FRONTSIDE

3 from Hell. Bękarty diabła wracają z emerytury

45%

Dwadzieścia postrzałów na każdą osobę, szanse przeżycia jak jedna do miliona, nikt by nie podejrzewał, że ludzkie ciało może przetrwać coś takiego - Rob Zombie doskonale wie, gdzie zostawił swój szalony tercet i już na starcie tłumaczy się z przywrócenia go do życia. Trochę to naciągane i niestety rzutuje na cały powrót tych członków patologicznej rodzinki, którzy przetrwali "Dom 1000 trupów" i "Bękarty diabła".

Plany na reaktywację w pełnej krasie pokrzyżowały między innymi zdrowotne problemy niedawno zmarłego Sida Haiga. Udało się zaangażować go tylko do jednej ze scen, a "trójka z piekła" bez Kapitana Spauldinga jest jak "Halloween" bez Michaela Myersa - może być rozrywkowe (i było w części trzeciej, "Sezonie czarownic"), ale to już zupełnie inny film. W jego miejsce dość nieporadnie wprowadzono nowego członka rodziny, który choć przyzwoicie odegrany przez jednego z ulubionych aktorów Roba Zombiego, Richarda Brake'a, zdaje się być doklejony na siłę. Trudno w dodatku zrozumieć, dlaczego pojawił się dopiero teraz - ponad dekadę po aresztowaniu Kapitana, Otisa i Baby.

Galeria aktorów i aktorek dobranych przez reżysera jak zawsze zachwyca barwnymi i charakterystycznymi osobowościami. Zombie lubi mieć w obsadzie specyficzne, natychmiast rozpoznawalne postacie, a tym razem zwerbował między innymi Denny'ego Trejo, Clinta Howarda (niezapomnianego Lodziarza), Richarda Riehle (w latach 90. występował w niezliczonych hollywoodzkich przebojach w rolach drugoplanowych, od "Uwolnić orkę" po "Kasyno"), Dee Wallace (zaliczyła występy w wielu klasycznych horrorach, chociażby "Skowycie" czy "Crittersach") i Billa Obersta Jr., jednego z najciekawszych aktorów współczesnego filmu klasy B. Na pierwszym planie brylują jednak Bill Moseley (aż trudno uwierzyć, że ma już niemal siedemdziesiąt lat) oraz Sheri Moon Zombie, której Baby Firefly to odpowiedź na pytanie: Jaka mogłaby stać się Harley Quinn, gdyby Warner Bros. pozwoliło jej zaistnieć w filmie wyłącznie dla dorosłych? Największym wrogiem okazał się z kolei scenariusz - Zombie wyraźnie nie miał pomysłu, w jakim kierunku poprowadzić historię, a naniesione na szybko poprawki wynikające z nieobecności Haiga wprowadziły chaos i - co najgorsze - nudę.

"3 from Hell" można podzielić na kilka niezgrabnie połączonych wątków. Nie zostało tu absolutnie nic z horroru, ale zmagania w więzieniu czy przywołanie schematu filmów home invasion w stylu "Funny Games" są całkiem satysfakcjonujące, gorzej z drugą połową, kiedy "bękarty" uciekają tam, gdzie prowadzą drogi wszystkich filmowych przestępców z Ameryki - do Meksyku. Przez kilkanaście minut przypomina to sceny wycięte z "Kac Vegas" i chociaż gatunkowa żonglerka serii dotąd była jej zaletą, tym razem Zombie upuścił piłeczki i kompletnie się pogubił. Jego bohaterowie osiedli na laurach i z szalonych psychopatów przemienili się w nudnych turystów zainteresowanych wykorzystaniem dobrego przelicznika walutowego do upicia się i znalezienia przygodnego seksu. Sytuacji nie ratuje nawet finałowa potyczka rodem ze spaghetti westernu, która jest do tego stopnia chaotyczna, że zdominowanej przez szybkie cięcia i roztrzęsioną kamerę akcji po prostu nie da się śledzić. Rozczarowanie jest tym większe, że w mniej dynamicznych scenach praca kamery, dobór kolorystyki i scenografie prezentują się bardzo dobrze.

Problematyczne jest wreszcie ukazanie "trójki z piekła", która już poprzednim razem została przeobrażona z antagonistów w protagonistów i mogła wywoływać sympatię, pomimo szeregu zbrodni na koncie. Tutaj Zombie poszedł o krok dalej, naszkicował zręby ideologii usprawiedliwiającej zabijanie, wykreował ofiary systemu i polityki włodarzy Stanów Zjednoczonych, z którymi przeciętny człowiek może sympatyzować... A zdecydowanie nie powinien! Reżyser/scenarzysta nie przykłada wagi do pokazania ludzkiego dramatu, nie podpowiada, co sprawiło, że typowy amerykański "white trash" stał się seryjnym mordercą. W odróżnieniu od "Jokera" czy "Urodzonych morderców", empatię mamy sobie sami dopowiedzieć i tak jak z krytykowaniem pierwszego z tych filmów jako gloryfikacji przemocy w stu procentach nie zgadzam się, tak "3 from Hell" zdaje się być właśnie pustym oklaskiwaniem nienawiści, a w dodatku niezbyt rozrywkowym. Szkoda, że Zombie nie oparł się pokusie ożywienia swoich najbardziej rozpoznawalnych postaci, bo ich idealny pogrzeb z poprzedniej części przemienił w miałkie życie po śmierci.


3 from Hell

USA, 2019

Capital Arts Entertainment

Reżyseria: Rob Zombie

Obsada: Bill Moseley, Sheri Moon Zombie, Richard Brake



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive