Pewnego razu... w Hollywood

88%

Quentin Tarantino wrócił i bardzo mocno podzielił widownię za sprawą swojego nowego filmu. "Pewnego razu... w Hollywood" to piękna pocztówka z nieistniejącego świata, która niezbyt przejmuje się brakiem wyrazistej fabuły.

Powiedzieć, że Quentin Tarantino kocha kino, to byłoby duże nieporozumienie. Mało w końcu jest twórców, których cała filmografia wydaje się jednym wielkim listem miłosnym skierowanym w kierunku celuloidowej taśmy. To jednak nie wszystko - przez całą swoją karierę Tarantino oddaje hołd kinu, które zazwyczaj było pogardzane przez większość "poważnych widzów". To on ponownie pokazał wielu miłośnikom kina, że kino gatunkowe, także te uznawane za niezbyt wartościowe, zasługuje na ich uczucie. Dlatego właśnie "Pewnego razu... w Hollywood" zapowiadało się jako film wyjątkowy, nawet biorąc pod względem dotychczasowe osiągnięcia reżysera. Tarantino zabierający się za opowieść o Fabryce Snów z lat 60. Taką, gdzie głównym bohaterem jest przebrzmiała gwiazda filmów klasy B? Przecież to brzmi jak samonapędzająca się maszyna tworząca kolejne warstwy i nawiązania. Pojawiła się jednak obawa, czy przypadkiem nie otrzymamy dzieła zbyt hermetycznego i przeznaczonego tylko dla najbardziej zatwardziałych kinofilów?

Opisywanie fabuły "Pewnego razu... w Hollywood" jest dość trudnym zadaniem, bo Tarantino tym razem stworzył film, w którym główna historia jest bardzo szczątkowa, zwłaszcza w kontekście produkcji trwającej prawie trzy godziny. Dominującym wątkiem jest historia Ricka Daltona (Leonardo DiCaprio) - popularnego niegdyś aktora westernów i tanich filmów akcji, który z roku na rok staje się coraz bardziej przebrzmiałym nazwiskiem. Wraz z Cliffem Boothem (Brad Pitt), swoim pomocnikiem-dublerem, snuje się po Los Angeles, próbując w jakiś sposób wrócić do większej ligi. Równolegle obserwujemy sceny z życia Sharon Tate (Margot Robbie), uroczej żony Romana Polańskiego, która beztrosko korzysta z tego, co dał jej los. Oczywiście w tle pojawia się widmo sekty Charlesa Mansona i nadchodzącej tragedii, ale ona także nadchodzi bardzo niespiesznie. Tarantino nie skupia się na pokazaniu większej opowieści, bardziej interesuje go stworzenie pocztówki z ostatniego, baśniowego okresu w dziejach Hollywood. Warto zwrócić uwagę także na to, że nie jest to wcale film o świecie rozchwytywanych gwiazd i wielkiego kina. To opowieść o ludziach działających na uboczu, którzy karmią się skrawkami tego tortu. Bo nawet żyjąca razem z uwielbianym wtedy Romanem Polańskim, Tate pokazana jest jako nowicjuszka, która zachwycona jest tym, że może wejść do kina na film ze swoją drugoplanową rolą.

Ta ruchoma pocztówka jest natomiast bardzo przyjemna w oglądaniu. Czasami można odnieść wrażenie, że fabuła nie jest tu zupełnie potrzebna. Cliff Booth jadący w samochodzie ulicami Los Angeles, Rick Dalton podczas zdjęć do nowego westernu czy Sharon Tate tańcząca w rytm muzyki lub oglądając swój występ w kinie - wszystkie te obrazy żyją i przenoszą nas prosto do bajkowego świata, który pewnie nigdy nie istniał. To bardzo ładnie nakręcony film, w którym duży nacisk położono na to, aby widz miał okazję dokładnie przyjrzeć się każdej scenie. Dużo dobrego robią też aktorzy - Leonardo DiCaprio i Brad Pitt pokazują jedne z najlepszych kreacji w swojej karierze, a Margot Robbie ponownie zachwyca ekranową energią. Towarzyszy im cała gromada świetnych występów epizodycznych, które lepiej odkrywać samemu. W kwestii strony audiowizualnej można mieć zarzuty tylko do ścieżki muzycznej - jest tu dużo utworów pasujących do epoki, ale dobranych w dość bezpieczny, niczym nie zaskakujący sposób, co w przypadku filmu Tarantino jest pewnym rozczarowaniem.

"Pewnego razu... w Hollywood" już zdążyło podzielić widzów. Chyba najbardziej rozczarowana jest ta część, która liczyła, że ponownie zobaczy "typowego Tarantino". Takiego z masakrycznie dużą dawką przemocy, wypełnionego błyskotliwymi dialogami o niczym i wulgarnego w ogólnym wydźwięku. Miłośnicy budowania historii także mogą się na nim srogo wynudzić. To film skierowany dla tych widzów, którzy lubią od czasu do czasu zagubić się wraz z reżyserem w jego fascynacjach i sentymentach. To kino zaskakująco czułe, wręcz ckliwe. Dużo w nim tęsknoty za światem, kiedy nawet kino niższego lotu było traktowane na poważnie, jeszcze przed rządami wszechobecnej ironii. I kiedy pomyślimy, że za tym wszystkim stoi naczelny kpiarz i postmodernista zachodniego filmu, wtedy da się zauważyć, że ponownie udało mu się wyjść poza utarty schemat i zrobić coś mocno niespodziewanego.


Pewnego razu... w Hollywood

Tytuł oryginalny: Once Upon a Time in... Hollywood

USA/Wielka Brytania, 2019

Bona Film Group

Reżyseria: Quentin Tarantino

Obsada: Leonardo DiCaprio, Brad Pitt, Margot Robbie


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive