FRONTSIDE

Gruzja: My to strach, lęk, zazdrość, głowa w dupie i resentyment

Gruzja to chyba najciekawszy byt działający na polskiej scenie black metalowej w ostatnich latach. Nie mam na myśli nawet samej muzyki, choć ta jak najbardziej trzyma bardzo wysoki poziom, w większym stopniu nawiązuję do specyficznego PR-u zespołu, na zasadzie którego ty, drogi słuchaczu, masz być obrażany.

Masz być obrażany i obrażać, obrzucać się obelgami z zespołem, a na koncercie skandować kibicowskie hasła pokroju: Jebać Gruzję!. Ile w tym prawdy, ile żartu? Na to i inne pytania lakonicznie odpowiedział jeden z Gruzinów, którego tożsamość odkryjecie dopiero po kilku wycieczkach do Batumi.

 

Łukasz Brzozowski: Zgodnie z tytułem najnowszej płyty, na nas pomysłu nie macie. A na siebie?

Gruzin: Ty mi powiedz.

 

"Jeszcze nie mamy na was pomysłu" to krążek wydany w mniej niż rok po debiucie. Po co ten pośpiech? Chcieliście wywiązać się z rzuconej pół żartem, pół serio deklaracji o opublikowaniu drugiej płyty w tym samym roku?

Deklaracja nie była żartem. Wydaliśmy dwie płyty, bo tyle wydać chcieliśmy.

 

Gruzja funkcjonuje obok tak zwanej sceny, ale czy przytłaczająco pozytywny odbiór debiutu w pewnym stopniu wywołał jakiś poziom stresu, czy może - parafrazując tekst "800 zł" - chuj z nim?

Chuj z nim, a tobie w sumie w dupę.

Duża część słuchaczy postrzega was jako żart - a bo źle interpretowane teksty, a bo facebookowy fanpage, a bo niekonwencjonalny image. Jak bardzo ten osąd jest zgodny bądź niezgodny z prawdą?

Być może Gruzja to żart o powadze, a być może bardzo poważnie mówimy o żarcie. Nie mogę sprecyzować, bo naruszyłoby to istotę naszej wycieczki do Batumi.

 

Gruzja to byt, który konsekwentnie kpi z koleżeńsko-piknikowego charakteru polskiej sceny black metalowej, na ile jednak rzeczona postawa o charakterze na kolegów złego słowa nie powiemy wzbudza wasze politowanie, a na ile złość?

Nie mamy niestety na tyle dystansu, żeby było to politowanie. Hipokryzja i obłuda może wzbudzać co najwyżej pogardę, a to mocno osadzona w środowisku metalowym postawa, jesteśmy więc wierni domniemanym korzeniom. Nie ma bowiem chyba środowiska o większym odsetku kalek emocjonalnych, reakcyjnych kretów i rupieci niż scena metalowa, stąd też w dużej mierze entourage poważnych książąt ciemności o stalowych skrzydłach. Nie polecimy nigdzie. My to strach, lęk, zazdrość, głowa w dupie i resentyment. Niewiele więcej.

 

"Jeszcze nie mamy na was pomysłu" to także większa niż dotąd gama nawiązań do wielu klasyków polskiej piosenki, ale teraz przedstawionych dosadniej niż na debiutanckim albumie. Chcecie w ten sposób dokładniej wyłuszczyć słuchaczom te wątki czy po prostu tak wyszło?

Lubimy starocie, w myśl zasady kiedyś to było... Czyli dokładnie tak, jak scena, z której - jak twierdzą niektórzy - się wywodzimy.

 

Odnoszę wrażenie, że wasz najnowszy materiał najumiejętniej broni się w tych momentach, gdy jego drogi nie przecinają się z metalem. Świetnie radzą sobie "Grues" bądź jawnie parodiująca dokonania Justyny Steczkowskiej "Kamera Dionizosa", aczkolwiek zauważyłem, że na żywo macie pewne problemy z odpowiednią aranżacją tych numerów. Z czego to może wynikać?

"Grues" nie gramy, z "Kamerą Dionizosa" problem mamy taki, że nasz wokalista nie potrafi śpiewać. Nie on jednak pierwszy w historii jest wielkim frontmanem i marnym śpiewakiem jednocześnie.

 

Gruzja od strony internetowej obraża wszystko i wszystkich, istnieją w ogóle jakiekolwiek limity w waszej memiarsko-przaśnej działalności? Coś, z czym jednak byście przystopowali?

Były i będą oczywiście takie momenty, niemniej bawi mnie, gdy ludzie kpiący i szydzący na naszej stronie spierdalają, gdy ktoś tknie ich patykiem ubrudzonym kupą. Nienawidzimy was wszystkich, skurwysyny.

Wasze teksty pozornie wydają się po prostu wulgarne i muśnięte nutą grafomaństwa, tak przecież charakterystyczną dla polskiego black metalu. Na ile jednak jest to coś dosłownie patologiczno-bezpośredniego, a na ile wisi w tym pewna metafora rozpaczy i goryczy dwudziestopierwszowiecznego człowieka egzystującego w wielkim mieście?

Pod koniec dnia każdy z nas jest cielakiem swojej pani i nie chcielibyśmy przez życie przejść, brodząc w gnoju. Wiemy jednak, czym gnój jest i jak to jest robić mu dobrze. Chyba zamiast zapadać się w depresyjną niemoc, zakładamy na twarz delikatny uśmiech i w kolorowych wdziankach po prostu... idziemy dalej?

 

Czy według Gruzinów to właśnie demony współczesnego życia w miejskim zgiełku są czymś dużo straszniejszym od jasełkowego diabła ochoczo wpychanego w black metal od samych początku jego dziejów?

Nawet moja pozycja pracy przy komputerze jest straszniejsza od diabła.

 

Czujecie satysfakcję z tego, że duża część słuchaczy i obserwatorów nie kupuje konwencji Gruzji?

Powiem więcej, czulibyśmy się urażeni, gdyby ta duża część ją kupowała. Mamy natomiast nadzieję, że wciąż będą się na nas wiadra pomyj wylewać. Nam te pomyje na młyn.

 

W ostatnich dniach października zakończyliście weekendową trasę z Trupem i Truchłem Strzygi. Jak oceniacie to połączenie w charakterze żaru i energii wydobywanej na żywo? Czy cały ten cykl koncertowania zbliżył Gruzję do rychłego rozpadu?

Żar płynął gęstym strumieniem po śniadaniach na Orlenie, strzeż się tych miejsc. O cykl niech martwią się wasze matki i siostry.

W lutym wywołaliście zamieszanie, udostępniając na fanpage'u okładkę magazynu Noise z dorysowanym przez was penisem na sylwetce wokalisty In Twilight's Embrace. Zrobił się z tego niemały skandal, a wytykaniu was palcami nie było końca. Czy z perspektywy czasu Gruzini żałują tego jakże ciekawego PR-owego posunięcia?

Nie żałujemy umieszczenia kutasa na zdjęciu zespołu, którego twórczość uznaliśmy gremialnie za mniej poważną niż nasza własna. Głębsza analiza fenomenu, z uwzględnieniem osobistych uraz i nieuzasadnionych oskarżeń wobec wszystkich, dostępna u scenicznego Wernyhory - na Podlasiu.

 

Ptaszki ćwierkają, że okładka "Jeszcze nie mamy na was pomysłu" to tak naprawdę odpowiednio przerobione zdjęcie jednego z wokalistów zrobione w momencie, gdy ten stracił część uzębienia w wyniku wypadku rowerowego. Ile jest w tym prawdy, o ile jakaś w ogóle?

To prawda.

 

Czy jesteście w stanie obiecać, że z wydaniem trzeciej płyty poczekacie do 2020 roku?

Tak. Obiecujemy jednocześnie, że w 2021 wydamy dopiero piątą. Słowo Gruzina więcej warte od kłamstwa.

 

W "Kamerze Dionizosa" prosicie o obciągnięcie skóry z oczu. Czy prośba została spełniona przez waszych wielkodusznych fanów?

Trudno powiedzieć, bo cały czas gówno widać.

fot. Ochen Photography


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive