Pluralone - "To Be One With You"

70%

Pluralone, czyli solowy debiut Josha Klinghoffera, został dość skromnie zapowiedziany przez trzy single - zaaranżowane na gitarę elektryczną covery "Io Sono Quel Che Sono" Miny i "Menina Mulher Da Pele Preta" Jorge Ben Jora, które muzyk grał wcześniej na koncertach, jeszcze jako gitarzysta Red Hot Chili Peppers, oraz autorski utwór "Shade". To był zaledwie wstęp. Furtka została otworzona, ale można było jedynie spekulować, co znajdzie się na debiutanckim albumie tego multiinstrumentalisty.

Album "To Be One With You" zawiera dziesięć autorskich piosenek Klinghoffera. W procesie powstawania płyty gitarzystę wspomogli jego znajomi i stali współpracownicy - Flea, Eric Avery z Jane's Addiction, Eric Gardner i Clint Walsh (koledzy z zespołu Dot Hacker) oraz Jack Irons - a jednak Klinghoffer gra niemal na każdym instrumencie, włącznie z perkusją. Skomponowane przez niego piosenki stanowią mieszankę alternatywnego i eksperymentalnego rocka, cechują się dużą dawką emocjonalności, wrażliwości i ekspresyjności wyrażonej w głosie.

 

Słuchając "To Be One With You", już od pierwszej piosenki można odnieść wrażenie, że to równie dobrze mógłby być czwarty album Dot Hacker. Mógłby, gdyby nie jeden istotny szczegół - pod względem aranżacyjnym nacisk położono głównie na instrumenty klawiszowe, w świetny sposób współgrające z brzmieniem gitar. Niemal w każdej piosence można usłyszeć fortepian, często też przewijają się w tle łagodne syntezatorowe dźwięki i lekko ambientowe podkłady. Charakter tych dziesięciu piosenek pokazuje, jak dużo pod względem kompozycyjnym Klinghoffer wnosi do Dot Hacker, ale po jego solowym debiucie można było oczekiwać czegoś więcej niż tylko niemal naturalnego rozwinięcia brzmienia przedstawionego na trzecim studyjnym albumie macierzyste grupy.

 

Mimo wszystko, to nadal przepięknie brzmiący album z cudownie ekspresyjnymi i emocjonalnymi piosenkami. Delikatne brzmienie automatu perkusyjnego i piękna melodia wygrywana na fortepianie to pierwsze dźwięki, jakie można usłyszeć w otwierającym płytę "Barreling". Później brzmienie narasta, a dźwięki tamburynu dobrze budują klimat. Piosenka z czasem nabiera żywiołowości dzięki brzmieniu gitar i perkusji, a energii dodaje również niesamowicie charakterystyczny i pełny ekspresji głos wokalisty. Podobnie skomponowane jest "Rat Bastards At Every Turn". To kompozycja zawierająca mnóstwo specyficznej energii i stwarzająca dość dziwny oraz - mimo swojej lekkości i melodyjności - lekko niepokojący klimat.

 

Delikatne dźwięki fortepianu i łagodny, powtarzający się co jakiś czas ambientowy motyw w "Save" tworzą kojący klimat, a ekspresyjny głos Klinghoffera i świetna melodia sprawiają, że można zamknąć oczy i oddać się atmosferze błogości. W brzmieniu "Was Never There" jest coś nienachalnie przebojowego i ładnie popowego. W żywiołowym utworze gitara pojawia się jedynie na moment, a dźwięki basu stanowią ciche tło dla perkusji, wokalu i energicznie wygrywanej na fortepianie melodii. Za to "Fall From Grace", dzięki samemu fortepianowi i łagodnemu ambientowemu podkładowi w tle, ma klasycznie balladowy charakter. Choć singlowe "Shade" jest równie przebojowe co pozostałe kompozycje, nie zaskakuje niczym szczególnym. Śmiało można stwierdzić, że to dość bezpieczny wybór głównego singla promującego album, ciekawszym wyborem mogłoby okazać się "Rat Bastards At Every Turn" czy nawet "Was Never There".

 

Jedną z najbardziej wyróżniających cech kompozycji zawartych na "To Be One With You" jest wyraźny brak typowego podziału zwrotka-refren-zwrotka. Niemal wszystkie kompozycje są pozbawione refrenu, a to pozwala Klinghofferowi bawić się melodią i dać wyraz ekspresji, co od razu można zauważyć w na przykład bardzo klimatycznym "Mourning", z dość specyficzną linią melodyczną i intensywnie budującym atmosferę dziwnego napięcia syntezatorem. Najbardziej zaskakujące pod względem brzmieniowym zdają się być "Crawl" i zamykające płytę "Segue". "Crawl" to nie tylko najenergiczniejsza piosenka na płycie, ale też najbardziej eksperymentalna. Automat perkusyjny dobrze wpasowuje się w specyfikę tego żywiołowego brzmienia. Za to "Segue" zaskakuje rytmem i melodią, a także ponownym zastosowaniem automatu perkusyjnego połączonego z brzmieniem fortepianu.

 

Josh Klinghoffer jako Pluralone stworzył płytę pełną ciekawych rozwiązań brzmieniowo-kompozycyjnych, ale po solowym debiucie tak doświadczonego muzyka można było się spodziewać czegoś więcej niż tylko rozwinięcia pomysłów, które pojawiły się już na poprzednim albumie jego zespołu, Dot Hacker.


ORG Music/2019



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive