Infidel. Horror rasizmu i ksenofobii

W 1992 roku Bernard Rose doznał przebłysku geniuszu i do swojej nieszczególnie interesującej filmografii dodał wybitny, wymykający się schematom horror. Przed "Candymanem" zabójcą w mainstreamowych slasherach nie bywała osoba ciemnoskóra, a scenerią nie było blokowisko wielkiego miasta i podobne zasady łamie również "Infidel".

W walce o równouprawnienie łatwo popaść w banał i zamiast szczerego komunikat, recytować slogany. Cel jest na tyle ważny, że nawet takie wsparcie należy doceniać, ale wstęp do "Infidel" pióra Tananarive Due (w Polsce znanej z "Uchroń mnie od złego" - książki wydanej w ramach serii Nowa Fantastyka) ma do tego stopnia nijaki charakter, że nastawia czytelnika na sztampową historię na usługach deklaracji światopoglądowych. Szybko okazuje się jednak, że Pornsakowi Pichetshote przyświecał inny cel, a napisany przez niego scenariusz jest znacznie subtelniejszy w treści i intensywny w narysowanej przez Aarona Campbella formie.

Fabułę "Infidel" w największym skrócie można sprowadzić do: Millennialsi rożnych ras i płci wymieniają się poglądami na temat rasizmu oraz ksenofobii, a przy okazji walczą z duchami w ponurej kamienicy. Nie ma tu jednak kazań i akademickich dywagacji, dialogi są bardzo naturalne i jako trzydziestokilkulatek z dużego miasta myślę, że mogą potwierdzić - tak się mówi. Dla wielu osób ten niecodzienny koloryt może okazać się głównym atutem komiksu, bo gdyby wyobrazić sobie te wszystkie kadry w ruchu, z aktorami i aktorkami odgrywającymi postacie Pichetshote'a, szybko okazałoby się, że mamy do czynienia z hollywoodzkim standardem. Dlatego też głosy, jakoby "Infidel" stanowiło idealny materiał na film grozy z polityczno-społecznym przesłaniem na miarę "Uciekaj!" są w moim odczuciu chybione. Siłą tego tytułu jest przedstawienie go na papierze.

 

W posłowiu Jeff Lemire przypomina, dlaczego horror filmowy zazwyczaj ma przewagę nad komiksowym - dysponuje dźwiękiem budującym napięcie i atmosferę, a w dodatku pozwala w gwałtowny sposób zaskoczyć widza, co papier umożliwia w bardzo ograniczonym stopniu jedynie poprzez odpowiedni układ stron oraz kadrów (z czego autorzy "Infidel" sprawnie korzystają). Innymi słowy, Lemire upatruje w braku możliwości wyegzekwowania jump scare'a wady, a właśnie konieczność zachowania powściągliwości wymusza na poszukiwanie oryginalniejszych środków wyrazu, chociażby świetnej gry światłocieniem, wyjątkowo realistycznie narysowanych zjaw, które realistycznych kształtów przecież nie mają czy liternictwa spoza "dymków" reprezentującego przytłaczające, obelżywe głosy owych zjaw. Potwierdza się zasada, że stopień kreatywności wzrasta wraz ze wzrostem ograniczeń.

"Infidel" to horror w pełnym tego słowa znaczeniu. Pichetshote i Campbell nie wykorzystują jego elementów, nie puszczają oczka, nie bawią się konwencją - znają gatunek na wylot i tworzą w jego wyraźnie wytyczonych ramach (jest nawet final girl i obowiązkowe otwarte zakończenie umożliwiające stworzenie kontynuacji), a mimo tego, potrafią zaskoczyć świeżością i społecznym komentarzem, który po drobnych modyfikacjach byłby aktualny na całym świecie (nie trudno przecież wyobrazić sobie polskie blokowisko, napiętnowanego z powodu pochodzenia przybysza z Ukrainy i wplątane w to zdarzenia paranormalne). Odwołując się raz jeszcze do przywoływanych już filmów, "Infidel" zdecydowanie bliżej do oryginalnego, ale jednak ściśle związanego z horrorem "Candymana" niż artystycznej wizji zawartej w "Uciekaj!" i bardzo dobrze, że klasyczne prowadzenie narracji w historii grozy nie zanikło, a jedynie przechodzi koleje przeobrażenia.


Infidel

Polska, 2019

Non Stop Comics

Scenariusz: Pornsak Pichetshote

Rysunki: Aaron Campbell


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive