Coda, tom 1. Postapokaliptyczne fantasy z przesłaniem

80%

Nie od dziś wiadomo, że nowe najłatwiej tworzy się poprzez połączenie kilku aspektów starego, ale trzeba mieć wyczucie, by umiejętnie dobrać składniki i przyciągnąć smakoszy obydwu, zamiast ich zniechęcić. "Coda" jest przykładem udanej fuzji, a podstawowe elementy tej serii to fantasy i postapokalipsa.

W świecie rzeczywistym człowiek jest niedościgniony w autodestrukcyjnych (dla siebie i otoczenia) działaniach, ale jednocześnie nie mamy w żadnym innym gatunku konkurencji, jeżeli chodzi o rozwój inteligencji (nawet jeżeli natychmiast zaczęliście wymieniać w myślach nazwiska osób, które uważacie za głupsze od indyków). Co innego świat fantasy - tutaj są przecież elfy, krasnoludy, nawet orkowie albo ich wariacje o zbliżonych nazwach, dlaczego więc tylko my mielibyśmy wykazywać się ignorancją i zaślepieniem na własne potrzeby bez względu na koszta, jakie musi ponieść cała planeta? Na taki pomysł wpadł Simon Spurrier, a "Coda" to obraz fantastycznego świata po "Zdławieniu", czyli wydarzeniu, które zmieniło wszystko - odebrało magię, zniszczyło ustalony przed wiekami porządek i zmusiło wszystkie istoty zamieszkujące to już nie-tak-bardzo-fantastyczne uniwersum do szukania nowego miejsca dla siebie.

Pierwsze objawy upadku, z jakimi zostajemy zaznajomieni są dość standardowe. Ryba psuje się od głowy, więc ofiarami są ci, którzy wydawali się najpotężniejsi - smoki. Od lat częściej można czytać nie o ich świetności, a właśnie o końcu, całkowitej eksterminacji albo o jednym lub kilku ostatnich przedstawicielach szukających spokoju. W wizji Spurriera (i jej unaocznieniu autorstwa Matiasa Bergary) jest to jednak wyjątkowo nędzny widok - z niegdyś majestatycznego smoka został tylko wrak, szkielet obciągnięty skórą żyjący siłą rozpędu i sentymentem, niezdolny do wykonywania podstawowych czynności życiowych. Trochę jak narkoman albo alkoholik u schyłku swoich dni. Ta ponura perspektywa nie została jednak odmalowana w równie mrocznych barwach, zachowano baśniowy styl, a kontrast niewinności z brutalnością (często ocierającą się o gore) jest jeszcze bardziej intensywny niż w innym tytule z katalogu wydawnictwa Non Stop Comics - "Nienawidzę Baśniowa".

 

Bohaterem, którego losy w tym wyniszczonym świecie przyjdzie nam śledzić jest Hum - były bard dosiadający zmutowanego, nieustannie przeklinającego jednorożca (a właściwie pięciorożca). Jak każdy w tych ponurych realiach, coś utracił i jak każdy, próbuje żyć namiastką tego, co pozostało. Podejmowane przez niego działania możemy obserwować z jednej strony w akcji, w widowiskowych pojedynkach czy pościgach, z drugiej dostajemy przepustkę do jego umysłu i gorzkich refleksji pokroju: Najgorzej jest, gdy coś nie wyczerpie się do końca. Ludziom odbija na samą myśl, że mogliby to odzyskać. Jemu również odbiło, ale to najciekawszy wątek pierwszego tomu, więc szczegółów nie zdradzę.

Tematów prowokujących do refleksji jest znacznie więcej, a każdy z nich bez trudu można okroić z elementy fantastycznego i przełożyć na naszą codzienność. Czasami są to pytania banalne, stawiane już wielokrotnie, chociażby o moralność złego uczynku, jeżeli prowadzi do czegoś dobrego; kiedy indziej są to trudniejsze kwestie, na przykład opieka nad osobami w podeszłym wieku, którym przyzwala się na odklejenie od rzeczywistości, by nie zostały przez nią pogrążone. Spostrzeżeniem, na które Spurrier kładzie szczególny nacisk jest jednak zdemaskowanie tego, że chociaż wszystko się zmieniło, nie zmieniło się nic. Wszystko, czyli okoliczności i realia; nic, czyli ludzka natura, bo nawet tak wielka klęska nie jest w stanie wyplewić chciwości i sobkostwa. Ten wątek także daje się przetłumaczyć na współczesność, wystarczy zamienić postapokalipsę na zmiany systemowe (chociażby w Polsce po 1989 roku), powojenne krajobrazy wyniszczonych państw czy nawet trawione śmiertelnym wirusem Chiny.

 

"Coda" może wyglądać na najbardziej odrealniony komiks z możliwych - nie żyjemy ani w świecie fantasy, ani (jeszcze) w świecie po armagedonie, ale każdy kolejny kadr przypomina, że ludzkie losy rozgrywają się jednakowo i nawet w tak nierzeczywistej historii można odnaleźć bardzo przyziemne przesłanie. Z drugiej strony, nie ma tutaj ani krzty kaznodziejstwa czy patosu, równie dobrze można te wszystkie wątki potraktować jako preteksty do napędzania akcji i cieszyć się czysto rozrywkowym komiksem skutecznie łączącym dwie bardzo odmienne konwencje.


Coda, tom 1

Polska, 2020

Non Stop Comics

Scenariusz: Simon Spurrier

Rysunki: Matias Bergara



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive