Meredi: Muzyka nie dzieli się na to, co "właściwe" i "niewłaściwe"

W Polsce fortepian to instrument niemalże święty, a jego kult sięga od Chopina po Możdżera i wciąż rośnie. Klawiatura nie zawsze musi jednak służyć udźwiękowianiu zawiłych kompozycji albo szalonym improwizacjom, równie dobrze sprawdza się jako narzędzie do tworzenia prostych, niemalże popowych, ale bardzo emocjonalnych piosenek. Meredi jest tego świetnym przykładem, a jej debiutancki album ("Stardust") ukaże się 17 lipca.

Meredi to dwudziestosiedmioletnia kompozytorka z Berlina i żadna z tych informacji nie ma charakteru wyłącznie encyklopedycznego. Zarówno wiek, jak i pochodzenie bezpośrednio przekładają się na kompozycje, które trafią na "Stardust" - są bezsłowną, ale równie wymowną ekspresją życia w konkretnym miejscu i czasie. To twórczość osoby, która jest osłuchana nie tylko z fortepianowymi mistrzami, ale także z Iamwhoiamwhoami czy muzyką z Harry'ego Pottera i nawet z tego powodu wydaje się bardziej przyziemna, bardziej ludzka i osobista.

Rozmowa z Soundrive

Nie byłabym muzykiem, gdyby nie... Nawet gdybym nigdy nie ujrzała instrumentu i nie potrafiłabym śpiewać, muzyka po prostu grałaby w mojej głowie przez cały czas, komponowałabym w myślach. Nie mogłabym tego wyłączyć, muzyka zawsze by we mnie tkwiła.
 

Moja ulubiona muzyka z dzieciństwa to ścieżka dźwiękowa z Harry'ego Pottera.

Moja ulubiona muzyka z ostatnich miesięcy to "Fountain" Iamwhoiamwhoami.

 

Moi ulubieni artyści niezwiązani z muzyką to artysta mediów i reżyser, Refik Anadol; Tom Ford; reżyserka i tancerka występująca w morzu, Julie Gautier.

 

We współczesnej muzyce najbardziej lubię różne spojrzenia na nią i racjonalny sposób analizowania systemów poszczególnych utworów. Dzięki temu zyskujesz inne poczucie czasu i zrozumienia dla kontekstu. To bardzo ekscytujące, czasami czuję się jak detektyw, kiedy słucham współczesnej muzyki.

We współczesnej muzyce najbardziej nie lubię tego, że wiele zajmujących się nią osób jest bardzo wycofanych i aroganckich dla każdego spoza tego środowiska. Tworzą reguły tam, gdzie powinna obowiązywać swoboda w wyrażaniu siebie. Negatywnie oceniają muzykę, która wykracza poza ich własny styl. Według takich ludzi w sztuce istnieje to, co "właściwe" i to, co "niewłaściwe". Chcą, żebyś komponował tak, jak oni, całkowicie bez emocji, całkowicie chłodno, racjonalnie, inteligentnie, genialnie... Kiedy zmuszano mnie, żebym komponowała w ten sposób, czasami wstydziłam się wyjść na scenę po tym, jak mój utwór został odegrany.

 

Najbardziej w koncertach lubię ich spontaniczną różnorodność. Wszystko zależy od każdej osoby obecnej na sali. Lubię ten rodzaj energii, kiedy czujesz, że muzyka trafia do każdego, uwalnia się wtedy wiele emocji, a w powietrzu można wyczuć napięcie. Kochasz wszystkich i wszyscy kochają ciebie, stajesz się jednością z nimi i z muzyką.

 

Moja muzyka jest porównywana do Yanna Tiersena, Arvo Pärta, Harry'ego Gregsona-Williamsa, Abla Korzeniowskiego.

 

Gdybym mogła sprawić, że jeden z utworów innego artysty stałby się mój, byłoby to "On the Nature of Daylight" Maxa Richtera.

 

Polska kojarzy mi się z pięknym północnym krajobrazem i morzem z długimi, białymi plażami. Uwielbiam tę nieskończoną wolność, jaką odczuwałam, kiedy tam byłam.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive