Muzyka w czasach zarazy - jak wesprzeć lokalną scenę

Podczas Powstania Warszawskiego pieśni niosły się kanałami, muzyka towarzyszyła afrykańskim niewolnikom na okrętach do obydwu Ameryk, szeptano ją w obozach zagłady i wykrzykiwano na wszystkich frontach świata, zagrzewała do walki, ale pozwalała też na chwilę wytchnienia, bo chociaż kultura i rozrywka często wydają się czymś, z czego najłatwiej zrezygnować w obliczu kryzysu, to właśnie we wspólnym przeżywaniu naszej własnej twórczości odnajdujemy nadzieję.

O tym, że nawet pandemia nie może nas powstrzymać można było się przekonać z relacji z Chin i z Włoch, gdzie przymusowo zamknięci w mieszkaniach ludzie w każdym wieku, każdych wyznań i poglądów otwierali okna, by wspólnie śpiewać. Przed prawdziwym problemem stanęły natomiast te osoby, które ze śpiewania i grania muzyki, ale też z organizowania wydarzeń, zarządzania klubami, instytucjami i festiwalami dotąd się utrzymywały. Niezależnie, czy będzie to popularny artysta występujący w hali na tysiąc pięćset osób, czy kilku zapaleńców, którzy poza koncertami dla trzydziestu fanów i fanek, pracują jeszcze w domach kultury, galeriach, za barami klubów muzycznych albo dorabiają jako dziennikarze.

Z dnia na dzień cała branża rozrywkowa stanęła w obliczu klęski, z której wielu już się nie podniesie, a przecież kiedyś ten ponury czas minie i znowu będziemy chcieli się bawić, przeżywać i bujać się pod sceną. Razem możemy przetrwać, a to kilka sposobów przeznaczonych zarówno dla muzyków i organizatorów, jak i dla zaangażowanej publiczności.

 

Nie żądaj zwrotu pieniędzy za bilet (jeżeli możesz)
Pierwszą emocją, jaka pojawia się po odwołaniu koncertu jest zazwyczaj złość. Zwłaszcza jeżeli było to długo wyczekiwane wydarzenie, podczas którego miał wystąpić zespół spoza Polski, bo nie wiadomo, kiedy znowu nadarzy się okazja, żeby go zobaczyć. Nic dziwnego, że w takiej sytuacji gniewnie żądamy zwrotu pieniędzy za bilety, szczególnie jeżeli kosztował więcej niż sto złotych, a w perspektywie jest przygotowywanie zapasów na wypadek drastycznego rozwoju epidemii. Warto jednak wziąć głęboki oddech, policzyć do dziesięciu i uświadomić sobie, że największe straty poniesie właśnie ten zespół, który tak bardzo lubimy i ludzie, którzy kilka miesięcy pracowali na to, by ściągnąć go do waszego miasta.

 

Kiedy już ochłoniecie i dopuścicie do siebie nieco więcej empatii, zostaną dwie możliwości - albo sami również znaleźliście się w trudnej sytuacji finansowej z powodu stanu zagrożenia epidemicznego i każdy grosz jest teraz ważny (nikt nie będzie miał o to pretensji), albo możecie sobie pozwolić, żeby te trzydzieści czy pięćdziesiąt złotych odpuścić, przekazać niejako na dalsze funkcjonowanie miejsc czy osób, które cenicie (szczególnie tych najmniejszych).

Kup bilet na imprezę, która odbędzie się za kilka miesięcy
Nikt nie wie, kiedy sytuacja ustabilizuje się (największym dramatem byłoby odwołanie letnich festiwali), ale przy optymistycznym scenariuszu za kilka miesięcy koncerty znowu będą mogły się odbywać. Na wiele z nich bilety możecie kupować już teraz, a taka forma wsparcia jest zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem, bo nie ma charakteru darowizny czy zapomogi, a jedynie kontynuacji regularnej działalności organizatorów i artystów.

 

Nie ważne, że tego dziwnego zespołu, którego najpopularniejszy utwór na YouTube ma ledwie pięć tysięcy wyświetleń nigdy wcześniej nie słyszeliście, liczy się wyciągnięcie życzliwej dłoni. A poza tym możecie być pewni, że każda z tych niszowych kapel wkłada całe serce w swoje występy i może akurat odkryjecie nową muzykę, która zostanie z wami na dłużej. Pomysłem dla organizatorów jest z kolei wydawanie voucherów na przyszłe wydarzenia - te jeszcze nieogłoszone czy nawet w ogóle nieplanowane. Po takie rozwiązanie sięgnęli między innymi organizatorzy festiwalu South Window w Chinach i w rezultacie zdołali uchronić się od bankructwa.

 

Przenieśmy się do sieci
Internet nigdy nie zastąpi bezpośredniego spotkania z muzyką, ale w czasach pandemii może być satysfakcjonującym ersatzem. Tę praktykę artyści z Chin również zdążyli już wdrożyć, organizują wręcz całe festiwale online - część z nich zupełnie za darmo, część z możliwością uiszczania dobrowolnych wpłat. Wiele wskazuje na to, że właśnie w tej metodzie branża muzyczna będzie szukać ratunku w pierwszej kolejności. Oferta szybko się poszerza, pojawiają się już pierwsze całkowicie płatne koncerty internetowe i zapowiedzi modeli opartych o miesięczne subskrypcje.

 

Nawet na naszym lokalnym podwórku zdążyły pojawić się podobne inicjatywy - koncerty online zagrają Nagrobki, Moriah Woods czy Zagi, w sieci będzie transmitowana także gdyńska impreza WKIm: Spekulacja (szczegółowe informacje znajdziecie w naszej grupie - TUTAJ). My także pracujemy nad podobnym wydarzeniem pod szyldem Soundrive, a jeżeli sami chcecie wyjść z taką inicjatywą, to nie martwcie się brakiem profesjonalnego sprzętu - sypialniany nastrój lo-fi ma niepowtarzalny urok, wystarczą instrument, kamera, mikrofon i dostęp do internetu. Gdybyście byli z kolei w stanie utrzymać regularność podobnych działań, dobrym pomysłem może być założenie profilu autorskiego na platformie Patronite, gdzie "patroni" mogą wybierać wysokość kwoty miesięcznego wsparcia dla waszych działań.

Kup koszulkę, płytę, naszywkę, torbę...
Przecież i tak chcecie nosić na sobie logo ulubionego zespołu, chcecie mieć jego album w domowej płytotece albo któryś z gadżetów na regale, a lepszej okazji na okazanie takiego rodzaju wsparcia nie będzie. Warto pomijać przy tym pośredników i kupować bezpośrednio u artystów, czyli zazwyczaj poprzez platformy Bandcamp albo Big Cartel, czasami nawet po prostu wysyłając maila.

 

Streaming również może być rozwiązaniem, ale na przykład serwis Spotify za odtworzenie jednego utworu wypłaca twórcy od 0,0032 do 0,0084 dolara. Jeżeli więc zdecydujecie się na tę opcję, najlepiej słuchajcie na okrągło, możecie wyłączyć głośniki albo wyciszyć program - niech się nabija.

 

Jeżeli zbiórka, to na "bohaterów drugiego planu"

Tu i ówdzie pojawiają się pomysły na internetowe zbiórki na rzecz artystów czy nawet ulubionych klubów albo festiwali, o ile jednak wszystkie powyższe punkty pozwalają osobom z tych sektorów chociażby w ograniczonym, skromnym stopniu otrzymywać jakieś wynagrodzenie, o tyle w fatalnej sytuacji postawione zostają ekipy odpowiedzialne za produkcje koncertów. Tour managerowie, dźwiękowcy, oświetleniowcy - to ludzie, bez których nie odbyłoby się żadne wydarzenia, ale sami nie tworzą muzyki, więc pozostają bez alternatywy w tym trudnym czasie. Jeżeli już jesteście gotowi zorganizować zbiórkę, to warto pomyśleć właśnie o nich.

 

Podaj dalej
Gdzie zespoły sprzedają najwięcej płyt, kaset, koszulek i innych gadżetów? Właśnie podczas koncertów, a bez możliwości występowania i tym samym promowania swoich "towarów", muzycy będą potrzebować nowych sposobów, by dotrzeć do szerszego grona odbiorców. Najlepszych sposób to oczywiście media społecznościowe, więc udostępniajcie, reagujcie i komentujcie, niech każda taka akcja dotrze jak najdalej.

Problem z finansowaniem kultury w czasach zarazy nie dotyczy jedynie muzyków i promotorów, ale także aktorów, tancerzy, całe ekipy pracujące w teatrach, operach, filharmoniach i w wielu innych miejscach. Część z twórców może ubiegać się o pomoc Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, ale większości zostaje wyłącznie wsparcie swojej publiczności. Pamiętajcie, żaden artysta w historii tej branży nie dostał urlopu chorobowego. Pomagajmy więc, jeżeli tylko możemy.
 

fot. Oskar Szramka


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive