FRONTSIDE

Zabawa w pochowanego. Czarna komedia w białej sukni

76%

Bogacze są dziwni, a ich relacje z ludźmi zaburzone przez ciągłą niepewność, czy aby na pewno każda napotkana przez nich życzliwość nie jest podszyta oczekiwaniem finansowego rewanżu, a przez to często izolują się w wąskim gronie równie bogatych osób (gdybyście zastanawiali się, dlaczego tak często gwiazdy wchodzą w związki z innymi gwiazdami, to właśnie dlatego). W świecie filmu z kolei dziwaczne życie bogaczy ma zazwyczaj to samo oblicze - chcą krzywdzić innych.

To może być ciekawość konającego milionera, który na kimś innym chce przetestować, jak będzie wyglądać śmierć ("Odważny" z Johnnym Deppem), to może być cała banda snobów żerujących na biedzie w ekstremalnych warunkach ("Snowpiercer"), to może być realistyczne wykluczenie ("Joker"), uwspółcześniona wersja niewolnictwa ("Uciekaj!"), a nawet elita z innej planety uprawiająca niewolnictwo konsumpcyjne ("Oni żyją"). Najczęściej wątek ten pojawia się jednak w filmach grozy, gdzie wiąże się albo z sadyzmem uprawianym dla rozrywki, albo z magicznymi rytuałami, znamy to między innymi z "Towarzystwa", "Hostelu", "Nocy oczyszczenia" czy "W mroku pod schodami". "Zabawa w pochowanego" w takim kontekście i na bazie samego opisu może wydawać się niezbyt oryginalna, ale wystarczy poczekać do pierwszego brutalnego zabójstwa, by stało się jasne, że ta czarna komedia ma własną, dziwaczną tożsamość.

Rodzina Le Domas jest wyjątkowo mało ponura (może poza ciocią Helene) i właściwie nikomu w jej szeregach nie spieszy się do składania rytualnej ofiary, a co za tym idzie, elementy komedii są tu nawet silniejsze niż elementy horroru. Duet reżyserski Matt Bettinelli-Olpin i Tyler Gillett (wcześniej stworzyli zupełnie przeciętne "Diabelskie nasienie") sprawnie to wykorzystuje i kreuje atmosferę, w której odcięta głowa, dłoń nabita na gwóźdź czy eksplodujące ciało w całym swoim obrzydlistwie bawią publiczność, zamiast przerażać. Oczywiście tę publiczność, która zrozumie, że zabawie w chowanego rozgrywającej się na ekranie towarzyszy zabawa konwencją pomiędzy twórcami a widzami.

 

Scenariusze tego rodzaju historii mają kilka punktów obowiązkowych - niewinny początek, szereg pułapek i konfrontacji ofiary z poszczególnymi przeciwnikami, odwrócenie ról i zwycięstwo człowieka wywodzącego się z ludu. Historia "Zabawy w pochowanego" (napisana przez kolejny dopiero początkujący duet - Guy'a Busicka i Ryana Murphy'ego) wyróżnia się natomiast tym, że od schematu wcale nie próbuje uciec, pozwala nam czerpać z niego przyjemność (zwłaszcza kiedy Grace - główna bohaterka - musi mierzyć się z kolejnymi przeszkodami) i tylko w kulminacyjnych momentach dokonuje kilku niespodziewanych zwrotów akcji. Takie podejście sprawia, że film bez ambicji do tworzenia wielkiego kina z przesłaniem, nastawiony całkowicie na rozrywkę i podążający krok w krok za gatunkowymi tropami aż do finału wodzi widzów za nos i nie zdradza odpowiedzi na jedyną niewiadomą zawartą w scenariuszu - czy faktycznie istnieją w tym świecie siły nadnaturalne, czy to tylko bujna wyobraźnia obrzydliwie bogatych świrów?

Samara Weaving (jej wujek to Hugo Weaving vel Agent Smith vel Elrond) weszła w główną rolę z taką samą naturalnością, z jaką jej postać zapragnęła życia pod nazwiskiem Le Domas. Na szczęście nie musimy poznawać jej przeszłości, w której pewnie nie znalazłoby się nic ponad banał o współczesnym Kopciuszku, świetnie natomiast przedstawiono jej stopniową przemianę z roztrzęsionej i zszokowanej ofiary w stawiającą opór twardzielkę, ale pokiereszowaną i słabnącą z każdą minutą niczym John McClane w pierwszej "Szklanej pułapce", a nie niezniszczalną na wzór Johna Rambo. Przy okazji śmiem twierdzić, że żadna współczesna scream queen w zakresie modulacji i dynamiki wrzasku nie może się z nią równać.

 

Słabych występów właściwie tutaj nie ma. Adam Brody jako nowobogacki dzieciak i świeżo upieczony mąż jest wiarygodny w swojej irytującej ambiwalencji, Henry Czerny i coraz rzadziej goszcząca na ekranach Andie MacDowell jako jego zgorzkniali rodzice również wypadają świetnie, ale to Nicky Guadagni jako ciocia Helene momentami kradnie całe show. Jej postać to dziwaczne połączenie Cruelli De Mon z Korą Jacksowską, której wyjątkowo nie spodobał się występ w Must Be the Music, a im bardziej jest wkurzona, tym większą wzbudza sympatię.

"Zabawa w pochowanego" choć przede wszystkim śmieszy, prawdopodobnie dość wiarygodnie oddaje to, jak mogłoby wyglądać prawdziwe polowanie niewyszkolonych w zabijaniu, zblazowanych bogaczy. To musiałoby być widowisko pełne chybionych wystrzałów, wypadków, niezgrabnych pościgów i przypadkowych ofiar. Przewrotnie więc mimo że fabuła jest niedorzeczna, zdaje się być całkiem realistyczna, a w dodatku delikatnie podszyta przesłaniem ideologicznym (nie tylko bogaci kontra biedni, także kobieta kontra przypisywane jej role społeczne) i piekielnie rozrywkowa.


Zabawa w pochowanego

Tytuł oryginalny: Ready or Not

USA, 2019

Mythology Entertainment

Reżyseria: Matt Bettinelli-OlpinTyler Gillett

Obsada: Samara Weaving, Adam Brody, Mark O'Brien



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive