Octopus 2019: Aniara

68%

Europejskie science-fiction to rzadkość, dzisiaj jeszcze częstsza niż w latach 80., kiedy nawet w Polsce mieliśmy "Seksmisję", "Ga, ga: Chwała bohaterom" albo "Pana Kleksa w kosmosie". Wygląda na to, że Hollywood swoim rozmachem odebrało wszystkim chęci, a szkoda, bo przyszłość widziana przez pryzmat niższego budżetu i mniejszej ilości CGI była równie atrakcyjna, o czym "Aniara" w świetnym stylu przypomina.

Aniara budzi skojarzenia z Aksjomatem - kosmicznym liniowcem pasażerskim znanym z "Wall-E" Pixara. Tu także dostępne są niezliczone rozrywki i także lot niespodziewanie wydłuża się, ale w reakcji pasażerowie nie popadają w hedonistyczną żądzę pożerania wszystkiego, co napotkają na drodze. Zamiast tego Pella Kagerman (to jej pełnometrażowy debiut) pokazuje ludzi przerażonych perspektywą spędzenia być może reszty życia w latającej puszce, z dala od flory i fauny, nieba czy światła słonecznego. O tym, że akcja rozgrywa się w kosmosie można jednak szybko zapomnieć (czasami przypominają o tym paskudne ujęcia dryfującego statku kosmicznego, od którego Aksjomat był zdecydowanie lepiej animowany), w centrum znajdują się relacje pomiędzy planetarnymi apatrydami i radzenie sobie na przeróżne sposoby z beznadziejnym losem.

Przez chwilę dominuje wątek Mimy - maszyny pokazującej radosną przeszłość. To sposób na obniżenie poziomu stresu i chwilowe zapomnienie w wyidealizowanych wspomnieniach, ale z czasem wizje nabierają odmiennego, bardziej mrocznego charakteru i natychmiast mogą wzbudzić skojarzenia z "Ukrytym wymiarem" Paula W.S. Andersona czy "Solaris" Stanisława Lema. Obydwa powstały jednak później, bo filmowa "Aniara" bazuje na szwedzkim poemacie o tym samym tytule, wydanym w 1956 roku. W swojej ojczyźnie jest to dzieło na tyle popularne, że doczekało się już adaptacji operowej, prog rockowej na albumie "The Great Escape" Seventh Wonder czy telewizyjnej w filmie z lat 60. Kagerman musiała więc zmierzyć się nie tylko z ograniczeniami budżetowymi, ale również z oczekiwaniami wielu fanek i fanów.

 

Nie wiem, czy z ich perspektywy wyszła z tego obronną ręką, ale z mojej - osoby, która "Aniary" w żadnej innej formie nie poznała - to kameralne science-fiction czaruje nastrojem i pochłania powolnym upadkiem najnowocześniejszego wynalazku ludzkości, który zaczyna przypominać bardziej bezludną wyspę niż międzyplanetarny krążownik. Z biegiem lat regres jest coraz wyraźniejszy, powstają kulty o niemalże religijnym charakterze, ludzie dziczeją i coraz częściej decydują się na odebranie sobie życia. Wszystko zdaje się zmierzać ku drugiemu końcu świata - planety już nie ma, teraz odchodzą jej mieszkańcy.

Ten przygnębiający świat potrafi zainteresować, ale największą wadą "Aniary" są ludzie - to postacie zbyt papierowe, żeby ich tragiczny los faktycznie mógł poruszyć widza. Tragedia jest zresztą skutecznie uchwycona wyłącznie z perspektywy kilku jednostek, a ogół społeczeństwa zdaje się być dziwnie obojętny na wszystko, co przynosi im los. Głównym bohaterem jest sytuacja, obsada to tylko jej uwiarygodnienie.

 

Pomysł na "Aniarę" jest świetny, ale Kagerman spędza zbyt dużo czas na konstruowaniu świata, za mało na zaludnianiu go, co w trakcie seansu mimo wszystko może wzbudzać zachwyt, ale po opuszczeniu sali kinowej pozostaje niedosyt. Oby jednak ten skromny film ośmielił kolejnych twórców i pokazał, że do stworzenia ciekawej historii science-fiction nie potrzeba ogromnych pieniędzy.


Aniara

Szwecja/Dania, 2018

Meta Film

Reżyseria: Pella Kagerman

Obsada: Emelie Jonsson, Bianca Cruzeiro, Arvin Kananian


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive