Morast: Mroczna jesienna burza

Death, doom, black metal - Morast ulepiono z kilku składników i w nieoczywistych proporcjach, a po raz pierwszy świat usłyszał o nich w 2015 roku. Dwa lata później wydali debiutancki krążek ("Ancestral Void"), w ubiegłym roku podnieśli natomiast poprzeczkę znacznie wyżej świetnym "Il nostro silenzio".

Nie tylko w black metalu dzieją się dzisiaj rzeczy najbardziej nieoczywiste, niedawno poświęciliśmy odcinek podcastu Soundrive Live dowodzeniu, że scena death metalowa jest równie silna, a najciekawiej - jak to zazwyczaj bywa - jest gdzieś na pograniczu gatunków, czego niemieckie Morast jest najlepszym dowodem.

Rozmowa z Soundrive [Jens Aschemeier - gitara]

Nie byłbym muzykiem, gdybym był lepszym piłkarzem.

Moja ulubiona muzyka z dzieciństwa to ścieżka dźwiękowa z drugiej części "Gliniarza z Beverly Hills".

Moja ulubiona muzyka z ostatnich miesięcy to Angst Skvadron.

 

Moi ulubieni artyści niezwiązani z muzyką to Hieronim Bosch i Banksy, ale tylko ze względu na to dzieło sztuki, które samo się zniszczyło po sprzedaniu - czy można wymyślić lepszą deklarację swoich przekonań?

We współczesnej muzyce najbardziej lubię... nie ma w niej niczego nadzwyczajnego, dobra muzyka to dobra muzyka.

We współczesnej muzyce najbardziej nie lubię tego, że jest niegroźna.

 

Najbardziej w koncertach lubię, kiedy ściana dźwięku uderza w ciebie jak niszczycielska siła.

Nasza muzyka jest porównywana do mrocznej jesiennej burzy.

Gdybym mógł sprawić, że jeden z utworów innego artysty stałby się mój, byłoby to "Ghost Walking" Mighty Sphincter.

 

Polska kojarzy mi się z Marią Curie-Skłodowską, Adamem Małyszem i Lechem Wałesą.

 


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive