FRONTSIDE

Drab Majesty: Koncert nie ma sensu, jeżeli nie angażuje wzroku

Życie w trasie stało się ich codziennością i chociaż jest to nie lada wysiłek, przynosi wymierne efekty - z miesiąca na miesiąc fanów i fanek Drab Majesty przybywa, a pod koniec października po raz kolejny wystąpią w Polsce.

Jarosław Kowal: Doświadczyliście na tej trasie czegoś, co nie wydarzyło się na żadnej z wcześniejszych tras?
Deb Demure: Właściwie nie. Na pewno fajnie było zrobić sobie przerwę w Atenach i trochę pozwiedzać - zrobiliśmy sobie krótkie wakacje w środku trasy - ale tym razem mamy bardzo napięty grafik. Nie mam żadnych szalonych historii do opowiedzenia, na tym etapie to działa już jak dobrze naoliwiona maszyna.

 

A jak wspominasz Polskę? Byliście tutaj już kilka razy.
W Gdańsku weszliśmy na szczyt Bazyliki Mariackiej, pokonanie tych wszystkich schodów było niezłą rozrywką. Uwielbiamy kręcić się po miastach, do których przyjeżdżamy i mam nadzieję, że uda się nam coś jeszcze zobaczyć. Ta trasa jest bardzo wymagająca i nie ma zbyt wiele czasu na zwiedzanie, co bardzo mnie boli, ale tak to już chyba jest, kiedy grasz jako headliner i musisz stawić się w klubie o wczesnych godzinach. Dochodzą do tego jeszcze odległości, które trzeba pokonać z miasta do miasta i długie soundchecki, a w rezultacie niewiele więcej można zrobić.

Politycy na całym świecie coraz częściej idą w kierunku zamykania się w granicach własnych państw, czego przykładem może być Brexit. Myślisz, że wyruszanie w tak długie trasy może stać się trudniejsze w przyszłości?
Zobaczymy, jak to będzie, ale dla nas pieniądze nie są najważniejsze. Sama podróż sprawia nam wiele radości. Poznawanie nowych ludzi i ich otoczenia, poznawanie nowych kultur - to dla nas najcenniejsza waluta. Będziemy grać tak dużo i tak często, jak tylko będzie to możliwe, niezależnie od wszelkich politycznych zawirowań. Mam nadzieję, że nigdy nie będzie to stanowiło większego problemu i zawsze znajdą się jakieś alternatywne kluby, gdzie będziemy mogli wystąpić.

 

Często jesteście porównywani do zespołów z lat 80., ale czy gdybyście faktycznie tworzyli w latach 80., to wasza muzyka mogłaby się cieszyć komercyjnym sukcesem?
Wydaje mi się, że jakość komponowania muzyki w latach 80. była nieco wyższa, bardziej przemyślana i zaawansowana, stawiała przed słuchaczami większe wyzwanie. W tym sensie wydaje mi się, że pasujemy do lat 80. Utrzymujemy w Drab Majesty wysoki standard komponowania, dbamy o tworzenie ciekawej palety harmonii. Znaczna część muzyki ze sceny post-punkowej, z którą jesteśmy wiązani, jest dla mniej rozczarowująca. Oczywiście jest trochę naprawdę dobrych rzeczy, ale większość z nich jest zupełnie przeciętna.

 

Często wspominasz, że stosujesz struktury dźwiękowe zaczerpnięte z muzyki folk, kiedy komponujesz muzykę dla Drab Majesty, a myślałeś kiedy o tym, żeby opublikować waszą muzykę właśnie w takim akustycznym wydaniu?
Na pewno na jakimś etapie chcielibyśmy to zrobić. Może akustyczną EP-kę z nowymi wersjami już opublikowanych utworów albo zupełnie nowe kawałki - jeszcze nie wiem. Wydałem jeden akustyczny utwór, ale nie łatwo go znaleźć. To nie jest oficjalna kompozycja Drab Majesty, choć wydana pod tym szyldem - nazwa się "Cannibal".

Na pewno wyróżnia was też to, jak wyglądacie i jak prezentujecie się na scenie. Dzisiaj zespoły, które nie grają w wielkich halach na tysiące osób najczęściej o to nie dbają - wyglądają tak samo na scenie i poza nią, co z jednej strony jest fajne, bo szczere, ale z drugiej równie fajnie jest dać się ponieść i poczuć się na koncercie jak na innej planecie.
Zgadzam się całkowicie. Strona wizualna jest bardzo ważna na naszych koncertach, chcemy przekazywać komunikat dla całego ciała, a nie tylko dla jednego zmysłu. Nie rozumiem sensu koncertu, jeżeli w żaden sposób nie angażuje wzroku i nie daje mu niczego do zinterpretowania. Żeby wydarzenie było kompletne i miało właściwą moc, musi działać na tych kilku poziomach, podchodzimy do tego bardzo poważnie.

 

Bardzo się to różni, kiedy gracie w mniejszych, intymniejszych salach i kiedy gracie w halach albo na festiwalach?
Na pewno przy pewnej wielkości sali intymność koncertu znika, myślę, że dzieje się to gdzieś pomiędzy półtora tysiącem osób a dwoma tysiącami. Scena jest wtedy zbyt duża, jesteś zbyt oddalony od publiczności i trzeba przygotować znacznie większą produkcję. Na razie nie mamy tego problemu, ale jeżeli będziemy regularnie grywać w tak dużych klubach, to na pewno będziemy musieli przemyśleć oprawę naszych koncertów.

 

A gdybyś miał do dyspozycji wszystkie pieniądze świata, jak wyglądałby wasz wymarzony koncert?
Prawdopodobnie wybudowałbym całą katedrę albo jakieś inne uduchowione miejsce. Coś pomiędzy twórczością Jamesa Turrella a wnętrzem starej katedry z wyjątkowym ołtarzem, gdzie publiczność czułaby się jak w pomieszczeniu przeznaczonym do medytacji.

Skoro te dwa aspekty - dźwięk i obraz - są tak istotne dla twojej działalności, czy większą tragedią byłaby utrata słuchu, czy utrata wzroku?
To najtrudniejsze pytanie na świecie... Kiedy tracisz wzrok, cały świat wokół staje się czymś zupełnie nowym, kompletnie zmienia się sposób, w jaki się w nim poruszasz. Nagle musisz żyć w całkowitej ciemności, nigdy już nie zobaczysz twarzy ukochanej osoby, nigdy nie zobaczysz nieba, nie wiesz nawet nic o pogodzie, poza tym, czy jest zimno, czy ciepło, nie możesz zobaczyć nawet siebie samego... Wydaje mi się, że jest znacznie więcej negatywnych skutków utraty wzroku, pewnie szybciej pogodziłbym się z utratą słuchu i nauczyłbym się czerpać przyjemność wyłącznie z działań związanych ze sztuką wizualną.

 

Na scenie zmienia się tylko twój wygląd czy wczuwasz się też w postać i zmienia się także twój sposób myślenia?
Zdecydowanie wczuwam się, a kiedy pojawiają się jakieś problemy techniczne, mam problem z zanurzeniem się w ten świat i w tę postać. Koncert to bardzo delikatne przedsięwzięcie - jeżeli coś pójdzie niezgodnie z planem, natychmiast wybija mnie z nastroju i wybija z nastroju także publiczność. Żeby mogło się udać, wszystko musi zostać zrealizowane idealnie, a wtedy - przysięgam ci - nie pamiętam nawet, co robiłem na scenie. Zazwyczaj przypomina to medytacje, często mam zamknięte oczy i wczuwam się w emocje, a to prowadzi do przemiany i pewnego rodzaju odcięcia. Później często sam nie wiem, co się działo pomiędzy początkiem a końcem koncertu. To trochę jak przeżywanie snu.

Co robisz, żeby dotrwać do końca, kiedy koncert nie idzie zgodnie z planem?
Czasami to bywa okrutne i pozostaje mieć tylko nadzieję, że z perspektywy publiczności jest przynajmniej znośne. Nie ma innego wyjścia, trzeba po prostu grać dalej i dać z siebie wszystko w takich warunkach, jakie są. Nawet na tej trasie mieliśmy taki koncert - odsłuchu nagle przestały działać, więc niczego na scenie nie słyszeliśmy i nie mogliśmy dalej występować. Musieliśmy zejść, techniczni zaczęli naprawiać usterkę, co zajęło z piętnaście minut i niektóre osoby zaczęły już opuszczać klub. W takich sytuacjach nie można wrócić do pierwotnego nastroju. To naprawdę tragiczne momenty i stracone okazje na nawiązanie więzi z innymi ludźmi.

 

Te dwie osoby - ta, którą się urodziłeś i ta, którą stworzyłeś - znacznie się od siebie różnią? Jest coś takiego, co jedna z nich zrobiłaby, a druga nigdy by sobie na to nie pozwoliła?
Ciekawe pytanie... Wydaje mi się, że są od siebie bardzo oddzielone. Ta sceniczna postać tak naprawdę nie ma żadnej osobowości, pełni tylko bardzo podstawowe funkcje. Kiedy piszę na przykład post do sieci jako Deb Demure, jest to gdzieś pomiędzy moim własnym językiem a tym drugim umysłem, ale tak naprawdę sam nie wiem, jak to działa. Deb jest bardziej jak naczynie niż w pełni ukształtowana postać. Nie ma określone postawy, sposobu chodzenia czy mówienia. To naczynie, za pośrednictwem którego próbuję przekazać tę muzykę.

 

Co jest gorsze - pierwszy dzień trasy koncertowej czy ostatni?
Wszystko zależy od trasy. W przypadku tej myślę, że pierwszy dzień będzie najgorszy, ponieważ już kiedy zaczynaliśmy, byliśmy bardzo zmęczeni po sześciotygodniowym wyjeździe zorganizowanym dosłownie chwilę wcześniej. Nie było czasu na odpoczynek. Myślę, że ostatni dzień przyniesie satysfakcję po w sumie czterech miesiącach w podróży.

 

Drab Majesty wystąpi w Polsce na trzech koncertach: 22 października w Pod Minogą w Poznaniu, 23 października w Drizzly Grizzly w Gdańsku24 października w stołecznej Hydrozagadce.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive