FRONTSIDE

Interference Festival: Batushka na koniec świata

8-9 listopada - to data końca świata wytypowana przez Macieja Szupicę (artystę związanego ze sztuką wideo, niegdyś muzyka Dick4Dick, a także dyrektora artystycznego Interference Festival) oraz Bartłomieja Krysiuka (lidera Batushki). Ich wspólne przedsięwzięcie po raz pierwszy wprowadzi black metal na deski teatru i stworzy nowy, nieoczywisty kontekst dla najbardziej ekstremalnej muzyki, jaką stworzył człowiek.

Jarosław Kowal: Manifest, który powstał przy okazji tegorocznej edycji Interference Festival jest jednoznacznie apokaliptyczny, ale czy to przede wszystkim wizja artystyczna, czy faktycznie nie widzicie już nadziei dla gatunku ludzkiego?
Maciej Szupica: Warto takie manifesty pisać, żeby skłonić ludzi do refleksji i zmienić ich sposób myślenia. Każdy z nas ma nadzieję, że w pewnym momencie ludzie się obudzą i zaczną działać w taki sposób, żeby nie doprowadzać do zniszczenia planety, która dała nam życie i żywi nas, a którą w zamian obrzucamy plastikiem i trujemy. Manifesty, które mają mocno wybrzmiewać powinny być radykalne i na pewno w tym kierunku chcieliśmy pójść.

 

Radykalna jest także muzyka Batushki, ale to nie jest muzyka, która kojarzy się akurat z takimi manifestami. Jeżeli są jeszcze jakieś otwarcie proekologiczne zespoły black metalowe, to na pewno są w mniejszości.
Bartłomiej Krysiuk: No właśnie, więc dlaczego by nie? Ktoś musi być pierwszy. Mam świadomość, że black metal jest formą ekstremalnej sztuki, natomiast nie wadzi to w tworzeniu takiego przesłania. Black metal nie koniecznie musi być tylko zniszczeniem. Wpisujemy się w przesłanie festiwalu i chcemy połączyć dwie dziedziny sztuki, które są od siebie dalekie.

Tak się dziwnie składa, że działania proekologiczne nie są w smak każdemu - z jakiegoś trudnego do zrozumienia powodu konserwatywni politycy zwalczają je, choć nawet gdyby faktycznie nic nie zagrażało naszej planecie, nie udławilibyśmy się przecież od czystego powietrza. Czy w związku z tym wasz manifest można traktować także jako deklarację polityczną?
MS: Każdy z nas ma jakieś poglądy polityczne, ale w działaniach związanych ze sztuką niechętnie łączę te dwie kwestie, chyba, że ma to związek z czymś naprawdę bardzo rażącym. W tym wypadku, zwłaszcza w polityce polskiej, jesteśmy w bardzo dziwnym grajdołku i trudno na to patrzeć z perspektywy globalnej. Sprzeciw wobec PiS czy PO to dla mnie zupełnie niepotrzebne działanie, szkoda na to czasu. To, o czym mówimy w tym manifeście czy w naszym przesłaniu artystycznym jest ponad polityką - mówimy o podejściu człowieka jako gatunku. Lepiej jest zajmować się kwestiami globalnymi niż zaglądać jedynie do własnego ogródka.

 

BK: Jeżeli chodzi o muzykę ekstremalną, to ciężko uniknąć kwestii politycznych. Wiadomo, że jesteśmy w tym środowisku przeciwko obecnej władzy i jej przesłania, ale w tym projekcie faktycznie staramy się od tego uciec, to są kwestie znacznie ważniejsze.

 

Niedawno relacjonowałem koncert Behemoth, a następnego dnia dostałem kilka maili z żądaniami usunięcia tekstu pod pretekstem obrazy uczuć religijnych. Nie obawiasz się, że tutaj reakcje mogą być dokładnie odwrotne - dla części słuchaczy taki przekaz w black metalu będzie zbyt pozytywny, zacznie przypominać to, co Euronymous określał jako life metal.
BK: Z perspektywy Batushki, nazwy zespołu i całej tej sytuacji, która ciągnie się już od dziesięciu miesięcy nie obawiam się żadnych kontrowersji. Jest grono osób, dla których nie ważne, gdzie będziemy występować i co wykonywać, zawsze będzie to budziło sprzeciw. Na pewno nie da się więc uniknąć kontrowersji. Nazywanie nas white metalem czy nawet chrześcijańskim metalem już było, pojawia się to właściwie od samego początku istnienia zespołu i non stop wracają pytania o to, czy niesiemy religijny przekaz. Wiąże się to z tym, że nie opowiadamy się po żadnej ze stron, pozostawiamy słuchaczom wybór, z czego mogą czerpać i jakie mogą widzieć w tym inspiracje.

A jak to się stało, że artyści z tak różnych środowisk nawiązali współpracę?
MS: [śmiech] Nie spotkaliśmy się dopiero teraz. Znamy się z Bartkiem od ponad dwudziestu lat, pochodzimy z jednego regionu - ja z Białegostoku, Bartek z okolic - i przez kilka lat dojeżdżaliśmy razem do szkoły.

 

To może inaczej zapytam - dlaczego dopiero teraz zaczęliście współpracować?
MS: Czasami drogi się rozchodzą i przez dłuższy czas nie utrzymywaliśmy bliskiego kontaktu. W czasach licealnych po prostu rozmawialiśmy czasami w autobusie i nie pamiętam nawet, czy opowiadaliśmy się już wtedy za jakąś orientacją muzyczną. Po latach spotkaliśmy się w zupełnie innym kontekście.

BK: Gdzieś się cały czas mijaliśmy - Maciek grał z Dick4Dick, ja z innymi zespołami, a teraz w końcu przyszedł ten czas, kiedy możemy coś wspólnie zrobić. Dobrze to rokuje i mam nadzieję, że potrwa dłużej. Jako Batushka chcemy zahaczać o pewne alternatywy, które przez metal i muzykę ekstremalną nie są eksplorowane. Między innymi dlatego wystąpiliśmy na Off Festivalu i w tym kierunku chcemy iść. Podjęliśmy również współpracę z zespołem z Rosji - Oligarch, który wykonuje muzykę elektroniczną w połączeniu z muzyką prawosławną i na pewno coś w przyszłości razem przygotujemy. Nasz występ na Interference Festival jest pokłosiem tych poszukiwań, chcemy stworzyć coś specjalnego i przedstawić także nowe utwory, specjalnie przygotowane na ten występ.

 

No właśnie - jak proekologiczny temat tego przedsięwzięcia łączy się z tekstami Batushki, którym blisko jest do prawosławia?
BK: Podczas bodajże pierwszych pięćdziesięciu koncertów w naszej historii zagraliśmy z wizualizacją przygotowaną przez autorów filmu "Cząstka Podlasia". Udostępnili nam materiały, których nie użyli w filmie, a my stworzyliśmy z tego wizualizację do całej płyty, która pokazuje nasz region i jego przyrodę. Ta wizualizacja podróżowała z nami po całej Europie, ale przy większych festiwalach musieliśmy z niej zrezygnować.

MS: Ta sytuacja na pewno jest dla nas obydwu wyzwaniem. To spotkanie kolegów po latach na zupełnie innej płaszczyźnie. Mój team jest tutaj odpowiedzialny za to, żeby wzmocnić działania Batushki, ale próbujemy to budować wspólnie.

 

BK: Dzięki temu, że pokażemy nasza muzykę w nowym świetle, z nowymi elementami, liczę na dotarcie do innej publiki, do ludzi, którzy na co dzień nie mają do czynienia z taką muzyką. Może dzięki temu nasz przekaz będzie mocniejszy.

MS: To wzmacnianie tego, co już jest mocne, bo Batushka ma bardzo silny przekaz i bardzo wyrazistą oprawę. To projekt - w cudzysłowie, ale też poza nim - bardzo teatralny w przekazie wizualnym i konsekwentny w tym, co robi. Ten zespół nie idzie na kompromisy i bardzo mi to odpowiada, więc myślę, że dosyć szybko dogadamy się, co do samej formy. Jesteśmy teraz tuż przed poważną rozmową na ten temat, więc jeszcze klaruje się, w jakim kierunku ostatecznie pójdziemy. Interference jest dla nas poletkiem doświadczalnym, chcemy przetestować siebie i to w dość ciekawej przestrzeni. Teatr Szekspirowski daje dużo ciekawych możliwości pod kątem realizacji. To nie jest typowa sala koncertowa.

BK: To zupełnie inna przestrzeń do pokazania elementów, które na scenie klubu czy festiwalu nie mogą być w takich sposób zaprezentowane.

MS: Nie chcę jeszcze wszystkiego zdradzać, ale mam ciarki na samą myśl o tym koncercie. Bardzo mi na nim zależało, a to, czy się w ogóle odbędzie z wielu względów nie było takie oczywiste, również politycznych.

Znalazły się osoby, które nieprzychylnie patrzyły na koncert Batushi podczas Interference Festival?
MS: Zawsze się ktoś pojawia, to jest specyfika naszego kraju - ludzie lubią się wypowiadać i w dziewięćdziesięciu pięciu procentach wypowiadają się negatywnie. Jak nie hejt, to przynajmniej jakaś uszczypliwość musi być, bo przecież festiwal zawsze był elektroniczny, a teraz jest metal, no i zaczyna się tłumaczenie. Staram się z tego wymiksowywać, bo jako dyrektor artystyczny mam prawo wprowadzać zmiany. Tutaj wzięło się to z tego, że mamy szóstą edycję, a także z tego, że kończy się nam pewien okres współpracy z miastem Gdańskiem związany z cyklem dofinansowania. To był przewrotny pretekst do sięgnięcia po temat końca świata i ostatniej edycji.

 

W komunikatach dotyczących Interference Festival jest dosłownie jedno zdanie o tym, że będzie to ostatnia edycja, ale czy faktycznie tak będzie, czy to otoczka, którą tworzycie wokół imprezy?
MS: Nawet tak wielkie mózgi, jak Nostradamus potrafiły się pomylić w kwestii końca świata, więc chyba i nam będzie wybaczone, jeśli koniec świata jednak nie nadejdzie. Sądzę też, że nikt z nas nie zmartwi się tym. Jeśli natomiast mówimy o tym, że nastąpi koniec świata, to kontynuowanie festiwalu nie jest możliwe [śmiech]. To raczej zabawa z konwencją niż podchodzenie do tego poważnie i rygorystycznie. Jako artyści możemy sobie pozwolić na taką zabawę formą. Jak to będzie ostatecznie? To pokaże czas. Póki co zapraszamy na ostatnią bibę [śmiech].

 

Przepowiednie o końcu świata mają to do siebie, że się nie wypełniają, więc można założyć, że i z tą będzie podobnie. Czy w takiej sytuacji wasz wspólny projekt będzie kontynuowany także po Interference Festival?
BK: To będzie premierowy spektakl i mamy nadzieję, że będzie miał kontynuację, że będzie można zobaczyć go w całej Europie, a może i dalej.

MS: Takie są plany, ale na razie skupiamy się na tym, żeby przygotować premierę na jak najwyższym poziomie. Akurat ten projekt został zainicjowany przez Batushkę, ja do niego dochodzę, więc zależy mi na tym, żeby z czasem to rozwijać. Działamy z nastawieniem na progres.

Interference Festival odbędzie się 8-9 listopada w Teatrze Szekspirowskim w Gdańsku, więcej informacji TUTAJ.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive