Dola: Eksperymentowanie z formą przekazywania emocji

Nie minęła jeszcze nawet połowa 2020 roku, a już wiadomo, że w polskim metalu ważniejszego debiutu nie będzie. Pierwszy album zespołu Dola to wielowymiarowy majstersztyk, którego twórcy dotąd nie byli związani z lokalną sceną i właśnie takiej transfuzji świeżej krwi trzeba nam wszystkim było od dawna.

Jarosław Kowal: Nagrywacie pod pseudonimami i udostępniliście dotąd tylko jedno wspólne zdjęcie, na którym niewiele widać, więc są osoby, które zastanawiają się, czy za Dolą stoją muzycy związani z innymi metalowymi zespołami, czy to wasz pierwszy projekt. Rozstrzygnijmy to raz na zawsze.

Nie jesteśmy związani właściwie z żadnym innym zespołem, na pewno nie takim, który jest lepiej rozpoznawalny na scenie. Nie jest to nasz pierwszy projekt, bo każdy z nas indywidualnie tworzył swoją własną muzykę, ale w totalnie innej estetyce niż Dola. Grono grał wcześniej w zespole grindcore'owym i sam tworzył do szuflady black metal i muzykę w innych stylistykach. Stempol gra w kilku niekoncertujących - póki co - zespołach w Toruniu. Maras pochodzi głównie ze świata klubowo-elektronicznego i jest to jego pierwszy projekt z muzyką gitarową.

Kiedy słuchałem waszego albumu, miałem wrażenie jakby nagrali go ludzie osłuchani z metalem, ale wcześniej praktykujący inną muzykę. Na przykład w "Tam mnie nie ubijesz" perkusja z początku ma bardzo jazzowe brzmienie, a w którymś momencie na front wychodzi bas przypominający bardziej Killing Joke niż black metal. Faktycznie macie za sobą tak różnorodne doświadczenia?

Nie do końca definiujemy się stricte jako metal, raczej szukamy środków, które pozwolą nam wyrazić to, co chcemy wyrazić. "Tam mnie nie ubijesz" powstało początkowo na komputerze i połączyliśmy różne gatunki w jedno. Nie zastanawiamy się nad tym, czy ma być eklektycznie, wszystko wychodzi w praniu i gramy to, co się nam podoba. Nie jest to coś, czego się boimy, chociaż mamy świadomość, że bywa to spacer po cienkim lodzie, pod którym jest morze sera. Nie chcemy oczywiście brnąć w eklektyzm w stylu Naked City, gdzie jest to wręcz groteskowo brutalne. Na brzmienie albumu składa się najzwyczajniej wiele różnych inspiracji, które pochodzą z bardzo różnych miejsc.

 

Na ile utwory z albumu to materiał skomponowany, a na ile improwizowany? Zwłaszcza ostatni kawałek ("Gdy wszystko się skończy, Oni nadal będą chodzić") sprawia wrażenie przynajmniej częściowo tworzonego już w trakcie nagrań.
"Gdy wszystko się skończy..." to improwizacja. Po nagraniu części instrumentalnej w studiu, około drugiej w nocy, wyciągnęliśmy gong i nagraliśmy długi jam z którego wyciągnęliśmy najlepsze i powstał ten utwór. "Dni błogie" w pewnym stopniu też są improwizowane. Część wokali właściwie też nie miała żadnego większego zamysłu poza tekstem i została nagrana za pierwszym podejściem. Reszta powstawała długo i mocno ewoluowała.

 

Podejrzewam, że przy tworzeniu tak różnorodnej muzyki pojawia się dużo pomysłów i część z nich stopniowo eliminujecie, ale udaje się wam dokonywać tego w pełnej zgodzie czy zdarzają się spięcia?

Graliśmy te utwory wiele razy i faktycznie stopniowo część z pomysłów została, a część odpadła, głównie dlatego, że nie czuliśmy, że są to dobre rozwiązania. Nie chcemy grać czegoś, co któremuś z nas się nie podoba, więc pomysły filtrujemy też pod tym względem. Nie ma jakichś większych spięć, bo rozumiemy się przede wszystkim na płaszczyźnie tego, czego grać nie chcemy.

 

Na wielu metalowych albumach w centrum znajduje się jedna, wielokrotnie wzmacniana emocja, na przykład złość albo rozpacz. U was jest znacznie bardziej różnorodnie, a przynajmniej takie odnoszę wrażenie, ale czy są takie emocje, które trudno wam wyrazić poprzez muzykę?
Sposób, w jaki na ogół wyraża się złość i rozpacz w muzyce jest często bardzo przewidywalny. Bezpośrednie wyrażanie tych emocji jest powszechne. Dla nas ważniejsze jest eksperymentowanie z formą przekazywania tych emocji. Chcieliśmy operować nimi na wielu płaszczyznach, od ekspresji w wokalu po miks albumu. W pewnym sensie zamierzaliśmy dążyć do psychologicznego realizmu w wyrażaniu emocji. Zazwyczaj rozpaczy czy złości towarzyszą też obłęd, niepokój i pewnego rodzaju ironia. Złość i rozpacz to zdecydowanie emocje, które są słyszalne na albumie, ale obrane w niekonwencjonalną formę starającą się odzwierciedlić ludzką naturę, która często okazuje się bardziej złożona i pierwotna.

 

Co do emocji, które trudno byłoby nam wyrazić, to te których sami nie przeżywamy w trakcie tworzenia i grania. Nie jest to radosny album, bo wiele niepokoju i ogólny zeitgeist wpłynęły na jego brzmienie. Potrafimy wyrażać wesołe emocje muzyką i robiliśmy też taką. Album, który nagraliśmy teraz po prostu taki nie jest. Jeśli na tym albumie jest jakaś radość to tylko taka, którą przepuszczono przez jakiś pryzmat nostalgii. Według nas, nie ma problemu z wyrażaniem emocji poprzez muzykę, tylko z dopasowaniem odpowiedniej formy przekazu tak, aby były autentyczne.

W zapisie tekstów, który udostępniliście na bandcampie pojawiają się też takie wersy: øsiːmjo ɪnuːomjə, œnoʊ ˈwɔ səmjo, ale próżno szukać w internecie znaczenia tych słów. Próbowałem wesprzeć się Tłumaczem Google, ale raz wykrywany był język azerski, kiedy indziej maltański albo joruba... Jak to jest w rzeczywistości?
Stempol, nasz perkusista, od wielu lat trenuje przeróżne techniki śpiewu gardłowego i growlu. Zainspirowany kulturowo rdzennymi mantrami, zaczął tworzyć własne schematy i formuły wokół, których improwizuje i tworzy, co wygląda jak jego własny język. Zapis widoczny na bandcampie to transkrypcja jego śpiewu na IPA (International Phonetic Alphabet).

 

W "Olbrzymie" padają zaskakująco adekwatne do obecnej sytuacji słowa: Gdy myślisz, że świat się skończy, on skończy się dla ciebie po cichu. Jasnowidztwa nie będę wam przypisywał, ale myślicie, że właśnie tak może wyglądać koniec świata? Wszyscy zostaniemy zamknięci w domach, pieniądze się skończą, w szpitalach nie będzie miejsc na inne leczenie niż to związane z wirusem, a równie wielką plagą stanie się depresja?
Tekst powstał długo przed epidemią i odnosi się do naszej bezradności wobec losów świata. Wpływ na to, co się dzieje teraz też był poza naszą kontrolą, a lekarz, który był jednym z pierwszych alarmujących o wirusie został uciszony przez swój rząd. Slavoj Zizek trafnie wypowiedział się o globalnym ociepleniu i naszych próbach walki z nim: Your tiny human efforts never seemed so meagre. Możliwe, że w kwestii klimatu już jesteśmy na drodze do upadku i nie mamy odwrotu, a nawet o tym nie wiemy. Oczywiście powinniśmy działać, możemy protestować, ale im bardziej chcemy w to brnąć, tym bardziej widzimy, jak odbija się to echem od ścian establishmentu i ludzkiego zamiłowania do statusu quo cywilizacji XXI wieku. To co może mieć rzeczywisty wpływ na życie kolejnych pokoleń jest poza zasięgiem komunikacji.

 

Aktualna sytuacja, związana z pandemią, leży gdzieś pomiędzy dwoma punktami. Pierwszym punktem jest zdrowy rozsądek, który mówi, aby izolować się od reszty społeczeństwa, nosić maseczki, nigdzie nie jeździć i z nikim się nie spotykać, a drugim punktem jest globalna polityka, która wykorzystuje popłoch, waląca się na łeb na szyje gospodarka i wizja całkowitej przemiany świata. Świata, do którego byliśmy przez całe życie przygotowywani. Nie jest to najciekawsze położenie. W twoim pytaniu znalazł się wyjątkowo czarny scenariusz, ale jak najbardziej możliwy, w momencie kiedy rozmawiamy, ceny ropy spadają poniżej zera, politycy na całym świecie rzucają na lewo i prawo ustawami pisanymi na kolanie, a filary porządku naszego świata są kwestionowane. Nie wiemy, czy wirus to będzie koniec świata, ale wszyscy nieuchronnie dążymy ku jakiejś entropii, która prędzej czy później nastąpi i to najprawdopodobniej ludzkość i jej destruktywna natura sama sobie ją zgotuje. Długo, powoli i po cichu.

 

Jak sobie radzicie z pandemią? Udaje się wam znajdować coś pozytywnego w tej sytuacji? Chociażby więcej czasu na tworzenie kolejnych utworów?
Raczej dobrze, ale brakuje nam prób. Gdy tylko zmienią się obostrzenia prawne i zmniejszy się ryzyko zarażenia, chcemy wrócić na salę. Aktualnie nie możemy nawet się spotykać, ze względu na nasze różne miejsca zamieszkania. Z pewnych pozytywnych aspektów - mamy więcej czasu dla naszych najbliższych oraz więcej czasu na pomysły muzyczne. Mamy już w drodze parę utworów, powstało wiele różnych szkiców, ale aby je rozwinąć, wymagałoby to rzeczywistej konfrontacji w sali prób. Poza tym ciężko mówić o jakichś konkretnych pozytywach, bo nie wiadomo, czy wszystkie wysiłki, które teraz podejmujemy gdy to wszystko się skończy, będą mieć sens. Jeśli spojrzeć z nieco naiwnym optymizmem na całą sytuację, widać, że świat w jakiś sposób potrafił zwolnić i być może to będzie przepis na jakiś nowy scenariusz, który wszystko uratuje. I to jest taki świat, który mógłby być obiektem nostalgii w "Dniach błogich".

Z waszego facebooka wynika, że dotąd nie mieliście okazji wystąpić na żywo jako Dola, a pierwszą trasę odwołał wybuch pandemii. Wasze morale ucierpiały na tym, że po tak dobrze przyjętej premierze pierwszego albumu macie związane ręce jeżeli chodzi o jego promocję?
Zagraliśmy jeden "koncert" dla najbliższych znajomych chwilę po wydaniu płyty na sali prób. Nie jest to dla nas łatwe i jest dużo frustracji, bo dosłownie gdy mieliśmy ogłaszać trasę, wprowadzono zakazy. W tym momencie tak naprawdę wszyscy artyści mają tak samo ciężko i cała kultura jest sparaliżowana. W całej tej sytuacji jest jeden pozytywny aspekt - możemy lepiej przygotować się do koncertów i lepiej przemyśleć to, jak chcemy się zaprezentować publice.

 

O ile się nie mylę, pochodzicie z różnych miast, poznaliście się w Poznaniu i tam zaczęliście razem grać, a później wszyscy przenieśliście się do Torunia. Dużo musieliście poświęcić dla wspólnego tworzenia muzyki?
Właściwie to Grono i Maras poznali się w Poznaniu i zaczynali z innym perkusistą niż Stempol. Przez pierwszy rok naszej działalności wszystko miało miejsce w Poznaniu, jednak z czasem sprawy zawodowe zabrały Grona do Warszawy i rozstaliśmy się z Tomaszem, naszym pierwszym perkusistą. Następnie zaczęliśmy grać ze Stempolem, który mieszka w Toruniu, więc siłą rzeczy spotykamy się właśnie tam. To wszystko było warte tego, by nagrać tę płytę.

 

Pandemia na bliżej nieokreślony czas wyłączyła festiwale i halowe koncerty, myślicie, że to może być szansa na pewnego rodzaju reset i koniec rządów największych kapel? Wszystko wskazuje na to, że pierwsi do koncertowania wrócą właśnie ci muzycy, którzy grywają w klubach na dwieście-trzysta osób.
Sytuacja wygląda w taki sposób, że trudno jest cokolwiek przewidzieć. Możliwe, że wszystko wróci równocześnie. Na pewno sytuacja będzie trudna dla każdego promotora, który będzie chciał ściągać gości zza oceanu. Jesteśmy pełni nadziei, że nasza trasa odbędzie się jesienią, ale wcale nie cieszymy się na myśl o braku dużych koncertów i festiwali. Wiele niszowych polskich festiwali, które ściągają również małych wykonawców z całego świata, także może ucierpieć, a są one równie cenne, co lokalne gigi. Jeśli miałby nastąpić nowy porządek, to najprawdopodobniej objąłby on bardziej przejmujące dziedziny życia niż koncerty. Trudno na ten moment spekulować. W środowisku jest jednak wiele głosów, które mówią o powrocie do undergroundu i lokalnych scen. Ale naszym zdaniem, może to wcale nie wpłynąć na to, że koncerty mniejszych kapel będą popularne. Piknikowi słuchacze raczej będą nadal siedzieć w domach, bo lokalne kapele nie zaspokoją u nich tego, co stadionowy wypad na koncert Metalliki symfonicznie.

 

A jak chcielibyście, żeby potoczyły się losy Doli w najbliższych miesiącach?
Najważniejsze jest dla nas to, byśmy mogli się znowu spotkać na próbach. Wtedy będziemy kończyć drugi album i przygotowywać się do koncertów. Niedługo też wyjdzie od nas trochę merchu i preorder na winyle z naszym debiutem - będzie to koniec kolejnego procesu, nad którym dosyć długo pracujemy. I czekamy niecierpliwie na to, aż spotkamy się z publiką na koncertach twarzą w twarz.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive