Eurosonic Noorderslag: Kopalnia nowych dźwięków

Od dobrych kilku lat styczeń jest dla mnie miesiącem muzycznych odkryć, a dzieje się tak za sprawą czterodniowego festiwalu Eurosonic Noorderslag, który odbywa się w Groningen na północy Holandii. Urocza atmosfera miasta, festiwalowy klimat oraz rozmaite atrakcje w ciągu dnia i wieczorne koncerty sprawiają, że już od września odliczam dni, by wrócić w to miejsce.

Tegoroczna edycja obfitowała w dużą liczbę niezwykle dobrych koncertów, ale po raz pierwszy zabrakło na festiwalu zespołu wywołującego "efekt wow". Nie zabrakło jednak kapel, które mają szansę podbić serca bywalców dużych, letnich festiwali. Jedną z takich grup jest Inhaler, gdzie na wokalu można usłyszeć syna Bono z U2. Irlandczycy zagrali na Eurosonic Noorderslag w wypełnionej po brzegi sali (w tym roku zobaczymy ich na Open'erze). Równie oblegany był koncert Squid, którzy po raz kolejny pokazali, że połączenie klasycznych elementów jazzu i post-punku jest możliwe, a co więcej, nie tylko przyciąga zainteresowanie branży, ale też i fanów muzyki spragnionych nowych brzmień.

Jeszcze zanim na dobre zaczęły się wieczorne koncerty, w jednym z kościołów można było natrafić na krótkie występy co poniektórych zespołów, a przy okazji odhaczyć co nieco ze swojego i tak już zapiętego rozkładu jazdy. Na scenie w Martinikerk zaprezentował się między innymi Alfie Templeman, który choć ma dopiero siedemnaście lat, przyciągał uwagę miękkim indie brzmieniem, momentami nabierającym psychodelicznych kolorów. Zupełnie inny był występ Black Country, New Road, w którym sześcioosobowy skład muzyków połączył post-punk z modern rockiem i free-jazzowym noisem uzupełnionym chropowatym, trzęsącym się, zdesperowanym wokalem. Wystąpili także The Howl & The Hum - nieco mroczny, hipnotyczny indie-pop z więcej niż odrobiną post-punku i pozornie beztroską postawą, a Jules Ahoi zabrał przybyłych w muzyczną podróż nad ciepłe morze, gdzie słona bryza targa włosy. Pozwolił widowni pomarzyć i łagodnie pobujać się w rytm ciepłych i melancholijnych dźwięków gitary. Working Men's Club połączyli z klei gitary i post-punkowe brzmienie basu z syntezatorami i mroczną elektroniką. Ich pełen energii koncert spotkał się z pozytywną reakcją publiczności, a najbardziej zapadł w pamięci obraz basistki patrzącej się bezlitosnym wzrokiem na publiczność.

 

Zastanawialiście się kiedyś, kto jest współautorem sukcesu Aurory, Sigrid, Iris czy Naaz? Odpowiedzią na to pytanie jest Askjell Solstrand, który w 2019 roku wydał debiutancki album - "To Be Loved". Askjell choć na co dzień produkuje i komponuje dla innych, tym razem w bardzo spokojnym, ale pełnym emocji i mistycyzmu wydaniu zaprezentował własne utwory. Norweg pozwolił muzyce mówić za siebie, a publiczność chłonęła wszystkie dźwięki i zatracała się w nich. Tom Gregory to kolejny Tom - po Odellu, Grennanie i Walkerze - którego warto zapamiętać. Swoim przyjemnym, popowym brzmieniem i łatwymi do zapamiętania melodiami za kilka lat będzie pewnie rozgrzewał bywalców Open'era.

Na Eurosonic można było też znaleźć elektronikę. W pamięci na długo zostanie występ Simona Hennera, który zaprezentował się pod nazwą French 79. To był pokaz muzycznej różnorodności, ale także umiejętności w łączeniu subtelności, minimalnych tekstów z synthpopowym brzmieniem lat 90. oraz mocniejszymi i dramatycznymi akordami. Multiinstrumentalista Mezerg - zagrał w jednym z kościołów - urządził prawdziwą imprezę. Nie było osoby, która nie tańczyłaby do pokręconych i dziwnych dźwięków wydobywających się spod palców tego człowieka orkiestry, którego nieodłącznym elementem jest fortepian. Jego występ był imponujący i wyjątkowy, a wicher dostarczonej przez niego energii na długo towarzyszył osobom uczestniczącym w tym spektaklu.

 

Znalazło się też coś dla koneserów mocnych brzmień. Węgierska grupa Harmed urzekła nie tylko międzynarodowe jury, które nagrodziło ją nagrodą w konkursie Music Moves Europe Talent Award. Fani metalu mogli na własne uszy przekonać się, że Węgrzy prezentują zupełnie nowy, fascynujący styl muzyczny i nie boją się przy tym eksperymentować, eksplorując jednocześnie mroczną stronę swojej osobowości, co słychać było w szczerych do bólu tekstach.

 

Jak co roku, wybierany jest także kraj, na którego muzykę położony jest większy nacisk. W tym roku była to Szwajcaria. W mieszkaniach i galeriach sztuki można było usłyszeć Ikan Hyu, Bitter Moon, Asbest, Emilie Zoe & Louisa Juckera (Coilguns), Pascala Gamboniego i Veronicę Fusaro. W sklepach muzycznych odbyły się także krótkie, ale bardzo intymne koncerty. Głosem i gitarą czarował Marius Bear, a Black Sea Dahu swoją dryfującą gitarą przywoływali na myśl gorące letnie ognisko w chłodną noc i gwieździste niebo. Szwajcaria to także barwna artystka Jessiquoi, która zgrabnie łączy świeżą elektronikę i rap z nutą popu oraz balansujący między trapem a future basem Cella.

Choć po trzech dniach intensywnych koncertów każdy uczestnik marzy o świętym spokoju i ciszy, to do De Oosterpoort w dalszym ciągu podążały tłumy, na Noorderslag poświęcony wyłącznie Holenderskim artystom. Jednym z najciekawszych występów tego dnia był Lars and the Magic Mountain, projekt, za którym stoi Lars Kroon (także wokalista St. Tropez). Lars skompletował na scenie pokaźną grupę muzyków uzupełnioną o chór gospel, z którymi wykonał utwory z debiutanckiej płyty zaplanowanej na jesień tego roku. Queen's Pleasure to z kolei czteroosobowy zespół z Amsterdamu grający nieco psychodeliczny garażowy rock. Kieruje nimi brutalne i poetyckie pragnienie miłości, a w swoich inspiracjach muzycznych nawiązują do The Dandy Warhols i Blur, co łączą z mocą Ramones i melancholią The Smiths. W tym roku największą holenderską gwiazdą był Thomas Azier. Muzyk jest scenicznym zwierzęciem, którego nie ograniczają jakiekolwiek ramy, kusi i uwodzi nie tylko swoimi mrocznymi i melancholijnymi elektroniczno-popowymi dźwiękami, ale także oprawą wizualną.

 

Eurosonic Noorderslag to miejsce, gdzie każdy może odkryć coś dla siebie. Szeroki przekrój muzyczny - od elektroniki i techno przez pop, indie, punk po metal - zachęca do eksploracji. Festiwal jest świetną okazją, by przyjrzeć się z bliska artystom, którzy mają szansę stać się najbardziej gorącymi nazwiskami na rynku muzycznym. To dlatego każdy poszukiwacz muzycznych wrażeń powinien choć raz w życiu zahaczyć o Eurosonic i przeżyć na własnej skórze dreszczyk emocji oraz samemu spróbować przewidzieć, kto ma szansę na zdobycie serc międzynarodowej publiczności.


Rysunki: Edyta Krzyżanowska


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive