórczość Kuby ma dla mnie ogromne znaczenie. Padło jednak na "Egzotykę" - właściwie z każdą piosenką z tego fenomenalnego albumu mam powiązane bardzo wyraźne wspomnienie z jednym z najważniejszych dla mnie ludzi. Tu muszę Wojtkowi podziękować, bo gdyby nie on, to pewnie nie weszłabym w świat rapu i nadal uparcie twierdziła, że to muzyka dla degeneratów (nie mam pojęcia, co wtedy myślałam). Zakochiwałam się w twórczości Quebonafide i w człowieku, który mi ją pokazał jednocześnie - była i jest to jedna z najpiękniejszych przygód mojego życia.

Faworyty - "Zorza" i "Quebahombre", bez dwóch zdań. Fajnie by było kiedyś coś z Kubą stworzyć - jest dla mnie ogromnym autorytetem. W "Matce Polce" nawiązałam nawet do jednego z utworów jeszcze z poprzedniej płyty - jedna osoba w komentarzach wyłapała [śmiech].

 

Nina Nesbitt - "Peroxide"

Kolejna płyta, którą mogłabym katować i katować. "Peroxide" jest idealne - lekkie, liryczne, słodkie, smutne i wesołe zarazem. Głos Niny jest przepiękny i za każdym razem przenosi mnie do tego lata, kiedy po raz pierwszy usłyszałam "Statues". Towarzyszył mi niezliczone ilości razy podczas wieczornych, samotnych przejażdżek rowerem po mojej okolicy. Ten album pachnie jak letni, ciepły wieczór, kiedy niebo barwi się na różowo i na fioletowo, szumi jak jeszcze nieskoszona pszenica (wiem, nie jest to najwybitniejsze porównanie, ale piszę szczerą prawdę).

 

Twórczość Niny nadal ma na mnie bardzo duży wpływ i jest dla mnie ogromną inspiracją - bardzo polecam sprawdzić jej instagram, na który wrzuca krótkie filmiki z różnych etapów tworzenia nowych piosenek. Złota treść.

Fall Out Boy - "Save Rock and Roll"

Ach, i w taki sposób wracamy do młodej, gniewnej Julitki, która ze słuchawkami w uszach pokonywała dystans dzielący ją i budynek gimnazjum, czując przy tym, że świat należy do niej.

 

Ten album ma w sobie coś, co sprawia, że człowiek czuje się wolny. Naprawdę - kto nie wierzy, niech przesłucha. Zarówno teksty, jak i muzyka - "The Phoenix" czy "Light Em Up" to utwory kompletne. Nie polecam odpalać tej płyty podczas jazdy samochodem, bo może ponieść, jeśli nie kierowców, to ludzi na tyłach. I to porządnie. Mnie ponosiło za każdym razem, gdy udało mi się wepchnąć płytę do odtwarzacza zanim rodzice zdążyli zaprotestować [śmiech].

 

Demi Lovato - "Here We Go Again"

Demi Lovato z czasów Disney'a to definitywnie moja ulubiona Demi Lovato - oczywiście w kwestii muzyki, jaką tworzyła. "Here We Go Again" to mój podstawówkowy jam dający i siłę do działania, do wiary w marzenia, i do wiary w siebie (a to często najcięższa sprawa). Mocniejsze brzmienie, bardziej pop-rockowe niż teraz - przegenialne "Remember December" czy "Here We Go Again" to właśnie perełki, za których klimatem tęsknię przeogromnie. Demi jest ostra, dziewczęca, pewna siebie i przebojowa, czyli dokładnie taka, jaką wiele dziewczynek w wieku dziewięciu-dziesięciu lat chce i chciało być. Chyba, że to też się zmieniło - czyżby mnie coś ominęło?


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive