Jules Ahoi: Nocą mój mózg zaczyna pracować intensywniej

Marzą się wam morze, ciepły piasek i szum fal? Letnie wspomnienia przywołuje Jules Ahoi, który swoim lekkim, melancholijnym, a czasem żwawym i energicznym brzmieniem pozwala zanurzyć się w ciepłych promieniach wakacyjnego słońca. Jules goni za marzeniami, ale w jego muzyce nie brakuje też lęków i obaw. Ma za sobą udany rok, mimo że porzucił morze i znowu mieszka w mieście, nadal wciela w życie swoje marzenia. Rok 2020 zapowiada się dla niego koncertowo, zaczyna od Eurosonic Noorderslag, ale będzie też nowa muzyka.

Barbara Skrodzka: W 2016 roku wydałeś album "Between Lines", w 2019 EP-kę "Echoes", co przyniesie rok 2020?
Julian Braun: "Echoes" to zapowiedź albumu, który zamierzam w tym roku wydać. Zacząłem ten songwriterski projekt sam, byłem tylko ja i gitara, wszystkie wcześniejsze utwory były nagrywane w bardzo naturalny i surowy sposób, w małym pokoju. Później powstała EP-ka, która nigdy nie została opublikowana, a następnie EP-ka "Echoes", która jest właściwie ostatnim elementem folkowej epoki mojego zespołu. Teraz staram się znaleźć nowy sposób na wyrażenie siebie, nie jest to tylko folk, ale także bardziej elektroniczne brzmienia, słowo mówione. Mam nadzieję, że nowy album zostanie wydany wiosną 2020 roku.

 

Skąd ta zmiana i chęć podążania za innymi brzmieniami?

To dość normalne. Zaczynałem w bardzo młodym wieku od hip-hopu, nagrałem trzy albumy jako raper, a później rzuciłem to i zacząłem tworzyć muzykę przy użyciu gitary. Piszę piosenki każdego dnia. Teraz czuję, że te dwie osobowości, które są we mnie, ja-raper i ja-songwriter chcą się połączyć i stworzyć jedną dużą osobowość. Zobaczymy, co się stanie.

Jak długo istnieje Jules Ahoi jako zespół?

Już trzy lata. Zacząłem ten projekt jako artysta solowy, ale później dotarło do mnie, że potrzebuję zespołu, by nagrać te wszystkie rzeczy, ponieważ napisałem linie melodyczne dla każdego instrumentu, a nie umiem na wszystkim grać. Na początku zapytałem znajomych, kto z nich mógłby zagrać na klawiszach. Zgłosiła się moja najlepsza koleżanka Lotta [Holtei], a mój współlokator zgodził się zagrać na basie. Dorastaliśmy razem, więc wszystko potoczyło się bardzo naturalnie i tak powstał zespół złożony z przyjaciół.

 

Zainteresowanie muzyką wyniosłeś z domu rodzinnego?

Moi rodzice nie grają na żadnym instrumencie, ale ja gram od dziecka. Zaczynałem od fortepianu, ale moim marzeniem było zostanie perkusistą. Zawsze chciałem nim być i gdy przekroczyłem wiek dziesięciu lat, zacząłem chodzić na lekcje gry na perkusji, miałem własny zestaw i denerwowałem całe osiedle przez lata [śmiech]. Później chwyciłem za gitarę, a następnie pojawił się hip-hop.

 

Nie chciałeś grać w zespole rockowym?

Przez kilka tygodni byłem perkusistą w zespole punkowym. To było bardzo interesujące doświadczenie, ale przeprowadzałem się do innego miasta, więc musiałem odejść. Później przez kilka tygodni byłem perkusistą w zespole ska. Granie na perkusji było super, ale chciałem wyrazić siebie w inny sposób, dlatego od młodego wieku pisałem. Niedawno znalazłem kartkę z zapisem mojej drugiej piosenki, napisałem ją w trzeciej klasie, miałem dziewięć lat. To utwór przeciw nazistom i faszystom. Bardzo dziwne czyta się to teraz. Nie wiem, co było wtedy w mojej głowie [śmiech].

Byłeś przykładnym uczniem? Wiem, że studiowałeś, ale rzuciłeś studia.

Czas spędzony w szkole nie był lekki, ale byłem dobrym uczniem. Zdałem egzamin i poszedłem na studia, ale nie była to moja droga. Perspektywa spędzenia kilku lat na uniwersytecie, a później robienie czegoś, co mi się nie podobało nie zachęcała mnie.

 

Co studiowałeś?

Pedagogikę i wychowanie fizyczne oraz angielski. W tym samym tygodniu, w którym zacząłem studia dotarło do mnie, że nie chcę być przez całe życie nauczycielem.

 

A lubisz dzieci?

Tak, uwielbiam dzieciaki, ale ta droga nie wydawała mi się właściwa. Chciałem być muzykiem, więc zebrałem się i rzuciłem studia. Spakowałem się i pojechałem do Francji, gdzie mieszkałem przez trzy lata. Nie zawsze było łatwo, przeżywałem też ciężkie chwile, ale te doświadczenia pchnęły mnie to do tego, by spełnić swoje marzenia. Nie było innej drogi i choć rozglądałem się na prawo i lewo, to wiedziałem gdzie chcę dotrzeć za kilka lat.

 

Wyjazd do Francji i mieszkanie w samochodzie były najbardziej szaloną rzecz, jaką zrobiłeś w życiu?

To była jedna z bardziej szalonych rzeczy. Gdy rzucasz uniwersytet, pracę, opuszczasz mieszkanie, zostawiasz za sobą całe swoje dotychczasowe życie i przenosisz się do miejsca, którego nie znasz, zastanawiasz się, co powiedzieć rodzicom... Wiesz, że pomyślą, że coś z tobą jest nie tak albo że zwariowałeś [śmiech].

Starsze utwory są inspirowane tym, co przeżyłeś we Francji, a o czym będzie nowa płyta?

EP-ka "Between Lines" jest o rzuceniu studiów, spełnianiu marzeń, życiu w miejscu, w którym chcę żyć i o wolności. Ta, która nie została opublikowana, jest o życiu we Francji i byciu szczęśliwym, próbowaniu różnych rzeczy. Może ją opublikuję, ale jeszcze nie teraz. Na "Echoes" zaczynam myśleć o powrocie do Niemiec i urzeczywistnianiu marzeń o zostaniu muzykiem. Ale nadal wracam wspomnieniami do mojego życia nad morzem, zastanawiam się, które z tych żyć jest prawdziwe.

 

Teraz mieszkam w Kolonii, lubię mieszkać w dużym mieście. Poza tym aura Kolonii jest bardzo przyjemna, mieszkają tam mili i bardzo otwarci ludzie, dobrzy muzycy i producenci. Lubię chodzić w nocy po mieście, gdy wokół jest pusto, kocham światła ulicy, które tajemniczo migoczą. Nowa płyta będzie bardziej miejska. To będzie album o lękach i marzeniach, o złamanych sercach i miejskim życiu człowieka, który chciałby żyć na plaży lub w miejscu, gdzie mógłby czuć się wolny.

 

Dobrze pracuje ci się nocą?

Nocą pisanie przychodzi mi łatwiej, ponieważ nie sypiam zbyt dobrze. Jak tylko zapada zmrok, mój mózg zaczyna intensywniej pracować. Uczucia i myśli, które mnie nurtują zazwyczaj transformuję w piosenki. Gdy coś zacznę, muszę skończyć, zapisać to, co mam w głowie. Dopiero kiedy to zrobię, jestem w stanie zasnąć, bo czuję ulgę. Kolejnego dnia biorę gitarę i albo będzie z tego piosenka, albo nie.

Założyłeś też swoją własną wytwórnię.

Wszystkie swoje sukcesy zawdzięczam sobie, wszystko zacząłem robić sam i dlatego chcę by tak zostało. Ten projekt jest bardzo bliski mojemu sercu. Jest w tym tak dużo mnie, że założenie własnej wytwórni - Moon Blvd - było naturalną decyzją. Prowadzę ją z moimi dobrymi przyjaciółmi. Tworzymy bardzo zgrany zespół i jesteśmy jak rodzina.

 

Poza Jules Ahoi wydajecie już jakieś inne zespoły?

Może za kilka lat, na razie nie mamy jeszcze takiej zdolności produkcyjnej. Póki co skupiamy się na Jules Ahoi, ale nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. Byłoby wspaniale wydawać także innych artystów. Ludzie często słuchają muzyki, z której słynie dana wytwórnia, dlatego musielibyśmy znaleźć kogoś podobnego do Jules Ahoi - coś folkowego, indie popowego.

 

Co jest twoim największym marzeniem w tej chwili?

W tym momencie moim największym marzeniem jest granie koncertów i obecność na scenie tak długo, jak to tylko możliwe. W końcu zaczynam lepiej zarabiać i mogę zapłacić swojemu zespołowi, z czego się bardzo cieszę. Przyjemnie byłoby przyjechać także do Polski.

 

Nie byłeś jeszcze w Polsce?

Nie, ale mam trochę wspólnego z Polską. Moja babcia oraz jeden z moich dawnych muzyków, Kevin Maliszewski, pochodzą z Polski.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive