44. FPFF: Czarny Mercedes

16%

To pewnie było tak - Janusz Majewski zadzwonił któregoś dnia do Artura Żmijewskiego i zaśpiewał do słuchawki: "Gdzie jesteś Ojcze Mateuszu? Przybądź tu, bo mamy plan szalony", na co usłyszał w odpowiedzi: "Oh, hi Janusz" i w ten sposób powstało coś pomiędzy "The Room" a śledztwem rodem z telenoweli albo odcinka "Scooby-Doo, gdzie jesteś?".

O rany... Co to był za niedorzeczny film! Trzeba mu oddać, że na pewno jeden z bardziej pamiętnych w tegorocznym Konkursie Głównym Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych, ale nie wydaje mi się, żeby twórcy chcieli, aby w ten sposób został zapamiętany.

 

Do końca seansu nie byłem pewien, czy faktycznie "Czarny Mercedes" został wymyślony jako trzymający w napięciu kryminał i w każdym jednym aspekcie totalnie zrujnowany, czy blisko dziewięćdziesięcioletni reżyser znany najlepiej z "C.K. Dezerterów" wykazał się niebywałą postmodernistyczną wrażliwością i zakpił z gatunku, wykorzystując jego spotęgowane do granic możliwości klisze. Przy opisie filmu stoi jednak jak wół: Kryminał, ani słowa o komedii i w rozmowach z Majewskim czy obsadą również nie da się wyczuć, że miało być karykaturalnie... Ale było i to jak! Na sali dało się wyczuć nie rozbawienie, ale pogłębione stany moriatyczne, a z czasem byle gest czy wyrecytowane zdanie potrafiły wywołać salwę śmiechu.

Majewski zekranizował w "Czarnym Mercedesie" własną powieść i chociaż jego książki nie czytałem, to mam silne wrażenie, że jest to literatura pulpowa, gdzie granice pomiędzy anielsko czystym dobrem a złem w najpaskudniejszej odsłonie są wyraźnie zarysowane i nic pomiędzy nimi znajdować się nie może. Faceci są tutaj nieco tajemniczymi amantami, którzy ochoczo korzystają z zalotów wiecznie chętnych pięknych dam. Wiadomo też, co musi być sercem takiej historii - śledztwo, ale to, co się tutaj dzieje zakrawa na drwinę z widzów. Wyssane z palca poszlaki, łączenie faktów niemożliwych do połączenia, a do tego płaskie postacie i podkreślanie "przełomowych" dla dochodzenia momentów niemalże stockową muzyką z filmów detektywistycznych - aż trudno uwierzyć, że coś tak sztampowego zostało stworzone z pełną powagą.

Kilka elementów "Czarnego Mercedesa" można odnotować na plus, chociażby swobodnie i naturalnie potraktowany wątek homoseksualny albo ciekawe role epizodyczne między innymi Daniela Passenta czy Paweła Huelle. Zawsze dobrze jest też zobaczyć Bogusława Lindę, chociaż w tym przypadku nie sposób zrozumieć, w jakim celu jego postać została stworzona. Wcielił się w dowódcę Gestapo, który zjawia się niczym deus ex machina i popycha naprzód złapaną w klincz fabułę. Nie da się nie odnieść wrażenia, że Linda gra na przelew, ze spuszczoną głową, ale dziwić może raczej to, jak inni zdołali uniknąć stworzenia podobnego wrażenia.

 

Majewski nie zmieścił w dwóch godzinach wszystkich wątków z książki i zapowiedział już czteroodcinkowy mini-serial... A więc nie na żarty pokłada w tym projekcie wielkie nadzieje. Jeżeli potraktować "Czarny Mercedes" jak wymyślony zupełnie na serio kryminał, to ocena może być tylko bardzo niska, ale jeżeli lubicie "The Room" i kicz podobnego pokroju, może być wręcz przeciwnie - będziecie bawić się doskonale. Swoją drogą skoro udało się już ustalić, że Tommy Wiseau pochodzi z Polski, a do Konkursu Głównego dopuszczane są takie gnioty, trzymam kciuki za nominację nadchodzącego "Big Shark" w przyszłym roku. Jak już się wygłupiać, to na całego!


Czarny Mercedes

Polska, 2019

Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych

Reżyseria: Janusz Majewski

Obsada: Artur Żmijewski, Andrzej Zieliński, Aleksandar Milićević


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive