FRONTSIDE

Warkoczyki i tolerancyjny biały samiec, czyli jak nie pisać o Ninie Kraviz

Czekałem aż opadnie kurz po aferze z warkoczykami Niny Kraviz, by po raz kolejny utyskiwać na media społecznościowe w rękach artystów i artystek, szczególnie klubowych i szczególnie tych najbardziej uprzywilejowanych. I o to dzisiaj zahaczymy, ale niestety po drodze pewien polski portal o muzyce klubowej umieścił tekst, który zmienił moje plany. Ale po kolei.

Skrót sytuacji dla tych, których szczęśliwie ominęła kolejna wojna podjazdowa w mediach społecznościowych. Nina Kraviz, jedna z najpopularniejszych DJ-ek na świecie (poza kręgiem EDM) z okazji trasy po Stanach Zjednoczonych zrobiła sobie cornrowsy, a zatem warkoczyki dość naładowane rasowo. Woke internet zareagował, Nina odpowiedziała, w zasadzie każdą kolejną wypowiedzią pogrążając się coraz bardziej. Zaczęło się od relatywnie niewinnego, choć butnego mogę nosić to, co chcę, przeszło do wzywania czarnoskórych znajomych na pomoc, tropienia cornrowsów do Wikingów (klasyczny argument "kolega historyk", ale jak się okazało, był to po prostu niezbyt merytoryczny portal Quora), stwierdzenia, że ludzie zza Uralu nie są biali, a skończyło na nazwaniu Frankie z Discwoman rasistką (nie zgadniecie, ale Frankie nie tylko nie jest biała, ale walczy z różnymi formami opresji całe życie).

 

Nie będę wchodził w zagadnienie egzystencjalne cornrowsów - dość powiedzieć, że apropriacja kulturowa zachodzi wtedy, kiedy między kulturami istnieje bądź istniała relacja przemocy. A zatem mogę przebrać się za Wikinga, ale raczej nie powinienem biegać z pióropuszem na głowie. W kraju, w którym wciąż standardem humoru jest konstrukcja "chłop za babę" lub "biały za czarnego" to dość egzotyczny koncept, ale cóż, tak jest i raczej nie ma co z tym dyskutować. Biały człowiek zabrał już wystarczająco dużo, nie ma potrzeby dalszej eksploatacji, szczególnie w obrębie kultury klubowej, zbudowanej na ruchach zapoczątkowanych przez mniejszości seksualne i rasowe. Ale OK, załóżmy, że Nina Kraviz zrobiła sobie cornrowsy niewinnie, może z błogosławieństwem swoim niebiałych znajomych.

Na tym byłby koniec historii, w dobie pióropuszy na festiwalach jak Coachella i Open'er szerokie, karawana poszłaby dalej. Ale Nina nie odpuściła, kopała coraz głębszy rów szuflą ignorancji i arogancji, aż dokopała się do momentu, w którym mogła orzec, że czarni nie mają prawa przywłaszczać sobie słowa "getto", bo Europa ma inną historię. Wow to za lekka reakcja, ale Twitter ma wiele ofiar na swoim koncie i tendencję do zaciemniania umysłu. Lekcja najważniejsza - jeśli jesteś w oku gównoburzy, to siedź cicho, za kilka dni będzie spokojnie. Lekcja nie mniej ważna - nie wkopuj się w dyskusje o kulturze i historii bez odpowiedniego przygotowania. I nie, Quora to nie jest miejsce do wyszukiwania informacji, ba, nawet z Wikipedią może być problem.

 

I na tym byśmy skończyli, bo rzeczywiście karawana idzie dalej, Nina Kraviz raczej nie straci bookingów (zresztą nie sądzę, że byłoby to dobre wyjście), może nauczy się trochę pokory. A może nie, ale to nieważne, bo zaraz na Twitterze ktoś znowu palnie jakąś głupotę i taniec zacznie się na nowo. Z jakiegoś powodu, może husarskiego obowiązku, może naturalnej potrzeby właściwej pseudoapolitycznym jednostkom z zakonu "skupmy się na muzyczce", Paweł Niedzielski postanowił na Muno użyć argumentu ostatecznego. Mianowicie: Co z tolerancją, skoro nie tolerujemy?! No właśnie Paweł, co? Bo w twoim tekście nie ma zbyt wiele treści, są za to seksistowskie uwagi o urodzie Niny, wielkie zdjęcie Jennifer Lopez i sporo pustosłowia skwitowanego: Tak wiele pytań, tak mało odpowiedzi. Pod rozwagę. Pomijam to, że w taki sposób kończy się opisy filmów w programie telewizyjnym i to, że zbyt wielu pytań nie zarejestrowałem, ale chętnie pomogę!

 

Naturą internetowych gównoburz jest ich immanentne dążenie do eskalacji. Znacie to z wielu internetowych "dyskusji" - zaczynamy na przykład od 500+, skończymy na Hitlerze. Dlatego warto w odpowiednim momencie się wycofać. Od któregoś momentu problemem nie była fryzura Niny, ale jej uparta walka na ślepo, podgrzewana z jednej strony głosami wsparcia, z drugiej potępienia. Nie sądzę, że artystka jest rasistką, raczej ma deficyt kulturowej empatii, właściwy ludom zamieszkałym na wschód od Odry i Nysy Łużyckiej. Ten deficyt połączony z pozycją władzy dał opłakane skutki, a Pawłowi Niedzielskiemu kolejny powód, żeby tropić ten straszliwy terror poprawności politycznej. Przykro mi to pisać, ale jeśli ktoś zajmujący się kulturą klubową nie zdaje sobie sprawy z rasowego naładowania jej historii, to się na tej kulturze po prostu nie zna. Muno to w tym momencie największy portal o muzyce klubowej w Polsce, można mieć nadzieję na chociaż odrobinę odpowiedzialności przy zamieszczaniu takich "artykułów" - wystarczy zajrzeć do komentarzy na facebooku, by znaleźć standardowy zestaw białych samców heheszkujących na granicy rasizmu i dobrego smaku. Jako ludzie tworzący kulturę klubową mamy obowiązek budować świadomość i inkluzywność. Szkoda, że tak wielu zawodzi tak często.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive