FRONTSIDE

White Lies: Zmiany w życiu zmieniają muzykę, jaką piszemy

White Lies zyskali popularność za sprawą debiutanckiego albumu, który wywołał lawinę zdarzeń. Za jego przyczyną muzycy zyskali miano jednego z najlepszych brytyjskich zespołów, a na trasie koncertowej zorganizowanej z okazji dziesięciolecia wydania "To Lose My Life..." nie mogło zabraknąć Polski - White Lies zagrają 20 listopada w warszawskiej Stodole.

Barbara Skrodzka: Od wydania waszego debiutanckiego albumu minęło już dziesięć lat. Z jednej strony dużo, z drugiej mało. Zmieniliście się przez ten czas?

Harry McVeigh: Kiedy nagrywaliśmy "To Lose My Life..." mieliśmy po dziewiętnaście lat, dopiero co skończyliśmy liceum. Mieliśmy po dwadzieścia lat kiedy się ukazał. Nadal byliśmy nastolatkami i musieliśmy się jeszcze wiele nauczyć. Zespół był dla nas jak życie w innym świecie... Granie koncertów, pisanie i nagrywanie albumu - to było szaleństwo. Teraz rozumiemy znacznie lepiej to, co robimy, wiemy, jak wykonywać naszą pracę i grać koncerty oraz komponować. Poszczęściło się nam, bo mieliśmy okazję pracować z właściwymi ludźmi, pisać dobre piosenki i wydawać albumy, które publiczność nadal kocha.

 

Gdybyś miał możliwość powrotu do 2009, chciałbyś coś zmienić?
Nie sądzę. Popełniliśmy wiele błędów i zajęło nam sporo czasu, by sprawdzić, jak to wszystko działa. Gdybyśmy w tamtym czasie nie popełniali błędów, byłoby nam znacznie trudniej odkryć, jak zrobić coś dobrze i pewnie nie byłoby nas teraz w tym miejscy. Nie zmieniałbym niczego. Wszystko, co zrobiliśmy jest częścią ścieżki, na której teraz jesteśmy. Kiedy na to patrzę, czuję w sercu ciepło i nostalgię

Wielu osobom marzyłoby się, abyście zrobili jeszcze jeden taki album jak "To Lose My Life...", ale poszliście w inną stronę. Łatwo jest sprostać oczekiwaniom fanów i fanek?
Pisanie muzyki nigdy nie jest łatwe, zawsze wiąże się z jakimiś trudnościami. To duże wyzwanie, zwłaszcza napisanie całego albumu - trzeba w to włożyć dużo pracy i zajmuje sporo czasu. Nasza muzyka zmieniła się w nas, ponieważ jesteśmy teraz innymi ludźmi, dorośliśmy, mamy żony, mieszkamy w innych miejscach. Kiedy tworzyliśmy nasz pierwszy album, nadal mieszkaliśmy z rodzicami. Zmiany w życiu zmieniają także muzykę, jaką piszemy. Nasza muzyka zawsze jest odbiciem tego, kim jesteśmy w danym czasie i w jakim momencie życia się znajdujemy. Dobrą rzeczą w słuchaniu tych pierwszych albumów jest dla mnie to, że mogę sobie przypomnieć tamte czasy i poczuć, jak to było kiedyś, mieć dziewiętnaście lat i całą karierę przed sobą. Jako słuchacze też jesteśmy dzisiaj znacznie bardziej otwarci. Muzyka ewoluowała i ma to odzwierciedlenie także w nas. Im jesteśmy starsi, piszemy więcej piosenek, tym bardziej czerpiemy inspiracje z innych rzeczy. Wydaje mi się, że nie staramy się pisać czegoś odmiennego, to się samo wydarzyło. Po prostu jesteśmy już innymi ludźmi.

 

Jacy jesteście teraz?
Przez te dziesięć lat zmieniła się nasza sytuacja życiowa. Wszyscy nasi przyjaciele wzięli śluby, mają dzieci i my także mamy swoje domy, prowadzimy bardziej rodzinne życie, nie imprezujemy często i nie wygłupiamy się pijąc do upadłego [śmiech]. Zmieniliśmy się w taki sposób, w jaki robi to większość ludzi, gdy przekraczają trzydziestkę. Poza zespołem prowadzimy bardzo normalne życie.

 

Myśleliście kiedyś, że staniecie się gwiazdami w takich krajach, jak Polska?
Nie, nigdy o tym nie marzyliśmy. Nie wydaje mi się nawet, żebyśmy wtedy brali naszą karierę muzyczną na poważnie. Przemysł muzyczny jest specyficzny, bardzo łatwo w niego wpaść i z niego wypaść. Zawsze lubiliśmy pisać muzykę, grać i być częścią tego, ale nie spodziewaliśmy się, że po dziesięciu latach będziemy znajdować się w takim miejscu i odnosić sukcesy w całej Europie, a także w Ameryce czy w Meksyku. Jest to coś, o czym marzy wiele zespołów, które w Wielkiej Brytanii są nawet większe od nas. Możliwość przyjazdu do Polski i innych miejsc to dla nas wielka przyjemność. Czujemy się tak, jakby nasze marzenie się spełniło, bo te miejsca są zupełnie inne od tych, w których dorastaliśmy i od tego, do czego byliśmy przyzwyczajeni.

Nie masz poczucia, że teraz, gdy jesteście już tak bardzo znani, zespół przypomina bardziej maszynę?
Wydaje mi się, że jest to nadal nasza rzecz. Oczywiście mamy osoby, które z nami pracują, chociażby nasz management, ale od samego początku współpracujemy z tymi samymi managerami. To byli pierwsi ludzie, których spotkaliśmy w przemyśle muzycznym, pokochaliśmy ich i zdecydowanie są częścią naszej drużyny, to samo dotyczy naszego producenta, Eda Bullera, który pracował z nami podczas tworzenia wszystkich albumów. Ed zawsze jest czwartym członkiem zespołu, pomaga nam podczas komponowania muzyki i nagrywania. Jest wiele osób dookoła nas, które kochamy i szanujemy. Sami też jesteśmy bliskimi przyjaciółmi i wydaje mi się, że to całe dobro pochodzi głównie od nas - zawsze przykładamy dużą wagę do tego, by pracować z ludźmi, których lubimy i żeby móc na siebie nawzajem liczyć i wspierać się. We wszystkim, co robimy jest dużo nas samych.

 

Na którym ze szczebli piramidy twojego życia umieściłbyś muzykę?
Muzyka jest dla mnie niewiarygodnie ważna. Przez całe życie grałem muzykę i zawsze czułem, że jestem w tym całkiem dobry. Wydaje mi się, że nawet jeśli moja praca nie byłaby związana z muzyką, nadal grałbym i słuchałbym muzyki, bo ją po prostu kocham. Gdybym miał ją umieścić na piramidzie, znalazłaby się na samym szczycie. Oczywiście jest wiele rzeczy, które nas interesują i są dla nas ważne w życiu, a nie są związane z muzyką, ale najistotniejsze jest to, że możemy nadal robić to, co robiliśmy i mam nadzieję, że będziemy w stanie to robić przez kolejne dziesięć lat.

 

Masz swój ulubiony album?
Mój ulubiony album zawsze się zmienia, ale albumem, który kocham najbardziej jest prawdopodobnie nadal "To Lose My Life...", ponieważ dał nam wszystko, całą naszą karierę i życie. Jesteśmy szczęśliwi, że nadal możemy grać te piosenki, a publiczność nadal je kocha. Wydaje mi się, że wielu naszych fanów - podobnie jak my - odczuwa nostalgię do tego albumu. Może zawarte na nim utwory nie są koniecznie moimi ulubionymi, ale zdecydowanie jest to album, który kocham najmocniej.

Chciałbyś wrócić do tego stanu umysłu, w jakim byliście podczas pracy nad debiutem?
Tak, ponieważ tworzenie pierwszego albumu jest najbardziej ekscytujące - nie wiesz, co robisz, wciąż uczysz się, jak to zrobić, a w dodatku pracujesz nad tym albumem całe swoje dotychczasowe życie. Zaczęliśmy tworzyć tamte utwory, kiedy mieliśmy czternaście lat... Ekscytujące jest zebrać całe swoje dzieciństwo na tym pierwszym albumie i złożyć to razem. Byłoby przyjemnie wrócić do tego stanu umysłu i wydaje mi się, że staramy się to robić przy każdym kolejnym wydawnictwie. Kiedy zaczynam z Charlesem pisać nowy materiał, odzyskiwanie kreatywności zawsze zajmuje nam dużo czasu, musimy pracować przez kilka tygodni, zanim napiszemy dobrą piosenkę. Nadal mamy trochę tego podekscytowania, które towarzyszyło nam przy tworzeniu pierwszego albumu.

 

Ostatnio wydaliście dwa nowe utwory, jakie są plany na kolejny rok?
Latem nagraliśmy kilka piosenek, które będziemy wkrótce publikować. Zawsze myślimy o tym, co będzie dalej, ale ten rok był dla nas bardzo pracowity, dużo koncertowaliśmy. Po zakończeniu trasy z okazji dziesięciolecia "To Lose My Life..." zwolnimy, zrobimy sobie kilka miesięcy wolnego. W przyszłym roku zaczniemy myśleć o tym, co będzie dalej. Mam nadzieję, że zaczniemy pisać, ale chcielibyśmy spędzić też trochę czasu w domu i odpocząć.

 

Jak będzie wyglądał wasz warszawski koncert?
Zagramy wszystkie utwory z pierwszego albumu w takiej samej kolejności, w jakiej znajdują się na nim, a następnie kilka innych piosenek z innych albumów. Mam nadzieję, że zagramy wszystko to, co publiczność chciałaby usłyszeć.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive