Fear Agent, tom 2. Postapokalipsa zamiast space opery

89%

Na początku roku David F. Sandberg (reżyser między innymi "Shazam!" i "Annabelle: Narodziny zła") zapowiedział nakręcenie serialu na podstawie komiksu "Fear Agent" i chociaż pierwszy tom tego pulpowego science-fiction był całkiem przyjemną rozrywką, nie wydawał się interesującym materiałem na telewizyjną ekranizację. Sandberg miał jednak nade mną przewagę - znał już drugi tom.

W pierwszym spotkaniu z Heathem Hustonem najgorsze wrażenie zrobił... sam Heath Huston. Typowy kosmiczny kowboj ze słabością do alkoholu i kobiet, z obowiązkową mroczną historią i niezbyt wyszukanym poczuciem humoru. Jego przygody przypominały luźno powiązane epizody w stylu kreskówek z sobotnich poranków, co dostarczało solidnej dawki rozrywki, ale nie angażowało na tyle, żeby z niecierpliwością czekać na kolejny tom. Tutaj jednak sytuacja drastycznie się zmieniła i to od pierwszych stron, "Fear Agent" nagle nabrało zupełnie innego charakteru.

 

Zazwyczaj zwrot ku przeszłości w już ugruntowanych seriach kończy się fiaskiem, dość wymienić "Terminator: Ocalenie", "X-Men Geneza: Wolverine" czy prequele "Gwiezdnych wojen" reżyserowane przez George'a Lucasa. Rick Remender wyszedł jednak z podróży w czasie obronną ręką i chociaż cofając się do początków inwazji na Ziemię i ukazując przemianę swojego bohatera z poczciwego ojczulka w jedną z najbardziej nielubianych postaci w kosmosie, nie silił się na oryginalność, zdołał osiągnąć coś znacznie ważniejszego - wzbudza emocje.

Poza kilkoma wycieczkami w kosmos, właściwie cała historia zatytułowana "Ostatnie pożegnanie" wypiera konwencję space opery na rzecz przyziemnej, brutalnej postapokalipsy. Gdyby kosmitów zamienić na zombie, dostalibyśmy coś na wzór "The Walking Dead" - nawet trupy ocalałej grupki ludzi padają równie często. Co jednak najistotniejsze, Remender dla każdej z tych postaci znajduje czas, przybliża ich tożsamości, kreśli szczątkowe tła, które wystarczają, by żadna ze śmierci nie wydawała się lekka i nieistotna. Z tej perspektywy to materiał wręcz idealny, by przenieść go na realia telewizyjne.

 

Po tak udanym prequelu, powrót do współczesności Heatha Hustona mógłby okazać się niełatwy, ale Remender najwyraźniej dostrzegł słabości swojego bohatera i w "Miażdżącej krytyce" nie przywraca mu dominującej roli. Huston wciąż łączy poboczne wątki i pcha ten główny naprzód, ale nie jest to już spektakl jednego aktora, a ona sam nie wydaje się tak bardzo toksyczny i irytująco arogancki. Pod koniec potrafi nawet wywołać szczere współczucie. Scenariusz czasami stawia go w bardzo schematycznych sytuacjach (chociażby kosmiczna walka gladiatorów) i niekiedy buduje wokół niego grubą warstwę patosu, ale akurat to można wybaczyć, bo w końcu inspiracje kinem science-fiction z lat 50. i 60. to cecha charakterystyczna serii.

Tu i ówdzie Remender podsuwa tematy zachęcające do refleksji, chociażby łączenia religii z technologią, co może prowadzić do masowej zagłady albo zmiany ról i uczynienia z ludzkości bydła dla obcej rasy. W finale uderza jednak w najciekawszy ton, porusza wątek związany z czasem i przestrzenią przypominający zabiegi fabularne znane z "Interstellar" i tym razem kończy w taki sposób, że trzeciego tomu już teraz nie mogę się doczekać.

 

"Fear Agent" przeszło wyraźne przeobrażenie pomiędzy tomami i chociaż w pierwotnym wydaniu nie było komiksem nieudanym, dopiero teraz ukazuje własną tożsamość, umiejętnie równoważąc akcję, komedię i dramat. Panie Sandberg, rób pan ten serial!


Fear Agent

Polska, 2020

Non Stop Comics

Scenariusz: Rick Remender

Rysunki: Tony Moore, Jerome Opena



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive