Tamaryn

Parcels: Staramy się nie brać niczego na poważnie

Upojna muzyka Parcels nie brzmi jak produkt naszych czasów. Mimo że australijski zespół rozpoczął działalność w 2014 roku, równie dobrze wpasowałby się w klimat lat 70. Przyciągają uwagę także dzięki dyskotekowym dźwiękom przywodzącym na myśl Daft Punk, a energia, jaką uwalniają na scenie sprawia, że na ich koncertach nikt nie podpiera ściany.

Barbara Skrodzka: Pochodzicie z Australii, ale osiedliliście się w Berlinie.

Anatole Serret: Lepiej żyć w Berlinie, niż tylko go odwiedzać. Nie wiem, czy jest tutaj aż tak fajnie, kiedy wpada się tylko przejazdem.

 

Louie Swain: Ludzie kochają to miasto. Przyjeżdżają często tylko na weekend, żeby się rozerwać. To dobre miasto na wypad weekendowy.

 

Podoba mi się wasz styl, wyglądacie trochę jak The Beatles. Gdzie kupujecie ubrania?

AS: Kupujemy dużo rzeczy w sklepach z odzieżą vintage.

 

LS: Ja niedawno przestałem, bo czuję się już zmęczony szukaniem ubrań. Im więcej kupujesz, tym szybciej się ich pozbywasz. Jeśli kupisz jedną marynarkę raz na trzy miesiące, wtedy będziesz ją lubił dłużej, przynajmniej przez rok.

 

AS: Nosimy te same ubrania przez cały rok [śmiech].

Wizualny aspekt działalności w zespole jest dla was ważny?

AS: Zdecydowanie tak, ale nie jest to najistotniejsza kwestia, o jakiej myślimy. Ważniejsze jest to, jak współpracujemy ze sobą na szczeblu estetycznym.

 

LS: Są zespoły, które wychodzą na scenę w czarnych spodniach i jasnych koszulkach, na przykład Real Estate, i to im wystarcza.

 

Byliście kiedyś w Polsce?

AS: Nie, nigdy. Berlin jest bardzo blisko Polski, ale nigdy tam nie byliśmy. To jest jedyny kraj w Europie, w którym nie byłem. Ludzie z Polski, którzy mieszkają w Berlinie są bardzo spoko.

 

LS: Moi znajomi kiedyś wynajęli mieszkanie przez Airbnb w Polsce, było bardzo tanie i naprawdę duże. Przywieźli tam światła, był też DJ i imprezowali w tym domu przez trzy dni. Robią to raz na kilka miesięcy.

Jako dzieci myśleliście o muzyce na poważnie?

AS: Nie wydaje mi się, żebym wtedy myślał o czymkolwiek na poważnie.

 

LS: Spędziliśmy szczęśliwe dzieciństwo w Australii, dlatego nie braliśmy niczego na poważnie, a teraz staramy się to kontynuować i nie chodzić do żadnej pracy.

 

Kiedy przeprowadziliście się do Berlina, musieliście przecież jakoś opłacić mieszkanie?

LS: Pracowałem w hotelu. Podchodziłem do tego w sposób bardzo australijski - z przesadnym uśmiechem i nadmierną chęcią niesienia pomocy ludziom. Zajmowałem się sprzątaniem. Anatole pracował w kawiarni. Wcześniej nie mógłbym sobie tego wyobrazić, jestem okropnym sprzątającym.

 

Rok temu wydaliście album, jesteście zadowoleni z niego?

AS: Jest idealny. Gdybyśmy mieli nagrywać go jeszcze raz, zrobilibyśmy wszystko dokładnie tak samo.

 

Pracujecie nad czymś nowym?

AS: Jeszcze nie zaczęliśmy pisać kolejnego albumu, ale na pewno niebawem zaczniemy o nim myśleć. Wydaje mi się, że zrobimy dokładnie taki sam album albo bardzo podobny.

Nie nudzi to was?

LS: Tak, ale nasz pierwszy album był bardzo dobry i nasi fani nie chcą słyszeć czegoś bardziej wymagającego. Czujemy, że tym pierwszym albumem wystarczająco już ich pobudziliśmy, dlatego z drugim będziemy starać się zrobić to samo [śmiech].

 

Trochę mnie tym rozczarowaliście. Myślałam, że będziecie eksplorować muzykę w różnych kierunkach.

LS: Bardzo mi przykro, że tak się nie stanie. Gdzie chciałabyś nas zobaczyć od strony muzycznej?

 

Nie mam pojęcia, to wy jesteście muzykami. Powinniście wiedzieć, gdzie chcecie iść.

LS: Inspiruje nas to, co myślą inni ludzie. Masz jakieś pomysły?

 

No dobra. Może rosyjskie disco?

LS: Co?! Dobra, sprawdzimy to [śmiech].


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive