Kontravoid - "Too Deep"

76%

Urodził się w Kanadzie, od kilku lat mieszka w Berlinie, jest perkusistą, pasjonatem muzyki elektronicznej, kompozytorem i producentem. W latach 2008-2011 współtworzył synthpopowy zespół Parallels, ale postanowił pójść własną artystyczną drogą. Cameron Findlay - występujący pod pseudonimem Kontravoid - kilka tygodni temu podzielił się drugim solowym albumem, pełnym mroku, ciekawych melodii i niebanalnych tekstów.

W dźwiękach zawartych na "Too Deep" coś dla siebie znajdą miłośnicy dokonań Kraftwerk, nostalgicznych powrotów do piosenek z lat 80. minionego stulecia i motywów rodem z tamtej dekad, które pojawiają się w muzyce dwudziestego pierwszego wieku, post-punkowej energii, głębokich wokali i berlińskiego minimal techno.

 

To płyta oszczędna brzmieniowo, a zarazem nie pozbawiona głębi. Tajemnicza i powściągliwa, pozornie nieprzystępna, a jednak nie brakuje na niej zapadających w pamięć melodii. To muzyka, która hipnotyzuje, zderzając ze sobą taneczność i melancholię, mrok i delikatność, przestery i chwytliwość. Jest w niej coś niepokojącego, a zarazem niezwykle intrygującego.

 

Atmosferę dźwięków podkreśla utrzymana w tonacji szarości okładka zawierająca fotografię autorstwa Caroline Bonarde przedstawiająca zamaskowanego, tajemniczego mężczyznę oraz bardzo bezpośrednie teksty. To muzyczna podróż do wnętrza ludzkiego umysłu traktująca o zmaganiach z różnymi stanami emocjonalnymi, obsesjami i poczuciu wyobcowania.

 

Album rozpoczyna się od zgrzytliwego przesteru w "Open the Wound". Kompozycję wypełniają nasycone mrokiem elektroniczne partie podkreślone głębokim, a jednocześnie oszczędnym wokalem Findlay'a. Pulsujące, wprowadzające w trans rytmy dominują w "Turn Away" - to świetna propozycja na dark-wave'ową dyskotekę. W "So It Seems" jest wciąż tanecznie i mrocznie, intensywne beaty wwiercają się w umysł słuchacza, sprawiając, że nie sposób usiedzieć w miejscu.

 

W nagraniu tytułowym melodyjny refren może budzić skojarzenia z dokonaniami duetu Drab Majesty. Skoczny i na swój sposób przystępny jest "Never Alone", bliski klasycznym propozycjom spod znaku New Order. Chwytliwa partia klawiszy świetnie współbrzmi z dialogiem wokalnym lidera projektu i kanadyjskiej producentki Kat Dumy (współautorki kompozycji). Bardzo przestrzenny i melodyjny jest też "Cost of Life", który wpada w ucho od pierwszego odsłuchu. Złowrogie i tajemnicze przestery powracają w "Distress". Zgrzytliwe partie przełamane zostały klawiszowymi zapętleniami oraz miarowymi perkusyjnymi beatami. Niewesoły i niepokojący nastrój równoważy rozmarzony finał w postaci "10,000 Voices".

 

"Too Deep" to płyta spójna i angażująca, świetnie oddająca klimat miejsca, w którym powstała. Krótko pisząc, to po prostu bardzo dobry album.


Fleisch Records/2019



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive