Bölzer - "Lese Majesty"

73%

Gdy za oknem szaro i brakuje sił, warto sięgnąć po coś rozgrzewającego. Świetną alternatywą dla wszelkiego rodzaju używek może być po prostu mocniejsza muzyka, na przykład w wykonaniu Bölzer. Nowa propozycja szwajcarskiego duetu to potężny zastrzyk energii i całkiem niezły sposób na rozładowanie negatywnych emocji.

Od początku działalności Bölzer wymyka się gatunkowemu szufladkowaniu, zbierając skrajne opinie na temat swojej twórczości. Długie formy, techniczny kunszt i dopełnienie black i death metalowych dźwięków progresywną przestrzenią jednych zachwycały, u innych zaś budziły wątpliwości. Perkusista Fabian "HzR" Wyrsch i growlujący gitarzysta Okoi "KzR" Jones nie zważając na poglądy innych, od jedenastu lat konsekwentnie robią swoje, czego efektem jest kolejna nieoczywiste wydawnictwo.

 

"Lese Majesty" to dowód na nietuzinkowy talent Szwajcarów do łączenia hipnotyzujących melodii z metalowym ciężarem. Tym razem muzycy postawili przede wszystkim na odważne, surowe, organiczne brzmienie. Na EP-ce znajdziecie niespełna trzydzieści minut muzyki, która poraża bezkompromisową energią i zawrotnym tempem. Jest jak szalejący ogień, stopniowo zajmujący coraz większą przestrzeń, jak tocząca się coraz szybciej lawina czy gwałtowna burza. Słuchając jej, czuje się ciepło rozżarzonych gitarowych pieców i bezpośredniość emocji. W czterech kompozycjach dominują rytmy szybkie, złowrogie, niepokojące i tajemnicze. Agresywnym riffom i perkusyjnym galopadom towarzyszy rytualność nadawana kompozycjom poprzez pogłosy, nietypowe harmonie i elektroniczne, ambientowe wstawki pozwalające jeszcze bardziej zanurzyć się w mroku.

 

W rozpoczynającym EP-kę "A Shepherd in Wolven Skin" melodia skryta jest pod grubą warstwą upiornych growli, przyprawiającego o zawrót głowy perkusyjnego tempa i gitarowych sprzężeń. Ciekawie zawarte w tekstach i dźwiękach napięcie rozładowują melodyjny śpiew, nieco przypominający wokal lidera Mastodon i... pogwizdywania brzmiące jakby zostały nagrane z przymrużeniem oka. Dwuminutowy "Æstivation" zaskakuje zaś wykorzystaniem mrocznych elementów elektroniki.

 

W "Into the Temple of Spears" powracają piekielne, lecz chwytliwe riffy i szalone tempo. Nieoczywistą i pozornie nieobecną melodię można natomiast odnaleźć w wokalu. W finałowym, najdłuższym "Ave Fluvius! Danú Be Praised!" ciekawie zmienia się dynamika. Całość pięknie spajają drone'owo-ambientowy wstęp i outro, a wnętrze kompozycji wypełnia charakterystyczny dla Bölzer ognisty death metal ustępujący w ósmej minucie miejsca post-metalowej przestrzeni.

 

To muzyka, która z odsłuchu na odsłuch wciąga coraz bardziej. Dzięki hipnotycznemu charakterowi może trafić nie tylko do miłośników ekstremalnych odmian metalu, lecz także osób niezważających na gatunkowe klasyfikacje i po prostu poszukujących przede wszystkim szczerych emocji.


Lightning & Sons/2019



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2020 Soundrive