Schafter - "Audiotele"

44%

Przesłuchałem "Audiotele" wiele, wiele razy, szukając tej perspektywy, z której Schafterowi mogło się wydawać, że to dobry, sfinalizowany i wart opublikowania materiał. Nie znalazłem i mam wrażenie, że nie takie pobudki stały za wydaniem tych siedemnastu utworów. To był po prostu właściwy moment, żeby internetowy fenomen przenieść na wyższy poziom i nie wolno było go przegapić.

Próbowałem tak usilnie przekonać siebie samego do "Audiotele", bo polski hip-hop braggowo-martyrologiczny łysych kolesi w szerokich bluzach nigdy do mnie nie trafiał (ani teksty, ani tym bardziej forma) i dopiero ludzie młodsi ode mnie przynajmniej o dekadę (Koza, Barto'cut12, Adi Nowak) sprawili, że w rodzimym rapie ocierającym się o mainstream znalazłem coś, co zainteresowałoby mnie równie żywo, jak rap ze Stanów albo z Wysp, albo zza wschodnich granic, albo z Chin czy z Japonii. "Hors D'oeuvre" z zeszłego roku pozwalało wierzyć, że Schafter (najmłodszy z wymienionych) szybko wyrośnie na czołową postać i może właśnie ta presja okazała się zbyt przytłaczająca.

 

"Hors D'oeuvre" i "Audiotele" zlepiono z tych samych składników, zmieniły się natomiast dawki. EP-ka przypominała skromny, półamatorski film stworzony z czystej pasji, który niespodziewanie osiągnął sukces, a w konsekwencji w jego kontynuację włożono znacznie większy budżet i położono nacisk na wybuchy, wartą akcję i głośne nazwiska. To ostatnie objawia się wiadomo czym - zaproszeniem szeregu znany i lubianych gości, od Taco Hemingway'a po Żabsona. Większość tych utworów (jak to zresztą z "featuringami" często bywa) to najsłabsze momenty albumu, ale jeden wybija się - "Akt zgonu in blanco" nagrany z Rasem i Młodym Dzbanem. Wszyscy trzej nie tylko potrafią wpasować się w leniwy, kontrastujący z ich słowami podkład, ale także dopasowują się do siebie nawzajem.

 

Wybuchy i wartka akcja to z kolei efekt podkręcenia części składowych podkładów Schaftera do niemalże karykaturalnego poziomu. Na przykład saksofon w "Good Will Hunting" (samplowany z anime "Cowboy Bebop") dodawał intrygującego smaczku autorefleksyjnemu tekstowi, ale już w tegorocznym "Pejzażu" podobny zabieg zestawiony z próbą znalezienia odpowiedzi na pytanie: Czy chcę ją na jedna noc, czy na dłużej? i follow-upem do "Twist in My Sobriety" brzmi przaśnie jak występ Warrena G i Kenny'ego G w programie Jimmy'ego Kimmela. Zapożyczenia jazzowe czy lo-fi bity w ogóle odgrywają na "Audiotele" mniejszą rolę, próżno szukać tak skromnych i wyciszających utworów, jak "Blur", częściej pojawia się natomiast trapowy banał.

 

Więcej jest także makaronizmów i wersów (albo niemal całych zwrotek) wyrapowanych w języku angielskim, co zawsze jest irytujące, ale na przykład w "Candy.doll" z "Hors D'oeuvre" zostało obudowane nazwami własnymi (Jamiroquai, Daft Punk, gra komputerowa "Warblade"), a w efekcie nieco złagodzone. Istną katorgą na "Audiotele" jest natomiast najpopularniejszy kawałek, "Hot Coffee", gdzie pada: Mam vibe i bounce, a twoi ludzie na Facebooku: "Model w Calvin Klein". Ona wavy jak perkusja z intra "Dr. House". And you know I'm finna blow up just like dynamite. White knuckle ride... Jakbym rozmawiał z kumplem, który po trzech miesiącach spędzonych w Irlandii nagle w co drugim zdaniu zacina się i głośno, z teatralnym zacięciem myśli: Jak to było po polsku... A to tylko jeden z wielu podobnych przypadków na trwającym czterdzieści pięć minut albumie.

 

Wszystkie te zarzuty można sprowadzić do jednego - Schafter zrezygnował z tego, co kształtowało jego muzyczną tożsamość albo drastycznie zminimalizował wyróżniające go elementy i postawił na przystępność gwarantującą większy zasięg. Może to zresztą wcale nie była jego decyzja, a bardziej szeregu osób, które miały pomysł na skapitalizowanie świeżego fenomenu na już wygłodniałym od poszukiwań nowej wielkiej gwiazdy polskim ryneczku muzycznym. "Audiotele" nie jest udanym debiutem, nie jest też debiutem fatalnym i może to jest najgorsze, bo średniość i nijakość sprzyjają komercyjnemu sukcesowi, a ten z kolei może spowodować zastój. Na szczęście Schafter ma jeszcze dużo czasu (dopiero w 2021 roku będzie obchodził wejście w pełnoletniość) i na pewno to nie jest jego ostateczna forma.


Restaurant Posse/2019



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive