FRONTSIDE

To nie śnieg, to sypie Tekashi

Od lat śledzę związki amerykańskiego hip-hopu ze światem (mniej lub bardziej) zorganizowanej przestępczości. Nie jest tajemnicą, że istnieje między nimi swobodny przepływ tkanki ludzkiej. Zresztą to jedno z pierwotnych zadań rapu - snuć opowieści o wykluczonych, a przestępczość jest jej integralną częścią.

Prawdziwi gangsterzy mieszają się tu z fascynatami, a nawet tymi, którzy wkupili się w łaski, szukając ulicznej wiarygodności. Choćby 2Pac był grzecznym chłopcem ze szkoły teatralnej, ale zaimponowało mu złe środowisko - tragiczny finał tej historii znamy aż za dobrze. Kiedy na scenie pojawił się Tekashi 6ix9ine, który otoczył się gangiem Nine Trey Bloods, wiedziałem, że skończy albo w więzieniu, albo w kostnicy.

 

Niespodzianki nie było, Tekashi został schwytany, powiązany z całą masą przestępstw najcięższego kalibru, a jego sprawa została wykorzystana nie tylko przeciwko Nine Trey, ale całemu środowisku hip-hopowemu. Wiemy już od jakiegoś czasu, że wydziały policji największych miast miały lub dalej mają specjalne komórki do rozpracowywania raperów i raperek. FBI czy DEA także bacznie przygląda się scenie. Źródłem tego są oczywiście te tradycyjne powiązania z ulicą, ale też równie tradycyjny rasizm, który przeżera praktycznie każdy szczebel amerykańskiego systemu. Czarny człowiek, który odniósł finansowy sukces jest podejrzany podwójnie, o czym zaświadczy wiele ofiar represji, jak na przykład J Prince, dawny CEO Rap-A-Lot Records, na którego zasadziło się DEA. Sprawy z ostatnich lat, jak na przykład ta Meek Milla, a nawet YNW Melly'ego, który został potraktowany z największą srogością, wciąż pokazują, że raper na wokandzie to dobra okazja, żeby zrobić z niego przykład.

W przeciwieństwie do wyżej wymienionych, Tekashi nie żył prawem ulicy - w najlepszym przypadku zatrudnił podejrzaną firmę ochroniarską, w najgorszym był frajerem, za którego pieniądze gang prowadził swoje biznesy. Więc kiedy przyszło co do czego, ochoczo wskazywał palcem, kto w którym momencie teledysku pokazuje znak gangu, co znaczą dziwne slangowe określenia w tekstach, a nawet kto ma powiązania z Bloodsami (wsypał między innymi Jima Jonesa i Cardi B). Czy człowiek, któremu grozi ponad siedemdziesiąt lat w więzieniu ma prawo się bronić, wykorzystując zeznania do zmniejszenia wyroku? Absolutnie tak. Czy musi być w tym wszystkim wręcz absurdalnie nadgorliwy? Mam wątpliwości, które zresztą podziela spora część świata hip-hopu. I daje temu wyraz w twittach, postach i memach, w których najłagodniejsze określenie na Tekashiego to "snitch" ("kabel"). Szczególnie polecam odcinek State of he Culture, gdzie prawniczka Eboni K. Williams konfrontuje się z Remi Ma (raperką, która trafiła kiedyś za kratki) - jedna reprezentuje prawo zwykłych ludzi do zgłaszania przestępstw, druga broni twardego ulicznego kodeksu milczenia, ale obie zgadzają się, że tęczowowłosy raper idzie stanowczo za daleko, a cała sprawa nabrała absurdalnego wymiaru.

Mimo że w przeszłości podpierano się teledyskami i tekstami utworów w skazywaniu raperów (chociażby w sprawach Bobby'ego Shmurdy czy YNW Melly'ego), to zazwyczaj z ławy oskarżonych można było co najwyżej usłyszeć: To nieprawda, przesadzałem, to tylko takie kozaczenie. Tekashi jest pierwszym człowiekiem, który mówi wymiarowi sprawiedliwości wprost: To żadna przesada, naprawdę goniliśmy dragi i byliśmy rozbójnikami, a to, co widzicie na teledysku, to odbicie rzeczywistości. Nie wiem, jak bym się sam zachował, kiedy groziłoby mi siedemdziesiąt lat w więzieniu, ale myślałbym chociaż trochę o konsekwencjach mojego zachowania - nawet jeśli nie w kontekście innych ludzi, których dotknie moje sypanie, ale także mojego bezpieczeństwa. Tekashi odmówił udziału w programie ochrony świadków, co daje sygnał, że liczy na normalne funkcjonowanie po wyjściu z więzienia - a dzięki nader przykładnej kooperacji może to być relatywnie szybko. Czy naprawdę liczy, że ochrona 24/7 - kosztowna, a do tego skłonna do korupcji - uchroni go przed zemstą Nine Trey Bloods albo nawet jakiegoś krewkiego fana, podgrzanego twitterowymi wpisami o kablowaniu? Śmiem wątpić.

 

Lekcja Tekashiego nie powinna iść na marne. Fascynuje cię świat gangów, chcesz się wbić do niego z zewnątrz albo potrzebujesz street credu (który jest marną walutą w świecie, w którym większość rapowej publiki to ludzie z białych przedmieść)? Pomyśl dwa razy. Jak wspominałem, spodziewałem się, że Tekashi skończy albo w więzieniu, albo w kostnicy. Los jest przewrotny, bo wygląda na to, że trafi do kostnicy właśnie przez więzienie.


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive