Bleib Modern

Nieoszlifowane diamenty. Stan przedzawałowy

92%

Miejmy za sobą formalności - tak, to ten film, w którym przez wielu postrzegany jako niezbyt zabawny błazen Adam Sandler odgrywa poważną rolę dramatyczną i okazuje się, że jest znacznie lepszym aktorem niż dotąd sądzono. Co jednak ważniejsze, "Nieoszlifowane diamenty" to nie tylko udany film jak na Sandlera, to po prostu świetna, trzymająca w napięciu historia.

Jeszcze zanim główny wątek fabularny zostaje zawiązany, zanim wiadomo cokolwiek więcej ponad to, że Howard Ratner (postać Sandlera) to facet żyjący na wysokich obrotach, zostajemy zahipnotyzowani przez blisko dziesięciominutowy fragment muzyczny w wykonaniu Daniela Lopatina, znanego lepiej jako Oneohtrix Point Never. Zgodnie z dzisiejszymi standardami ścieżka dźwiękowa powinna być nieodwracającym uwagi tłem z kilkoma wyrazistymi akcentami w kluczowych momentach, ale to nie jest standardowy film, więc utwór zatytułowany "The Ballad of Howie Bling" wybrzmiewa na pierwszym planie, niemalże zagłuszając dialogi, wprowadzając w dziwny nastrój irytacji i fascynacji.

Bracia Safdie to twórcy, którzy pozostawiają wyraźne piętno na swoich dziełach. Podobnie jak bracia Coen, Woody Allen czy Quentin Tarantino mają tak charakterystyczny styl, że da się ich rozpoznać po kilku ujęciach, a za znak firmowy przyjęli wprowadzanie publiczności w poczucie dyskomfortu. Momentami aż chciałoby się przerwać seans, ale ciekawość ostatecznie zawsze zwycięża i nie sposób odmówić sobie wejścia w kolejną niewygodną scenę. To może być coś tak ogólnego, jak leżące u podstaw fabuły problemy finansowe znanego jubilera, ale może to być też coś tak drobnego, jak nerwowa próba otworzenia drzwi, za którymi czeka ważny klient. Safdie nie dają nawet szansy na przygotowanie się, od razu przygniatają ciężką atmosferą, a już ostatnie pół godziny to istne tortury, które w każdym z nas obudzą masochistę.

 

Dodatkowe miazmaty wynikają z przedstawienia dwóch postaci ze świata rzeczywistego w taki sposób, że po seansie trzeba będzie wykrzesać z siebie duże pokłady empatii, by odnaleźć do nich szacunek. The Weeknd obecny jest zaledwie w kilku scenach, ale tyle wystarcza, by przedstawił się jako arogancki dzieciak, który nie zaczynie występu bez ultrafioletu, a po występie nachalnie podrywa kobiety w toalecie. W gorszej sytuacji znalazł się Kevin Garnett, który ociera się o archetyp Magical Negro, czyli drugoplanowej, czarnoskórej postaci w jakiś sposób związanej z magią (w tym przypadku jest to wiara w magiczną moc rzadkiego opalu), a w dodatku wygląda na człowieka opętanego kolekcjonowaniem błyskotek. Trzeba albo dużej odwagi, albo dużej zarozumiałości, żeby w taki sposób sportretować siebie samego, ale może bogaty człowiek nie jest w stanie tego zauważyć... Dla samego filmu to "poświęcenie" przynosi korzyść w postaci uwiarygodnienia chciwego świata, w którym Howard Ratner jest zaledwie pionkiem próbującym zgarnąć ze stołu jak największy okruch.

Uznanie opętanego rządzą sukcesu, niezbyt przyjemnego, ale we wszystkich tych samodzielnie sprowadzonych na siebie nieszczęściach wzbudzającego współczucie jubilera za najlepszą rolę Sandlera nie jest żadną rekomendacją - w końcu jego filmografia to powszechny obiekt drwin. Nie da się jednak sprowadzić tej kreacji do zaledwie dobrej jak na jego możliwości - to moment, który może okazać się przełomowy i umożliwi wygrzebanie się z szufladki z czerstwymi komediami, do której Sandler i tak coraz mniej pasuje chociażby ze względu na wiek. Może się to okazać zadaniem trudnym, bo Howard Ratner nie został stworzony w pojedynkę - równie duża jest w tym zasługa braci Safdie, ich specyficznego sposobu filmowania, ciasnych kadrów, ujęć "z ręki" i chaotycznych, urywanych, a w rezultacie bardzo naturalnych dialogów. Dopiero wszystkie te elementy razem wzięte składają się na ekranową osobowość.

 

W "Nieoszlifowanych diamentach" fikcja przenika realny świat, zmieniając widza w podglądacza, który z sercem w gardle obserwuje zatrważające wydarzenia z niemożliwego do opuszczenia ukrycia. W tym ponad dwugodzinnym stanie przedzawałowym nawet okazjonalnie pojawiające się momenty komediowe nie przynoszą ulgi, są jak pocieszanie kogoś, kto przed chwilą stracił ręce słowami: Przynajmniej masz jeszcze nogi. Nie dla każdego tak gęsta atmosfera będzie możliwa do zniesienia, ale jeżeli w dziesiątej muzie szukacie ekstremalnych doznań, bracia Safdie doprowadzą was na skraj wytrzymałości.


Nieoszlifowane diamenty

Tytuł oryginalny: Uncut Gems

USA, 2019

Elara Pictures

Reżyseria: Benny Safdie, Josh Safdie

Obsada: Adam Sandler, Idina Menzel, Kevin Garnett



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive