FRONTSIDE

Chromatics - "Closer to Grey"

80%

Dla fanów Chromatics ogłoszenie dużej trasy koncertowej - pierwszej od pięciu lat - było szczególnym wydarzeniem, z którym nieodparcie kojarzyła się nadzieja na nową muzykę. Wytwórnia Italians Do It Better zawyżała oczekiwania, obiecując "ukończenie nowego albumu w przerwie pomiędzy koncertami w Ameryce a tymi w Europie". Jakkolwiek zespół istotnie wywiązał się z tego zadania, wydając niespodziewaną płytę tuż przed wznowieniem występów, chyba mało kto spodziewał się, że obietnica zostanie spełniona właśnie w taki sposób.

"Closer to Grey" nie jest długo oczekiwanym "Dear Tommy", ale według pogłosek praca nad "Tommym" nie została porzucona, album ukaże się w przyszłości. Niezależnie od nieoficjalnych doniesień, wydaje mi się wątpliwe, aby zespół nagle porzucił takie nagrania, jak opromienione chwałą "Twin Peaks", wykonywane w jednym z odcinków trzeciego sezonu "Shadow" czy też niedawno wznowione "I Can Never Be Myself...". Piosenki te wciąż stanowią zresztą podstawę koncertów Chromatics, podczas kiedy utwory z nowej płyty są na nich nieobecne.

 

Tytułowe nagranie "Closer to Grey" zostało wydane w 2014 roku i łatwo odnieść wrażenie, że nowe wydawnictwo to kolekcja odrzutów z sesji do "Tommy'ego". Sia zdobyła status gwiazdy pop dzięki nagrywaniu niechcianych kawałków napisanych z myślą o innych artystach, niemniej takie porównanie nie jest sprawiedliwe. Adekwatniejszym zestawieniem mogłoby być "Endless" Franka Oceana, chociaż tamten krążek był przemyślniej skonstruowany. Ocean wydał go zresztą głównie w celu zwolnienia się z dotychczasowego kontraktu płytowego i nie umiem wyobrazić sobie Johnny'ego Jewela nagle opuszczającego wytwórnię, której jest głównym filarem. Najbardziej interesuje mnie jednak to, czy różnica pomiędzy "Closer to Grey" a "Dear Tommy" będzie tak dostrzegalna, jak pomiędzy eksperymentalnym "Endless" a bardziej przebojowym "Blonde".

 

Trudno nazwać ten album przełomowym dla Chromatics, ale jest bardzo dobrym krążkiem łączącym wszystko to, do czego przyzwyczaił nas zespół z Portland. To muzyczny koktajl, w którym mieszają się dream pop, electro, indie rock z lat 80., a nawet italo disco. Podobnie jak w wypadku poprzednich wydawnictw, istotną rolę pełnią covery. Początek to stonowana wersja "The Sound of Silence", porównywalna w minimalistycznej interpretacji z wcześniejszą adaptacją "I'm on Fire". Nie oznacza to, że "Closer to Grey" jest leniwe, Jewel wprowadza nowe elementy do brzmienia Chromatics - w "Light as a Feather" słyszymy niemal hip-hopowe bity. W drugiej połowie producent zdradza z kolei zainteresowanie muzyką filmową - ujawnione już wcześniej przy pracy nad "Twin Peaks" - w instrumentalnym "Love Theme" i "Whispers in the Hall" kreując atmosferę rodem z zapomnianego horroru z lat 70. Przewijającym się motywem jest upływ czasu, nie tylko dzięki tekstom o niemal apokaliptycznej wymowie, sugestiom kończącego czasu i powtarzającej się przemocy, ale także chętnie wykorzystywanemu efektowi tykającego zegara.

 

Zespół odnosi sukces wtedy, kiedy jego utwory charakteryzują się największą prostotą. "Closer to Grey" jest przepełnione większym światłem niż poprzednie płyty Chromatics. Zespół brzmi śmielej i bardziej wyraziście niż kiedykolwiek wcześniej. Tytułowe nagranie to przebój w stylu The Human League; uważane chyba za singiel (doczekało się jako pierwsze teledysku) "You're No Good" zachęca do żywiołowego tańca; a "Move a Mountain" to najbardziej pastoralne nagranie w dyskografii grupy. W kontraście znakomite "Twist the Knife" przekrzywia syntezatorowe brzmienie pozornie tylko popowej piosenki w kierunku bardziej industrialnych skłonności Johnny'ego Jewela. Najmocniejszym utworem jest jednak zdecydowanie najbardziej rozbudowane, ośmiominutowe "On the Wall" - reinterpretacja piosenki The Jesus and Mary Chain z "Darklands". Ten burzliwy, dramatyczny utwór buduje tak podniosły nastrój, że konieczne wydaje się potem rozładowanie atmosfery przez eteryczne "Wishing Well".

 

"Closer to Grey" rozpala apetyt na większą ilość nowego materiału od Chromatics, potwierdzając utrzymującą się, wysoką formę Johnny'ego Jewela. Jednocześnie należy wspomnieć, że - w odróżnieniu od chociażby wspomnianego Franka Oceana przed 2016 rokiem - zespół nigdy nie zniknął z pola widzenia i regularnie wydaje nowe materiały. W przyszłym roku, nawet jeśli "Tommy" nie doczeka się premiery, czeka nas chociażby album Kraków Loves Adana, wyprodukowany przez Jewela. Jeśli perfekcyjność producenta doprowadzi do ostatecznego wydania "Dear Tommy", jeszcze lepszego niż intrygujące "Closer to Grey" - będzie to niepodważalnie najlepszy krążek amerykańskiej formacji. Tej płycie do tego określenia bardzo niewiele brakuje.


Italians Do It Better/2019



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive