O.D.R.A: Traktujemy muzykę jak zerwanie się z łańcucha

Jak brzmi cuchnący rynsztokiem sludge metal z obszczanej bramy? Aby się o tym przekonać, musicie posłuchać zespołu O.D.R.A To właśnie on sprawi, że wasze wnętrzności przewrócą się na drugą stronę, a serce zostanie rozszarpane przez brudne, zapyziałe riffy. O trudach i blaskach życia w polskim undergroundzie metalowym udało nam się porozmawiać z gitarzystą oraz basistą wrocławskiego składu, Kobim i Świtą.

Kamil Downarowicz: Zakończyliście niedawno wspólną mini-trasę po największych polskich miastach z zespołami Guantanamo Party Program i Dom Zły. Jesteście z niej zadowoleni?
Kobi: Z trasy jesteśmy bardzo zadowoleni. Wszystkie koncerty wypadły naprawdę dobrze, frekwencja dopisała, relacje między kapelami na trasie również układały się świetnie. Muszę przyznać, że ekipa Core-Poration zorganizowała wszystko mega profesjonalnie, absolutnie do niczego nie da się przyczepić. Naszym zadaniem było praktycznie tylko wtoczyć się do busa, wytoczyć się z niego, rozstawić sprzęt w klubie, stanąć na scenie i zagrać - o nic innego nie musieliśmy się martwić. Dawało nam spory komfort psychiczny. Myślę, że Dom, Guantanamo i w ogóle wszystkie osoby kręcące się przy tej trasie mają podobne zdanie w tej kwestii.

 

Świta: Jestem pod wrażeniem dźwiękowca, Sylwka Rakwała, który odwalił kawał znakomitej roboty. Zarówno na samej scenie, jak i pod nią i na samych tyłach klubu wszystko brzmiało super.

 

Jeden z koncertów zagraliście w Gdańsku, mieście, w którym znajduje się klub B90. O tym miejscu było ostatnio głośno przy okazji grzywny w wysokości trzydziestu tysięcy złotych, jaką na klub nałożył sąd. Mówi się o tym, że to kara dla właścicieli B90 za to, że zaprosili w swoje progi Behemotha. Jak odnosicie się do tej sytuacji?
Kobi: Moim zdaniem to pokaz czystej głupoty i chyba nikt nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. B90 to świetny klub i świetni ludzie, którzy zawsze organizują koncerty z dbałością o najmniejsze detale. Od razu było widać, że owa kara finansowa nałożona na to miejsce to zwykła polityczna zagrywka, mająca na celu ukaranie właścicieli za to, że zaprosili "nie ten zespół", co trzeba. Dostrzegam tu wyraźną chęć nastraszenia innych klubów o podobnym profilu, które chciałyby zapraszać metalowe, "satanistyczne" grupy do siebie. Na naszych oczach rodzi się dziwna quasi-cenzura.

 

Świta: Teraz organizatorzy będą musieli zwracać szczególną uwagę na wszystkie najmniejsze szczegóły, żeby nie dać władzy pretekstu do nakładania na siebie kar finansowych. Chociaż wiadomo, że jak ktoś będzie chciał się do czegoś przyczepić, to się przyczepi. Z podobną sytuacją musi zmagać się od kilku lat Jurek Owsiak. Jakby czegoś nie dopilnował, to by go rozszarpali.

Jako zespół istniejecie już ponad dziesięć lat. Czy jesteście usatysfakcjonowani waszą obecną pozycją na rynku, czy może inaczej to sobie wszystko kiedyś zaplanowaliście?
Kobi: Ciężko powiedzieć... Na pewno jesteśmy zadowoleni, że ciągle gramy [śmiech]. Ale tak na poważnie - jesteśmy gośćmi po trzydziestce, większość z nas pozakładała rodziny, codzienna praca też robi swoje. Cieszę się więc, że nadal nam się chce, nadal czujemy potrzebę robienia muzyki i dawania koncertów. Od dwunastu lat tarabanimy się po tych scenach i robimy swoje. Mamy jakąś tam pozycję w swojej niszy i grono wiernych słuchaczy. Nie jest więc źle i pewnie nie mamy powodów do większych narzekań, zwłaszcza, że funkcjonujemy w sławetnych "polskich warunkach". Wszyscy gramy też w innych zespołach i w innych projektach, mamy więc skalę porównawczą. Jesteśmy zadowoleni, że ludzie wciąż przychodzą na nasze występy, płyty i koszulki się sprzedają, ludzie przybijają nam piątki.

Świta: To jest też tak, że jako zespół nie mamy specjalnych oczekiwań. Nie przebijemy się do mainstreamu, grając muzykę, którą gramy, przeznaczoną raczej dla wąskiego grona odbiorców. Mnie osobiście naprawdę sprawia frajdę to, że ludzie przychodzą ze swoimi znajomymi na nasze koncerty i dobrze się na nich bawią.

 

W tym długim czasie przeżyliście jakiś poważniejszy kryzys, który groził rozwiązaniem kapeli?
Kobi: Było kilka takich momentów. Jeżeli zajrzysz do wkładek naszych płyt, zobaczysz, że w każdej z nich pojawiają się inne nazwiska w składzie zespołu. Od początku mieliśmy niejako pod górkę, bo ludzie przychodzili do O.D.R.Y, odchodzili i było naprawdę sporo zamieszania z tym. Nawet kiedyś pewien dziennikarz określił nas, jako kapelę pozostającą w ciągłej rozsypce, coś w tym jest [śmiech]. Gdzieś koło roku 2016 pewne personalne zawirowania sprawiły, że przyszłość O.D.R.Y stanęła pod znakiem zapytania. Na poważnie rozważaliśmy zakończenie tej przygody. Właśnie wtedy daliśmy koncert - razem z Guantanamo Party Program zresztą - we wrocławskim, nieistniejącym już klubie Ciemna Strona Miasta, który okazał się jednym z naszych najlepszych występów na żywo. Ludzie podchodzili do nas, gratulowali i skutecznie podnieśli nasze morale. Utwierdziliśmy się wtedy w przekonaniu, że jednak ciągle chcemy wspólnie grać. Gdyby nie ten koncert, to nie wiadomo, jak by to się wszystko skończyło.

 

Świta: O.D.R.A płynie dalej i mam nadzieję, że będzie płynęła jeszcze długo.

Czy są zespoły lub artyści, z którymi trzymacie przysłowiową sztamę?
Kobi: Scena, do której należymy, jest nieco "kazirodcza". Gdy wcześniej grał z nami Wrona [Jędrzej Wroński], jeździliśmy na wspólne koncerty z jego drugim zespołem - 71TonMan. Tak samo ja mam swój zespół grindcore'owy Ratflesh, z którym O.D.R.A wspólnie występowała. Poza tym jasne, że kumplujemy się z lokalnymi - i nie tylko - składami i wspieramy siebie nawzajem.

 

Zaczynaliście jako dwudziestolatkowie, pewnie z zupełnie inną mentalnością, energią i nastawieniem do życia niż dzisiaj. Jak bardzo zmieniliście się jako zespół, jako muzycy i jako ludzie?
Kobi: Na pewno pojawiło się w naszym życiu więcej odpowiedzialności. Nie mamy już dwudziestu kilku lat, skończyliśmy ze studenckim życiem, prowadząc się od imprezy do imprezy, a trochę tego było... Każdy z nas dojrzał, pracuje gdzieś zawodowo i ten cały rock'n'roll nie jest z pewnością permanentnym elementem naszej codzienności. Traktujemy muzykę jako pewną odskocznię, zerwanie się z łańcucha.

Świta: Przez to, że wszyscy jesteśmy dojrzałymi facetami, nie ma już wśród nas kłótni o pierdoły, jak bywało to kiedyś. Potrafimy mądrze rozwiązywać wewnętrzne konflikty, rozmawiać ze sobą, trzymając emocje na wodzy.

Kobi: Myślę, że O.D.R.Ę Zmieniły - poza upływem czasu - również zmiany personale. Każdy wniósł jakiś swój pierwiastek.

 

Czy grając w undergroundowym zespole metalowym, który nie przynosi pewnie wielkich pieniędzy, po przekroczeniu trzydziestki pojawiają się myśli typu: Może czas się ustatkować i przestać z tym całym graniem?
Kobi: Czasami pojawiają się u mnie pewne wątpliwości, ale dość szybko znikają. Gram od jakiegoś czasu w pięciu, a w porywach nawet w sześciu kapelach i momentami rzeczywiście brakuje mi sił i czasu, aby udźwignąć to wszystko. Wolę jednak stan przeciążenia niż ten, w którym nic się nie dzieje. Doświadczyłem tego w przeszłości i zastój artystyczny zdecydowanie mi nie służy. Kiedy robisz coś od długiego czasu i sprawia ci to prawdziwą frajdę, to naprawdę ciężko z tego zrezygnować. Dlatego chcę angażować się w stu procentach w muzykę. Jeśli poczuję, że czas z tym skończyć, zrobię to. Nie wyobrażam sobie grania na siłę, męczenia siebie samego i innych. To naprawdę nie jest ściema, że jak stoisz na scenie, chłoniesz energię publiczności i reagujesz na to niemal narkotycznie. Uwielbiam to.

Na YouTube nie znalazłem waszych teledysków, na Spotify nie ma waszych płyt. Skąd ta niechęć do promowania swojej muzyki przy użyciu tak zwanych nowych mediów?
Kobi: Do płyty nakręciliśmy jeden klip. Pomógł nam Tomek Gardecki, z którym wspólnie wrzuciłem swoją wizję w kawałku "Gorzki odór". Co prawda jest on zrobiony chałupniczą metodą, ale to wciąż klip [śmiech]. Jeżeli chodzi o nowe media, to przyznam, że pod tym względem jestem technologicznie upośledzony i nie przywiązuję wielkiej wagi do tego, żeby muzyka O.D.R.Y była na serwisach streamingowych, bo sam z nich nie korzystam... Teraz sobie przypominam, że rozmawialiśmy kiedyś o streamingach w zespole, ale sprawa utknęła w miejscu. Chyba musimy się w końcu wziąć za tę kwestię, bo na jakimś poziomie zdaje sobie sprawę, że to jest potrzebne w dzisiejszym świecie, kiedy muzyki słucha się bardziej z telefonu niż z płyt CD i z winyli.

Świta: To nie jest tak, że czujemy jakąś szczególną niechęć do Spotify czy Tidala. Nie jest to zdecydowanie kwestia "ideologiczna". Po prostu nie zależy nam jakoś szczególnie, żeby tam się znaleźć. Może chodzi o zwyczajne lenistwo [śmiech].

Kobi: Ja chyba jednak czuję lekką niechęć do tych przegiętych technologii [śmiech]. To pomaga, ale wiele kwestii pozostaje w formie skrótu...

 

Ostatnio znajomy powiedział mi, że nie rozumie, dlaczego zespoły nagrywają splity. No właśnie - dlaczego w ubiegłym roku wydaliście wspólną płytę z Parhem?
Kobi: Kiedyś większe zespoły typu Napalm Death nagrywały splity z mniej znanymi zespołami, żeby pomóc im się wybić, zaistnieć. Teraz takie rzeczy robi się bardziej dla czystego funu. My, jako zespół undergroundowy, nagraliśmy wspólną płytę z drugim zespołem undergroundowym, żeby nieco poeksperymentować i ubogacić swoją dyskografię. Mamy też takie kawałki, które niekoniecznie pasują na płytę długogrającą, ale znakomicie wpisują się właśnie w konwencję splita. Nie liczymy, że dzięki opublikowaniu tego rodzaju wydawnictwa zyskamy na popularności czy coś w tym stylu. Chodziło o spróbowanie czegoś nowego, co sprawi nam frajdę.

Świta: Przede wszystkim nasi słuchacze mają szansę poznać Parha, a słuchacze Parha mogą poznać nas.

Kobi: Podobnie sytuacja wyglądała z naszą ostatnia mini-trasą. Ludzie przychodzili, żeby zobaczyć Dom Zły, a przy okazji poznawali nas i naszą muzykę. Podchodzili później na merch, dowiedzieć się czegoś o nas, pooglądać lub kupić płyty, pogadać.

Nad waszą ostatnią płytą - "Herod", która ukazała się w sierpniu 2019 roku - nie pracowaliście z żadnym producentem. Celowo nie chcecie dopuszczać nikogo z zewnątrz, żeby pomógł wam pracować nad brzmieniem O.D.R.Y czy nie spotkaliście jeszcze na swojej drodze producenta, który spełniłby wasze oczekiwania?
Kobi: W studiu realizujemy materiał, który w całości przygotowujemy wcześniej na próbach, we wspólnym gronie. Ścieżki instrumentów położyliśmy w Tranzystor Studio wspólnie z Piotrem Semirasem, wokal nagraliśmy w Studio Odbiornik z Jackiem Maciołkiem, mastering i miks zrobił Haldor Grunberg w Satanic Audio. Jesteśmy bardzo zadowoleni z wejścia z nimi wszystkimi we współpracę. Brzmieniowo chyba jeszcze tak dobrze nigdy nie wypadliśmy. Poza samą rejestracją oraz post-produkcyjnymi działaniami, za resztę odpowiadamy jednak sami. To rozwiązanie sprawdza się doskonale i nie czujemy potrzeby rewolucji.

Świta: Na wspomnianym splicie znajduje się utwór, który powstał w całości podczas sesji nagraniowej. Są inne numery, które powstały w podobny sposób i prawdopodobnie wydamy je niedługo w formie EP-ki lub długogrającej płyty. Jeszcze się nad tym dokładnie zastanowimy.

 

Od czasu wydania płyty "Herod" minęło co prawda dopiero pół roku, ale może pracujecie już nad nowymi kawałkami?
Kobi: Nowe kawałki w głowach już powstają, natomiast na wspólnych próbach jeszcze nic nie ruszyliśmy. Mamy również w zanadrzu nieopublikowane numery z poprzedniej sesji, które też chcemy wydać prawdopodobnie w formie płyty lub EP-ki. Może zagramy je od nowa, posiłkując się tym, co już mamy, a może dodamy do nich po prostu jeszcze inne kawałki? Czas pokaże.

 

A co z koncertami? Gdzie będzie można was zobaczyć w tym roku?
Kobi: Pojawił się wstępny pomysł, żeby powtórzyć mini-trasę z Domem Złym i Guantanamo w innych miastach. Na razie trwają luźne, niezobowiązujące do niczego rozmowy w tej sprawie. Dostajemy też różne propozycje grania na pojedynczych gigach, ostatnio na przykład zaprosili nas na występ do Niemiec. Jesteśmy otwarci na propozycje i liczymy, że w tym roku pogramy trochę w Polsce i w sąsiednich krajach.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive