Tęskno: Niby dalej normalnie żyjemy, a coś się jednak kończy

Drugi album opublikowany pod szyldem Tęskno to zarazem pierwszy, na czele którego stanęła jedna liderka - po odejściu Hani Rani, duet przemienił się w solowy projekt Joanny Longić. W dniu premiery materiału zatytułowanego po prostu "Tęskno" rozmawialiśmy o jego powstawaniu, zawieszonych planach koncertowych i uprzykrzającej życia wszystkich dookoła pandemii, a nawet o... zarzutach o hedonizm.

Jarosław Kowal: Premiera albumu to moment na złapanie oddechu czy wręcz przeciwnie, nerwowe wyczekiwanie na pierwsze opinie?

Joanna Longić: Jestem bardzo podekscytowana i pozytywnie nakręcona. Oczywiście widzę wszystkie komentarze i opinie, więc chcąc nie chcąc śledzę je, chociaż wolałabym tego nie robić [śmiech]. Wolałabym nie być świadoma odbioru płyty. Nie chcę sprowokować negatywnych opinii, ale martwiłabym się też, gdyby dochodziły do mnie tylko te pozytywne, bo oznaczałoby to, że moja muzyka nie wywołuje intensywnych reakcji. Oznaczałoby, że jest zbyt ładna i zbyt miła, gdyby nie spotkała się z odrzuceniem chociażby u pojedynczych osób. To, że pojawiają się głosy negatywne wcale nie świadczy źle o tym, co się stworzyło. Zawsze można coś z tego wyciągnąć i zastanowić się, czy następnym razem iść w jakimś innym kierunku. Niektóre uwagi naprawdę mogą być cenne.

 

To ciekawe, bo większość artystów raczej nie wsłuchuje się w głosy odbiorców, tworzą wyłącznie w zgodzie z własną wizją.

Na pewno nie mam na myśli jakiegoś totalnego zainspirowania się cudzymi pomysłami, ale teraz pewien etap zakończył się, jest album, więc zaraz będę szukać czegoś nowego. To oczywiście nie jest tak, że jeżeli jedna osoba napisze: Powinnaś zagrać na gitarze, nagle zacznę grać na gitarze, ale wiele osób ma na pewno tę przewagę, że mogą bardziej obiektywnie podejść do mojej muzyki. Ja w tym zbyt głęboko siedzę i słyszałam te utwory już setki razy. Nie zmienię całkowicie kierunku czy myślenia o muzyce, ale zawsze biorę pod uwagę opinie innych, choć to kwestia raczej niuansów, nie zacznę przecież nagle śpiewać po koreańsku [śmiech].

Kiedy zaczynałaś tworzyć ten materiał, miałaś założenia, co chciałabyś zrobić podobnie jak poprzednio, razem z Hanią Rani, a co chciałabyś zrobić w zupełnie inny sposób?

Na pewno wiedziałam, że fortepianu siłą rzeczy będzie mniej. Zaprosiłam do współpracy Paulinę Atmańską, która siedzi w jazzie, gra też między innymi z Misią Furtak, ale nagrałyśmy razem tylko dwa utwory. Wydaje mi się jednak, że podstawą w Tęskno zawsze były smyczki, a skoro sama teraz komponuję i aranżuję, edukację muzyczną zaczynałam od skrzypiec, to wiedziałam, że ten element chcę podkreślić i wynieść na piedestał cały kwintet jako podstawowe brzmienie.

 

Przy nagraniach użyłam też dokładnie tych samych syntezatorów, co poprzednim razem - mojego Juno-6 i znowu pożyczyłam od kolegi Prophet 8, ale marzyło mi się, żeby zabrzmiały nowe instrumenty - harfa i flet poprzeczny. To ciekawe, bo miałam dokładnie takie same podejście, a wyszło inaczej. Tak sam było z tekstami - oglądałam jakiś serial albo film, albo czytałam książkę i notowałam to, co przychodziło mi do głowy. Od czasu poprzedniego albumu zmieniła się jednak rzeczywistość i być może ja sama też się zmieniłam, czego wcześniej nie zauważyłam. Teksty i płyty z jednej strony są podobne, z drugiej zupełnie inne, choć niczego takiego nie planowałam. Nie było żadnego konkretnego celu, ale na pewno zależało mi na spójności, wiedziałam, że chcę zrobić krótsze utwory i nie wszystkie z wokalem, ale pozwoliłam sobie na wolność w tworzeniu i podążanie za impulsami.

 

Szkoda, że w najbliższym czasie nie będziesz miała możliwości wystąpienia na żywo z tym materiałem, bo z tego, co mówisz wynika, że właściwie nie da się go wykonać na scenie w identyczny sposób, jak na albumie.

Był taki plan, żeby to przearanżować na nas troje, ale marzyłam też o tym, żeby zrobić chociaż jeden duży koncert, w którym wezmą udział wszystkie osoby zaangażowane w nagrania. To oczywiście byłoby niebezpieczne, bo skoro już byłyby na scenie harfa i flet, to nie mogłabym się powstrzymać, żeby nie użyć ich w każdym utworze i ostatecznie i tak nie brzmiałoby to podobnie do płyty [śmiech]. Teraz trudno powiedzieć, kiedy będzie mogło się to wydarzyć, ale to moje ogromne marzenie.

 

Mimo że jest kilka nowych instrumentów, po przesłuchaniu "Tęskno" w pierwszej kolejności zwróciłem uwagę na to, jak posługujesz się ciszą. Pauza, przestrzeń dla wybrzmiewania dźwięków czy po prostu zamilknięcie na chwilę to ważne elementy twoich utworów?

Tak, nawet w szkole muzycznej czy później na akademii zawsze się mówiło, że dobrym muzykiem jest nie ten, kto świruje, gra same najtrudniejsze rzeczy i zawsze jak najszybciej, ale ten, kto wiele już opanował, może zagrać Paganiniego i wszystko, co mu przyjdzie do głowy, ale zdecyduje się zagrać tylko jeden dźwięk i zrobi to najlepiej na świecie. Tęskno zawsze opierało się na wyciszeniu, ale na tym albumie faktycznie są jeszcze bardziej ciche momenty. Myślę, że w tym tkwi siła, choć na pewno współpraca z radiem jest z tego powodu trudniejsza, ale tak naprawdę ta płyta w ogóle nie jest skierowana do radia [śmiech]. Oczywiście byłoby fajnie, gdyby coś tam kiedyś poleciało, ale patrzę na to bardziej jak na tworzenie opowieści, gdzie napięcie najpierw wzrasta, później jest odpuszczenie i cały czas sinusoida powtarza się. Przypomina to trochę muzykę filmową, do czego zresztą coraz bardziej się zbliżam. Z jednej strony wymagania piosenki są spełnione - pojawiają się zwrotka, refren, czasami jakiś most - a z drugiej na przykład w utworze "Inny nikt" jest wstęp z refrenu, później dwie zwrotki i na koniec znowu refren. Coraz częściej skłaniam się do odstępstw, piosenki stają się coraz bardziej nieregularne.

Mam wrażenie, że utwór "Znów" jest bardzo filmowy, trochę też niepokojący. Rozważałaś nagranie całego wyłącznie instrumentalnego albumu?

Bardzo bym chciała, dokładnie nad tym się teraz zastanawiam. Z drugiej strony szkoda byłoby mi słów... Muszę to jakoś mądrze połączyć i wydaje mi się, że jest to możliwe. Słowa w Tęskno są bardzo ważne. To, że są po polsku, że są trochę archaiczne, trochę poetyzujące i wzniosłe. Chociaż wydaje mi się, że pierwsza piosenka na płycie - zatytułowana "Pierwsza" - pokazuje, jak ośmielam się mówić o prostszych rzeczach, o banałach, których wcześniej bardzo się bałam i uciekałam w słowa wyjątkowe, nieużywane na co dzień.

 

Ze "Znów" bardzo jestem dumna, a kiedy go gram, pod koniec zawsze jest walka, żeby się nie rozryczeć. Bardzo mnie porusza, mam wrażenie, że w trakcie nagrań te wszystkie emocje udzieliły się kwartetowi i można usłyszeć coś, co na egzaminie w szkole muzycznej zostałoby potraktowane jako błąd, ale tutaj nie chodziło o perfekcjonizm od strony technicznej. Dźwięki pod koniec stają się chybocące, urywają się, są niepewne, jakby te emocje wywarły wpływ na muzyków i odbiły się na tym, jak zagrali.

 

Przyjmujesz jakąś stałą regułę w kwestii kolejności tworzenia słów i muzyki?

Kiedyś było bardzo różnie, czasami najpierw był tylko tytuł albo tylko słowa, do których próbowałam dostosować muzykę, ale teraz, czując powagę sytuacji i dbając o to, żeby emocje w tych utworach nie zaginęły, piszę najpierw muzykę. Tak powstał każdy utwór na nowej płycie. Byłem przekonana, że dopasuję do tego właściwe słowa. Pojawiały się wprawdzie momenty, kiedy trochę mi tych słów brakowało, bałam się, że nie zdążę i płyta przez to nie powstanie, ale całe szczęście udało się.

 

We "Frajdzie" śpiewasz: Kiedy bliki koniec świata, do zabawy jest okazja. Brzmi to bardzo aktualnie w czasach pandemii, ale czy ten utwór faktycznie powstał dopiero niedawno, czy miałaś w myślach bliżej nieokreślony koniec świata?

Tekst powstał pewien czas temu, ale wiele rzeczy zwiastowało takie czasy już od dawna, chociażby pożary w Australii. Staram się nie czytać dużej ilości wiadomości, a zwłaszcza fake wiadomości, bo nie chcę żyć w ciągłym strachu, ale wygląda na to, że w tym utworze wyszła ze mnie obawa o jutro. Tak się złożyło, że sytuacja jest teraz nie za ciekawa i myślę, że wszyscy mniej lub bardziej świadomie żyjemy w ciągłym napięciu. Można to spychać na dalszy plan, można zajmować się innymi sprawami, ale to dotyczy nas wszystkich. Nawet jeżeli jesteśmy zdrowi, młodzi i silni, to nagle pojawiło się ograniczenie, które zmusza nas do siedzenia w domu. Oczywiście popieram to i sama też siedzę w domu, bo bezpieczeństwo nasze i ludzi wokół jest najważniejsze.

A nie wydaje ci się, że jest coś ironicznego w tym, że fikcja literacka czy filmowa przyzwyczajała nas od dekad do spektakularnego "końca świata", a tymczasem największym zagrożeniem okazuje się teraz bezczynne siedzenie w domu?

Dokładnie tak może być. Część osób na szczęście może pracować z domu, ale okazuje się, że to jest bardzo mała część, bo w Polsce około dwadzieścia procent. Nagle się okazuje, że cała gospodarka może runąć, bo nie możemy wychodzić. Jest taki wiersz Czesława Miłosza, który zaśpiewała Aga Zaryan w przepięknej interpretacji z towarzyszeniem orkiestry, "Piosenka o końcu świata", i właśnie o tym opowiada, że koniec to takie drobne rzeczy. Nie ma żadnych błyskawic, ognia, apokalipsy, niby dalej normalnie żyjemy, a coś się jednak kończy.

 

Wydaje mi się, że "Frajda" to mimo wszystko pozytywny utwór, a nawet zagrzewający do walki. Może to wynika też z tego, jak bardzo muzyka kontrastuje z tekstem.

Starałam się, żeby przesłanie tego utworu ostatecznie było takie, że niezależenie od okoliczności, trzeba szukać pozytywów. Staram się to robić na co dzień, chociaż wiadomo, że myśli często uciekają w negatywnym kierunku. Jest też druga strona, bo w drugiej zwrotce padają takie słowa: Czy wystarczy mi zapału, by wytrwale ignorować własne poczucie empatii wobec ludzi zagubionych. To odzwierciedla mój życiowy dylemat - ile poświęcać własnej frajdy dla innych. Czy bardziej dbać o bliskie osoby, czy o siebie? Przez tę drugą zwrotkę chciałam podkreślić, że nie chodzi o pustą frajdę za wszelką cenę i szukanie szczęścia po trupach. Najlepiej byłoby znaleźć złoty środek - z jednej strony odkrywać frajdę nawet w trudnych okolicznościach, z drugiej dbać o frajdę innych, bliskich osób.

 

Słuchacze doszukują się znaczenia czy przesłania w utworach, ale wydaje mi się, że równie często artyści i artystki odkrywają je już po nagraniu. Najpierw przypomina to niekontrolowany strumień świadomość, a dopiero później pojawia się refleksja. Miałaś tak przy tym albumie?

Zawsze jakieś główne znaczenie mam w myślach, ale czasami słuchając cudzych interpretacji, odkrywam, że można się doszukać również innych znaczeń. Na przykład piosenka "Mapa" z poprzedniej płyty nie musi być tylko o podróżowaniu, można odnaleźć w tym o wiele głębszą treść. Ale jeszcze się nie zdarzyło, żeby ktoś znalazł w mojej muzyce coś totalnie innego niż zamierzałam, na przykład nawoływanie do nienawiści [śmiech]. Raz zauważony został hedonizm...

 

Pewnie w odniesieniu do "Frajdy".

Tak... [śmiech], ale szybko wyjaśniłam, jak to widzę, że to nie jest dążenie do własnego szczęścia za wszelką cenę. Poza tym jednym przypadkiem nigdy nie musiałam się tłumaczyć [śmiech]. Na pewno wiele zależy od tego, w jakiej sytuacji znajdujemy się, słuchając poszczególnych utworów. Myślę, że "Frajdę" będzie się zupełnie inaczej słuchać, kiedy nasza sytuacja już się poprawi, a jej treść pozostanie aktualna. Taką mam nadzieję.

 

Koncertów nie ma i nie będzie do odwołania, masz pomysł, jak inaczej promować album "Tęskno"? A może w ogóle nie przykładasz do tego dużej wagi i zależało ci przede wszystkim na opublikowaniu tych utworów?

Cały czas mam przeróżne pomysły, co może wkurzać ludzi, z którymi współpracuję i lepiej się na tym znają [śmiech]. Sytuacja jest na tyle nowa, że poza różnymi działaniami online, nie bardzo wiem, w jakimi kierunku można by iść. Myślałam o drukowaniu jakichś materiałów, ale to nie jest zbyt ekologiczne, no i ile można tego wydrukować? Chyba nie wszystkie moje pomysły są dobre [śmiech]. Na pewno trzeba jak najlepiej wykorzystywać internet, teraz ludzie spędzają w nim jeszcze więcej czasu. Chciałabym w pewnym momencie zagrać online, ale muszę jeszcze zaplanować dokładnie, jak to dobrze zrobić, bo nawet jeżeli występują ulubieni artyści, to trudno wytrzymać przez kilkadziesiąt minut przed ekranem. Od strony dźwięku jakość też jest bardzo podstawowa, zwłaszcza jeżeli nagrywa się tylko za pomocą telefonu. Może więc lepiej słuchać płyty, gdzie wszystko jest solidnie nagrane... To trudne, ale mam nadzieję, że niedługo zaczną pojawiać się nowe rozwiązania.

 

fot. Daria Meller


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive