Trupa Trupa - "Of the Sun"

82%

Zaciętość i droga, jaką obrała Trupa Trupa przypomina mi ścieżkę Tobiasza Bilińskiego. Sopocki muzyk próbował podbijać świat w jednym zespole, w jednym projekcie solowym i dopiero z kolejnym podpisał kontrakt w międzynarodowej wytwórni. Zawdzięcza to ciężkiej pracy i doskonaleniem się przy każdej okazji. Tak samo gdańszczanie - każda ich kolejna płyta była lepsza od poprzedniej lub przynajmniej tak samo dobra, bo ich szczytowe osiągnięcie to dla mnie "Headache" z 2015 roku, kiedy zerwali z wcześniejszym, cyrkowo-teatralnym obliczem.

"Of the Sun" jest logicznym rozwinięciem kierunku, który obrali cztery lata temu. Teksty są coraz skromniejsze, coraz bardziej szkieletowe. Brzmienie jest coraz bardziej nieokreślone, a jednak coraz bardziej ich własne.

 

Odnaleźliby się prawie w każdej dekadzie, ale takie żonglowanie odniesieniami - raz są to Bitelsi, raz Sonic Youth, raz The Velvet Underground, raz post-rock, raz post-punk, raz dalekie echa Radiohead - to charakterystyka XXI wieku. Za nieprzytłaczajacą, ale niepokojącą przestrzenność odpowiada po raz kolejny Michał Kupicz, który chyba zmonopolizował scenę alternatywną i przykłada rękę do zdecydowanej większości albumów. Za wspomnianą szkieletowością tekstów idzie coraz większe uproszczenie piosenek, które są najbardziej melodyjne i przebojowe w całej historii zespołu. Takie "Remainder", "Another Day" czy "Satellite" to murowane niezalowe hity. Może właśnie dlatego, że piosenki są najbardziej "zwykłe", "Of the Sun" tak mocno rezonuje. Zawartość albumu nie odwraca uwagi żadnymi sztuczkami, dzięki prostocie zespół kieruje uwagę prosto na swój przekaz, który - oczywiście - nie napawa optymizmem.

 

Grzegorz Kwiatkowski i Wojtek Juchniewicz poruszają tematy odradzającego się faszyzmu, kłamstwa oświęcimskiego, technologicznej apokalipsy, życia po końcu cywilizacji. Zszywają je przewijającym się przez cały album motywem zapomnienia, kruchości pamięci i egzystencji. Zostaną po nas tylko martwe satelity na niebie, a i one w końcu spadną, roztrzaskają się o ziemię. Lepiej się na to przygotować, oswoić z tą myślą, że jesteśmy tylko kosmicznym pyłkiem. Tym bardziej, że koniec naszego świata nadchodzi coraz szybciej i raczej nie da się go uniknąć. Ludzkości w obecnej formie sama skazała się na zagładę.

 

Prawdziwi stachanowcy i najwięksi pozytywiści polskiej sceny piątą płytą wypływają już nie na szerokie wody, bo tam są od dawna, ale na muzyczne oceany. Jest szansa, że ten okręt zagości na nich na dłużej, chyba że świat skończy się już całkiem niedługo. Wtedy "Of the Sun" pozostanie tego upadku wspaniałym soundtrackiem.


Antena Krzyku/2019


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive