Guns Akimbo. Radcliffe Pistoletoręki

65%

Filmów przypominających kolorowe, utrzymane w zawrotnym tempie, ale też ubogie w fabułę teledyski dostajemy ostatnio na pęczki, od "Suicide Squad" po "Polar". Łączy je jeszcze jedna wspólna cecha - wszystkie są co najwyżej średnie. "Guns Akimbo" wyróżnia natomiast to, że wyrasta ponad średnią... ale tylko odrobinę.

Po znakomitym debiucie sprzed pięciu lat, Jason Lei Howden długo układał plan realizacji kolejnego projektu. "Deathgasm" spotkało się z tak entuzjastycznym przyjęciem, że szkoda byłoby zmarnować dobry start, ostatecznie wygrał jednak kierunek odcięcia się od wcześniejszego filmu. Wyrugowano specyficzny, nowozelandzki czarny humor, dzięki któremu historia młodych metalowców walczących z siłami ciemności z miejsca stała się klasykiem gatunku na równi z "Czarnymi różami" czy "Metalową zemstą" i z jednej strony trzeba docenić odważne posunięcie, z drugiej w rezultacie "Guns Akimbo" brakuje świeżości, która pozwoliłaby mu wyrosnąć ponad po prostu kolejny film klasy B.

O odświeżenie wizerunków zabiegają również odtwórcy głównych ról - Daniel Radcliffe, skazany na wiekuiste porównywanie do Harry'ego Pottera, którego nie grał od blisko dekady, oraz Samara Weaving, zazwyczaj wcielająca się w z początku niewinną, a z czasem zabójczą blondynkę ("Zabawa w pochowanego", "Opiekunka" czy "Korpo"). Poniekąd udało im się - wyszli poza własne szufladki, ale trafi wprost do gatunkowej kliszy, od której Howden z jednej strony próbuje się odgrodzić, a z drugiej pielęgnuje ją z namaszczeniem.

 

Jeszcze na początku filmu nieporadny internetowy troll odgrywany przez Radcliffe'a w ramach niekonsekwentnie pojawiającej się tu i ówdzie narracji próbuje przebić czwartą ścianę i zapowiada, że to nie będzie kolejny film o kolesiu, który chce podbić serce wymarzonej dziewczyny wbrew przeciwnościom losu. Faktycznie nie jest, ale w zamian oglądamy kolejny film o przypadkowym kolesiu uwikłanym w zabójczą grę, który z fajtłapy nagle przemienia się w bohatera, a w dodatku spotyka na swojej drodze twardą, odważną kobietę. Trochę jak "Lego: Przygoda", ale z tą różnicą, że Emmet i Żyleta powstali w ramach zabawy ze schematem, a Miles (Radcliffe) i Nix (Weaving) powielają go wbrew intencją reżysera i scenarzysty.

Z takiej sytuacji można wybrnąć tylko w jeden sposób - przekierowując wszystkie siły na czystą rozrywkę i w tym zakresie "Guns Akimbo" sprawdza się znakomicie. Miles po przytwierdzeniu pistoletów do rąk przypomina Edwarda Nożycorękiego, ale dopiero odkrywającego, jak posługiwać się nietypowymi kończynami. Howden odpowiada przy tym na pytania, które Tim Burton przemilczał, na przykład jak sikać bez użycia dłoni? Nix jest z kolei ekwiwalentem Harley Quinn, ale pozbawionym hamulców i umiejętności wychodzenia z każdej opresji bez szwanku. Bywa do tego stopnia pokiereszowana, że kiedy w jednej ze scen chce pokazać środkowy palec, najpierw musi pozbierać go z ziemi. Ciekawie zaaranżowane są przy tym sceny walki, które za pomocą cyfrowych sztuczek sprawiają wrażenie długich ujęć (na wzór chociażby słynnej sceny w kościele z "Kingsman: Tajne służby").

 

Te brutalne i niedorzeczne momenty dominują w ostatnich trzydziestu minutach, co jest satysfakcjonującą rekompensatą za dość wtórne dwa pierwsze akty. Nie zobaczycie w nich wprawdzie niczego, czego już wcześniej byście nie widzieli, za to zobaczycie pasję do niskobudżetowego kina akcji przemienioną w obraz tak zły, że aż dobry.


Guns Akimbo

USA, 2019

Altitude Film Entertainment

Reżyseria: Jason Lei Howden

Obsada: Samara Weaving, Daniel Radcliffe, Rhys Darby



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive