Dłonie - "Dłonie"

83%

Przyznaję, że od czasu do czasu lubię się troszeczkę posmucić. Nie jest to stan, który należy gloryfikować, ale też na pewno nie powinno się go ukrywać. Nie wstydzą się go z pewnością Dłonie, których debiut przesiąknięty jest nastrojem w minorowych kolorach. Głównym odcieniem nie jest tu jednak przejmujący, wwiercający się w trzewia smutek, a nieco łagodniejsza w swym jestestwie melancholia.

Nie żyłem w latach 80., a lata 90. spędziłem na podwórku wraz z rówieśnikami. Największe troski i zmartwienia były więc poza mną, bo interesowały mnie zgoła inne, bardziej odpowiednie dla kilkulatka rzeczy. Gdy trochę później zacząłem interesować się muzyką, uderzyło mnie to, jak bardzo różniły się od siebie te dwie dekady. Przynajmniej w głównym nurcie, który pochłaniałem za pomocą teledysków puszczanych na stacji VH1. Pełne kiczowatych kolorów, roztańczonych parkietów i uśmiechniętych, ładnie ubranych ludzi lata 80., których symbolem było Duran Duran, kontra szare, pasywno-agresywne, beznadziejne wręcz lata 90., których twarzą byli odziani we flanelę członkowie Nirvany. Kilka lat później niejako utwierdził mnie w powyższym jeden z odkrytych w tamtym czasie gatunków, pochwała smutku - slowcore.

 

Wolne tempa, zdecydowanie niewesołe tony wydobywane z instrumentów oraz wyraźnie przygnębiające teksty to jedne z cech charakterystycznych tego gatunku. To wszystko znajdziemy też na debiutanckiej płycie tria Dłonie. Zespół nie spieszy się, cedzi dźwięki i zanurza się w sosie z tęsknoty, bliżej nieokreślonego żalu i poczucia straty. Nie schodzi jednak na samo dno - łapie te nieliczne, jasne punkty dodając do swojego brzmienia sporej ilości melodii i ciepła. Pod warstwą melancholii czają się naprawdę ładne, popowe piosenki. Takie, które mogą nawet kiedyś wylądować w radiu i nie mówię tu o rozgłośni studenckiej.

 

Przy takiej muzyce sporo zależy od tekstów, ale i sposobu ich interpretacji. Ta w wykonaniu Jasia (członkowie zespołu przedstawiają się samymi imionami - Nikodem, Julek, Jasio) jest bardzo charakterystyczna. Jasio przeciąga frazy, jego głos jest ciepły, a do tego brzmi z jednej strony emocjonalnie, z drugiej troszeczkę zobojętniale. Słychać dystans w wyśpiewywanych słowach, ale ta pozorna beznamiętność nosi ślady poduszki powietrznej chroniącej przed tym, jak bardzo zaangażowany w sens wyśpiewywanych słów jest podmiot. Znamienne jest to, że barwa wokalu mocno przypomina manierę Roberta Gawlińskiego. Wszystko powyższe sprawia, że to głos w Dłoniach jest nośnikiem melodii i to on rozmiękcza tę posępną, zbudowaną z dźwięku aurę.

 

Nie mniej ważne są tu teksty, które osobiście interpretuję jako zbiór niepoukładanych do końca myśli o tym, co było albo co być mogło, a nie jest. To też próba przetrawienia tych wszystkich, wyczuwanych w głębi głosu emocji. Wrażenie wzmaga przykrywanie wokalu przez muzykę (w "Burzy" dokładnie czujemy, o czym śpiewa Jasio, ale by dokładnie poznać tekst, trzeba naprawdę mocno się skupić). Ani przez chwilę nie wpadamy jednak w nastrój beznadziei czy dramatu. Jest raczej smętnie, leniwie i sennie. Jak podczas pochmurnej, jesiennej niedzieli.

 

Równie senna i niespieszna jest muzyka, która stanowi połączenie slowcore'u z popem. "Maj" kojarzy się z Twinpeaksowym walczykiem, ale do czarnej chaty tu daleko. "Jeśli" w ostatniej dekadzie ubiegłego wieku mógłby być hitem radiowym, a i w obecnych warunkach umiejscowilibyśmy go gdzieś w rejonach melodyjnej, gitarowej alternatywy. Oszczędne muzycznie, ale chyba najbardziej emocjonalne z całego zestawienia "Ćmy" bazują tylko na cichutkiej, trochę monotonnej grze sekcji i rozmytej gitarze, przerywanej głośniejszymi wstawkami wokalnymi. Z kolei ostatnie na płycie "Nad morzem" to wypisz wymaluj "Starla" The Smashing Pumpkins, gdyby tylko usunąć z oryginału szaloną, agresywną końcówkę.

 

"Dłonie" to kolejny bardzo ciekawy debiut udowadniający, że krajowa scena niezależna obfituje w perełki. Imponuje tutaj warsztat wokalny, ale też próba przedstawienia melancholii w jaśniejszym świetle. To album dla smutasów, którzy lubią podsycać to uczucie, ale jest przy tym tyle samo radości, co przygnębienia.


Trzy Szóstki/2019



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive