Bleib Modern

Odrodzony jako galareta, tomy 1-4

81%

Nie znalazłby się prawdopodobnie nikt, kto po metempsychozie z własnej woli zechciałby zostać galaretą... Duży błąd! Galareta jako materia pozbawionego stałego kształtu może formować się na wiele sposobów, zwłaszcza ożywiona, obdarzona świadomością i... magicznymi umiejętnościami.

Miałem zupełnie przeciętne, niewiele znaczące życie - deklaruje na wstępie Satoru Mikami, ofiara szalonego nożownika, który wykrwawiając się na trotuarze, wymienia, co chciałby w swoim życiu zmienić, a tym samym nieświadomie konstruuje swoją przyszłą tożsamość. Po reinkarnacji nie trafia jedna w doskonale znane mu realia współczesnej Japonii, a do bliżej nieokreślonego świata fantasy, gdzie będzie wiódł zupełnie nieprzeciętne życie, które dla wielu będzie znaczyć wszystko.

 

Jak nie trudno się domyślić po tych kilku zdaniach, "Odrodzony jako galareta" to isekai (podgatunek mangi/anime, w którym główny bohater przenosi się z/do fantastycznego świata, często istniejącego już jako na przykład gra wideo), a schemat isekai jest dzisiaj tak bardzo wysłużony, że dla wielu osób może być wręcz odstraszający (ile jeszcze powtórek z serii ".hack", "Sword Art Online" czy "Overlord" można znieść?). Mandze stworzonej przez tajemniczego Fuse warto jednak dać szansę, bo to bez przesady jedna z najlepszych historii stworzonych w tej konwencji.

Pierwszy tom to standardowe ustalanie zasad gry. Satoru odtąd nazywa się Rimuru Tempest i stopniowo odkrywa właściwości swojego nowego "ciała" oraz rzeczywistości, w której się znalazł. Szybko okazuje się, że przyjdzie mu funkcjonować w niemalże "boskim trybie" i niczym One-Punch Man bez większego wysiłku pokona każdą napotkaną przeszkodę. Podobnie też jak "Łysy w Pelerynie", potrafi mimo tak olbrzymiej potęgi (moc bojowa, lecznicza, przemieniania towarzyszy w potężniejsze istoty i wiele innych) utrzymać zainteresowanie czytelnika, co nie jest łatwe, bo chociaż granie w "god mode" pozwala wyżyć się czy zrelaksować, to bez przeszkód czy zagrożenia życia szybko staje się nudne. Jest wreszcie jeszcze jedna cecha łącząca Rimuru i Saitamę - aparycja...

 

Gobliny, wargowie, ogry, orkowie, krasnoludy, elfy, jaszczuroludzie, driady - wszystkie te standardowe dla fantasy stworzenia są tutaj obecne, ale ukazane z nieco odmiennej od standardowej perspektywy. Na przykład gobliny przypominają raczej przyjazne smerfy, ogry wyglądają szlachetnie i nie są jedynie tępymi osiłkami, a zło nie jest immanentną cechą wszystkich istot określanych wspólnie jako "potwory". Pierwsze trzy tomy mijają niemal w całości na rozszyfrowywaniu tych różnić, na obserwowaniu, jak rozrasta się osada, tworzeniu więzi społecznych, przydzielaniu zadań. Trochę jak pierwsze minuty rozgrywki w "Warcraft III", kiedy najważniejsze jest zbieranie surowców i powiększanie zasobów materialnych oraz osobowych. Jest kilka pomniejszych potyczek, ale dopiero w tomie czwartym wreszcie pojawia się zło zagrażające całemu światu, które przecież w tego rodzaju historiach jest obowiązkowym czynnikiem wyznaczającym kierunek fabuły.

Musi to wyglądać na nieszczególnie oryginalną mangę, ale Fuse umiejętnie żongluje akcentami i nastrojami, nawet ze schematycznych sytuacji i postaci sprawnie wyciąga coś świeżego i interesującego. Łatwo można tutaj zresztą znaleźć odniesienia nie tylko do świata rzeczywistego, ale nawet do naszej najbliższej rzeczywistości. Na przykład w pierwszym tomie Rimuru wyznacza przywódcę wioski wyznając w myślach: Mi wystarczy, że będę przywódcą tej bandy tylko nominalnie. Jak ktoś mądry kiedyś powiedział, będę "panować, ale nie rządzić" - tak się składa, że w polskim sejmie również mamy "galaretę" o identycznej wizji władzy. Mało tego, w tomie trzecim gobliny, które dopiero co nauczyły się budować drewniane chaty ustanawiają trójpodział władzy. Wygląda więc na to, że jesteśmy teraz sto lat za goblinami...

 

Przypadek "Odrodzonego jako galareta" jest dość dziwny i zaskakujący, bo to historia w dużym stopniu przetwarzająca gatunkowe schematy bez wyrazistych zmian (poza głównym bohaterem). Z drugiej strony, może właśnie prostota jest kluczem do sukcesu. Obecnie jednym z najpopularniejszych tytułów w Japonii jest "Miecz zabójcy demonów" ("Kimetsu no Yaiba"), a więc także manga/anime, które nie odcina się od gatunkowych korzeni i nie próbuje za wszelką cenę wprowadzić dodatkowych udziwnień. Wygląda na to, że wszyscy potrzebowaliśmy chwili wytchnienia, powrotu do czegoś, co doskonale znamy, ale napisanego i narysowanego ze szczerą pasją.

Piąty tom "Odrodzonego jako galareta" ukaże się 2 marca, a jak nie możecie się doczekać, to warto sięgnąć również po anime studia Eight Bit - jedną najpiękniejszych japońskich animacji ostatnich lat.


Odrodzony jako galareta

Tytuł oryginalny: Tensei shitara suraimu datta ken
Polska, 2019-2020

J.P.Fantastica

Scenariusz: Fuse

Rysunki: Mitz Vah



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive