Bleib Modern

Guantanamo Party Program: Nie widzimy w przyszłości niczego dobrego

Amerykańskie więzienie Guantanamo, zlokalizowane na terenie Kuby, zapisało się w historii jako absolutnie koszmarne miejsce przepełnione bólem, torturami i śmiercią. Trudno wiązać z tym miejscem jakiekolwiek pozytywne emocje, podobnie, jak z muzyką wrocławskiego zespołu.

Guantanamo Party Program to bomba emocji z cichym i dyskretnym zapalnikiem minimalizmu. Korzystając z okazji, po koncercie w Gdańsku przepytałem jeden z "elementów zapalnych" - wokalistę Dariusza Liboskiego.

 

Wojciech Michalak: W porównaniu z niektórymi kapelami ze tej samej sceny gracie stosunkowo mało tras.

Dariusz Liboski: Ile to jest mało? W ciągu roku gramy z piętnaście-dwadzieścia koncertów. To jest na dobrą sprawę to, na co na stać, mając pracę, rodzinę czy stałe zobowiązania. Nie możemy sobie pozwolić na więcej, więc mając chwilę czasu, dogadujemy wolne terminy i jak się uda, to ruszamy.

 

A co sprawiło, że tym razem pojechaliście z zespołami Dom Zły i O.D.R.A.?

To był pomysł naszych managerów z Core-Poration, którzy zaproponowali i zorganizowali tę trasę. Może będziemy w tym zestawie wyjeżdżać częściej. W zeszłym roku, odkąd rozpoczęliśmy współpracę z Core-Poration, graliśmy dwa koncerty z 71tonman, tym razem O.D.R.A., może następnym razem ktoś inny? Zobaczymy.

Niedługo miną trzy lata od wydania "III", kiedy możemy liczyć na "IV"?

Jesteśmy już w fazie robienia materiału. Mamy cztery skończone numery, zagramy nawet dziś dwa z nowych kawałków. Optymistycznie rzecz biorąc, jeżeli zachowamy tryb pracy i tempo, które mamy obecnie, to może na koniec roku wejdziemy do studia. Jak dobrze pójdzie, płyta może być dostępna w pierwszym kwartale przyszłego roku.

 

À propos "III", urzekło mnie, że zamiast tytułów, utwory oznaczone są po prostu czasem trwania. Skąd ten pomysł?

Nie ma w tym wielkiej tajemnicy - chcemy dać możliwość interpretacji odbiorcom w taki sposób, jaki sami uznają za najlepszy. Z drugiej strony, uznaliśmy to za ciekawy pomysł, więc tak to zostało zachowane.

 

Od początku był taki zamysł czy powstał najpierw tytuły, które następnie zostały usunięte?

Te utwory mają robocze tytuły, którymi operujemy we własnym gronie. Dwójka, czwórka i tak dalej. Ostatecznie, przy komponowaniu grafiki, zapadła jednak decyzja o pozostawieniu długości numerów jako tytułów.

 

Cieszy mnie, że poruszyłeś temat grafiki i uprzedziłeś pytanie - okładka "III" jest jedną z najciekawszych w historii rodzimej sceny. Wiadomo, że za wykonanie odpowiada Maciej Chodzińśki. Pytanie jednak, kto odpowiada za ogólną koncepcję?

W stu procentach za koncept odpowiada Maciek. Dotychczas nasza współpraca ze wszystkimi grafikami opierała się na tym, że zapewnialiśmy im "warstwę zewnętrzną" zespołu, muzykę i teksty. Na podstawie tego prosiliśmy ich, aby zinterpretowali to po swojemu. Maciek dał kilka różnych pomysłów na tę okładkę, które albo się zazębiały, albo zupełnie odbiegały od wersji finalnej. To, co zostało jednak zaproponowane jako efekt końcowy kompletnie nas zmiażdżyło i ostatecznie wybraliśmy tą wersję.

Jak doszło do nagrania splitu z Suffering Mind? To genialny zespół, ale grający w dość odmiennej stylistyce.

Znamy się z Kucharem od dawna, graliśmy wspólnie wiele koncertów... A przynajmniej parę. Natrafialiśmy często na siebie na innych koncertach i zawsze mile spędzaliśmy czas. Propozycja wyszła chyba od niego, a dla nas to było bez znaczenia, że grają taką muzykę - Suffering Mind to bardzo dobry zespół, Kuchar i Daro to świetni ludzie, zgadzamy się, lubimy się i tak zostało. Nie widzimy problemu w graniu z takimi kapelami i wspólnymi wydawnictwami. To też pozwala odkryć coś nowego, zarówno dla ludzi, którzy nie znają Guantanamo, a znają Suffering, jak i odwrotnie. Dobrze, jeżeli dwie kapele z różnych światów mogą dzielić płytę.

 

W waszej muzyce od zawsze czuć nihilizm, złość, dystans i całe mrowie innych, negatywnych emocji. Jednocześnie jesteście w tym do bólu prawdziwi - gdzie jest klucz? Jak postrzegacie świat poza muzyką?

W stu procentach wygląda to tak, jak w tekstach. Nie przesadzałbym aż tak z tym nihilizmem, ale faktycznie nie ma tam optymistycznego spojrzenia na rzeczywistość. Jesteśmy raczej pesymistycznie nastawieni do kwestii postrzegania świata. Staramy się być dobrymi ludźmi i w swoim postępowaniem próbować coś zmienić, na coś wpłynąć. Każdy z nas robi to na swój sposób, a jednocześnie wiemy, że niewiele to daje i zmienia. Dlatego to, co widzimy i doświadczamy na co dzień jest odzwierciedleniem tego, co mamy na płytach.

 

Muzyka Guantanamo Party Program zawsze sprawiała wrażenie doskonale budowanego minimalizmu, zwłaszcza na "II" - bardziej wycofanym albumie. Utwory od początku powstają w ten sposób czy rezultat jest taki po uproszczeniu wcześniejszych wersji kompozycji?

Różnie, na pewno część materiału z "II", cały materiał z "III" i utwory, nad którymi pracujemy obecnie to rzeczy, którym dajemy poleżeć. Nagrywamy je na próbach, szlifujemy, wielokrotnie zmieniamy, aż wszyscy w piątkę uznamy, że to jest to, czego szukamy i w takiej formie chcemy zamknąć dany utwór. Zdarzało się zrobić cały kawałek na próbie, wychodząc ze wspólnego jammu, ale większość utworów to formy dojrzewające, z którymi musimy się przespać i dać im odetchnąć, żeby na spokojnie nadać im ostateczny szlif i planowany charakter.

Pewnie najbardziej sztampowe pytanie, ale zawsze mnie to ciekawiło - kto odpowiada za nazwę zespołu?

[śmiech] Tu był straszny problem, bo przez długi czas nie mogliśmy nic wymyślić. Zaciekawiła nas koncepcja Guantanamo, czyli więzienia, w którym między innymi muzyką torturuje się ludzi. Idąc tym tropem, doszliśmy do szwedzkiej kapeli Refused, która ma kawałek "Refused Party Program". Postanowiliśmy, że połączenie tych dwóch kwestii - bazy Guantanamo wraz z frazą "Party Program" - będzie dobrze współgrało, w intrygujący sposób. Myślę, że się udało, a przynajmniej nas to zaintrygowało.

 

W "Na zachodzie bez zmian" padają piękne słowa: Na zachodzie bez zmian. Umierając, pokochaliśmy życie, krótkie i puste w swoim bezsensie. Każdy moment zwyczajnej codzienności. Czy po upływie kilku lat faktycznie w cywilizacji zachodniej nie ma żadnych zmian?

Nie jestem politologiem, trudno mi mądrzyć się w kwestiach globalnych, bo nie wiem czy to, co powiem przekłada się na rzeczywistość. Podzielę się tylko własną obserwacją - uważam, że kultura Zachodu upada. Jak bardzo byśmy tego nie chcieli, to jest coraz gorzej. Ludzie zamykają się w sobie, skupiają się tylko na sobie i myślą tylko o sobie. Patrząc na to, w jaką stronę podążą codzienność i globalizacja, jak są wykorzystywane rzeczy, które miały nam służyć - choćby internet - nie widzę w przyszłości niczego dobrego. Nie widzę pozytywów. To wszystko może nam przynieść więcej zła, niż dobra.

 

fot. Janusz Miller


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive