Tamaryn

Le Mans '66. Wyścig po Oscara

65%

Półtorej godziny - tak długo rozkręca się nowy film Jamesa Mangolda, a w międzyczasie kilkukrotnie można zwątpić, czy aby na pewno dobrze zainwestowaliśmy czas, ale ostatnie sześćdziesiąt minut... Ostatnie sześćdziesiąt minut to satysfakcjonująca rekompensata.

Nie mam prawa jazdy, nigdy nie chciałem go mieć, a samochody rozpoznaję przede wszystkim po kolorach. Nigdy nie oglądałem wyścigu w całości, a jedyne nazwiska zawodowych kierowców, jakie przychodzą mi do głowy to Michael Schumacher i Krzysztof Hołowczyc. Krótko pisząc, nie wiem o motoryzacji absolutnie nic i raczej wiedzieć nie chcę, a jednak kilka lat temu - ku mojemu zaskoczeniu - z zapartym tchem wpatrywałem się w "Wyścig" (akurat ten obejrzałem w całości) Rona Howarda i już nigdy później nie spisałem żadnego filmu na straty tylko dlatego, że jego temat nie odpowiadał moim zainteresowaniom.

 

Pierwszy zwiastun "Le Mans '66" przypomniał mi tamten seans, dało się wyczuć, że to nie będzie prosta historia o pozornie skazanej na niepowodzenie ekipie, która wbrew przeciwnościom losu staje na podium, że to nie będzie biografia Zygzaka McQueena na poważnie. Mangold podobnie jak niedawno (ale jeszcze przed "Jokerem") dodał powagi filmom superbohaterskim w "Loganie", tak teraz podjął próbę wyciśnięcia emocji z czegoś, co dla laików mojego pokroju musiało wyglądać na po prostu starcie dwóch potężnych firm zajmujących się produkcją samochodów. Nie brakuje tu patosu, nie brakuje typowo hollywoodzkiego wyciskania łez z myślą o zgarnięciu Oscara, ale jeżeli lubicie proste i chwytające za serce historie, gdzie protagoniście brak tylko lśniącej zbroi, a antagoniście krzywego nosa i wąsów, to te sto pięćdziesiąt minut nie będzie czasem zmarnowanym.

Mangold skroił swój najnowszy film pod nagrody, ale przy użyciu nieco zbyt grubych nici. To opowieść o porządnych facetach z bagażami doświadczeń, dokonujących właściwych decyzji, potrafiących poświęcić się i w dodatku są odgrywanych przez Matta Damona i Christiana Bale'a, a więc aktorów, którzy przy takim scenariuszu muszą brylować. To film z tej samej kategorii, co "Green Book" albo "Najlepszy" Łukasza Palkowskiego, swoiste zagrzewanie do walki o spełnienie marzeń. Realizacja jest wiarygodna, zdjęcia znakomite, a jednak skoro z taką łatwością można "Le Mans '66" zaszufladkować i zestawić z podobnymi produkcjami, to musi mu brakować przynajmniej oryginalności.

 

Scenariusz oparto o prawdziwe wydarzenia, ale rozłożenie akcentów nadaje im niemal mitologicznego charakteru. Niewiele dowiadujemy się o głównych bohaterach (zwłaszcza o granym przez Damona Carrollu Shelbym, który ukazywany jest zawsze w pracy, jakby poza nią nie istniał), czasami można odnieść wrażenie, że podobnie jak oni nie najlepiej radzą sobie z życiem po opuszczeniu pojazdów, tak i Mangold nie bardzo wie, co z nimi zrobić, a najważniejsze jest dla niego sportretowanie dwóch Heraklesów marzących o sile i boskiej szlachetności. Trochę to naciągane, czasami czuć wręcz żebranie o łzy widza, ale jednocześnie skuteczne, o ile nawet po zdemaskowaniu tych wszystkich sztuczek wciąż będziecie w stanie nie zwracać na nie uwagi.

Christian Bale robi co może, żeby z nawet tak płytko zaprojektowanego bohatera wycisnąć jak najwięcej emocji, co wespół ze znakomitymi scenami z torów wyścigowych nie pozwala myśleć o "Le Mans '66" jak o złym filmie, ale niewiele więcej tutaj znajdziecie. To prosta, typowo oscarowa historia o chłopcach do bicia, którzy stawiają opór i zwyciężają. Jeżeli trzydzieści wcześniejszych filmów o identycznym przesłaniu trafiło w wasze gusta, ten nie będzie wyjątkiem.


Le Mans '66

Tytuł oryginalny: Ford v Ferrari

USA, 2019

Twentieth Century Fox

Reżyseria: James Mangold

Obsada: Matt Damon, Christian Bale, Jon Bernthal



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive