The Cuffs - "Count Von Madenoff and the Electric Anaconda Society"

79%

Słowem wstępu - album "Count Von Madenoff and the Electric Anaconda Society" (tytuł stanowiący koszmar recenzenta - przynajmniej dwukrotnie musiałem sprawdzać czy nie zrobiłem literówki) ukazał się pierwotnie w roku 2018 na CD.

Zanim ktokolwiek złapie się za głowę i językiem równie archaicznym, co recenzowany album zakrzyknie: Cóż to! Jakżeż to na Soundrive takie płyty, nagrane w czasach ptolemejskich albo i jeszcze wcześniej!, śpieszę z wyjaśnieniem, że głównym powodem wzięcia tego wydawnictwa na warsztat jest winylowa premiera (bo chyba jeszcze za wcześnie na użycie słowa reedycja) opublikowane na sam koniuszek 2019 roku.

 

Winyl wydany przez kooperację Hidden Beauty Records i Black Fox Records prezentuje się bardzo dobrze. Zwykłe opakowanie z wkładką zamiast gatefolda doskonale rekompensuje to, co jest absolutnie najważniejsze - płyta. A ta została wytłoczona na grubym winylu i brzmi cudownie, podkreślając głębię, której pierwotnie brakowało temu wydawnictwu. Celowo przed napisaniem recenzji przesłuchałem "Count Von Madenoff and the Electric Anaconda Society" (ponowne zmagania recenzenta z przepisaniem koszmarnie długiego tytułu) z dwóch różnych nośników, i chociaż nikogo nie powinno dziwić zwycięstwo analoga, tak tutaj różnica w brzmieniu jest nie tyle zauważalna, co wręcz przytłaczająca.

 

Przejdźmy do samej muzyki z ostatniego albumu The Cuffs. Przyznam bez bicia - nie znam poprzednich materiałów zespołu, ale "Kajdanki" kupiły mnie od początku. Główną siłą materiału jest powiew świeżości w gatunku, w którym wydawałoby się nie ma na to już miejsca. Wbrew wszelkim stereotypom okazuje się, że jest możliwe zagranie świetnego, soczystego i porywającego rock'n'rolla bez kopiowania Motörhead czy AC/DC. Elementy składowe tego albumu to przede wszystkim najstarsze materiały Misfits (co nie powinno dziwić, zważywszy na konotacje personalne z 666 Aniołów) oraz Turbonegro. Jednocześnie w owej mieszance proporcje rock'n'rolla do punk rocka wynoszą mniej więcej 2:1 i sprawdza się to świetnie - wszystko odpowiednio buja, noga sama się rwie do przytupywania i nucenie numerów pod nosem staje się momentalnie odruchem bezwarunkowym. "Count Von Madenoff and the Electric Anaconda Society" potrafi porwać, to jeden z tych albumów, które automatycznie wprawiają w dobry nastrój, a największą wadą okazuje się czas trwania - choć od otwierającego "Mad Enough" po zamykający "Last Party On Earth" mija trochę czasu, z racji charakteru muzyki odnosi się wrażenie, że pomiędzy kolejnymi odwróceniami płyty na drugą stronę upływa ledwie kilka sekund.

 

Największym atutem albumu są wokale Maxa Rocka. Bynajmniej nie dlatego, że brzmi tak, jak brzmiałby Glenn Danzig okrojony ze skłonności do atakowania słuchacza fałszem-niespodzianką. Prawdziwą perełką są tutaj aranże - wokal został genialnie wręcz napisany i zgrany z resztą albumu. Przebojowe, porywające, wpadające w ucho i w dodatku wspaniale uzupełnione równie przemyślanymi chórkami. Max został zresztą bardzo mocno w miksach płyty wysunięty do przodu, co tym bardziej przyciąga do jego głosu uwagę. Nie oznacza to, że warstwa instrumentalna jest mniej sprawna - kompozycje są proste, ale jednocześnie w swojej prostocie przemyślane i dopieszczone. Po przesłuchaniu winyla zacząłem też doceniać siłę perkusji The Cuffs, która świetnie napędza całość, ale dopiero na czarnym placku pokazuje swoją głębię.

 

The Cuffs zaprezentowali kawał potężnego, niewyobrażalnie wręcz wpadającego w ucho rock'n'rolla. W porównaniu z setkami kapel będących przysłowiową piątą wodą po kisielu po Motörhead, nasze rodzime "Kajdany”z wydają się zaskakująco świeże. Mam szczerą nadzieję, że niedawno wydane winylowe wznowienie zdobędzie niemały zasięg, bo wstydem byłoby, gdyby tak dobra płyta miała niezauważenie przemknąć bokiem.


Hidden Beauty/2019



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive