Umbrella Academy, tom 1: Suita Apokaliptyczna

82%

O istnieniu "Umbrella Academy" dowiedziałem się już na etapie zapowiedzi, jak każdy, kto śledził działalność zespołu My Chemical Romance, którego lider jest autorem scenariusza. Musiała minąć jednak ponad dekada i cały sezon serialu, zanim i ja, i - jak sądzę - wielu innych czytelników w Polsce wreszcie poznało tę niezwykłą drużynę w jej pierwotnym wydaniu.

Polski odbiorca ma okazję zmierzyć się ze zjawiskiem odwrotnym do tego, które towarzyszy premierom projektów Marvela czy DC Comics - większość nie porównywała serialu do pierwowzoru, bo w Polsce nigdy wcześniej nie był wydany i poza środowiskiem żywo zainteresowanym komiksowym światem (a także fanami i fankami My Chemical Romance) nikt o nim nie słyszał. Oczekiwania wywołała natomiast świetnie przyjęta produkcja Netflixa i... prawdopodobnie niektórzy widzowie poczują się zawiedzeni.

 

W "papierowej" wersji "Umbrella Academy" akcenty są rozłożone zupełnie inaczej niż w wydaniu aktorskim, a najlepszy przykład to pierwsza akcja drużyny niezwykłych dzieciaków. Na ekranie musiały zapanować nad napadem na bank, w komiksie walczą z Gustavem Eiffelem przybierającym postać zombie-robota i jego ożywioną wieżą, która okazuje się statkiem kosmicznym. To daje jasne wyobrażenie o tym, w jakim kierunku podążały pomysły twórców, a rozbieżności są tak duże, że poza tytułem i ogólną koncepcją, mamy do czynienia właściwie z kompletnie innymi historiami.

W komiksie znacznie mniej miejsca poświęcono osobistym problemom bohaterów, moc Vanyi budzi się w inny sposób, a finał pierwszej części (sezonu) zostaje doprowadzony do samego końca (może nawet jest nieco przegadany). Z drugiej strony w komiksie mamy także znacznie więcej ciekawych złoczyńców, więcej krwi znakomicie kontrastującej z niewinnymi rysunkami Gabriela Bá i bez porównania ciekawsze sceny akcji. Ostatecznie nie da się rozstrzygnąć, która "Umbrella Academy" jest lepsza. Każda lepiej sprawdza się w swoim medium, a dzięki niewielkiemu procentowi fanatycznych odbiorców obydwie mogą istnieć obok siebie jak równy z równym. I chyba takie ekranizacje sprawdzają się najlepiej, bo przecież "Strażnicy Galaktyki", "Thor: Ragnarok" czy "Jessica Jones" również poszły własną drogą i wyszło im to na dobre.

Komiks Gerarda Waya na pierwszy rzut oka wiernie trzyma się "trykociarskiego" kanonu. Mamy tu jednoznacznie złowrogich przeciwników (na czele z orkiestrą Verdammten, którą z serialu wycięto), fantazyjne stroje i elementy fabuły przedstawione wprost, bez podsycania domysłów i zaskakujących zwrotów akcji, co przyświecało autorom scenariusza serialu (na przykład niemalże od samego początku wiemy, kim jest "matka" bohaterów). Way szybko jednak udowadnia, że nie jest gwiazdą rocka spełniającą młodzieńcze marzenie o stworzeniu własnego komiksu po przeczytaniu kilku zeszytów "Spider-Mana". "Umbrella Academy" to wizja, która kiełkowała w jego umyśle od lat (tekst "Welcome to the Black Parade" - największego przeboju My Chemical Romance - zdaje się być wręcz jej zalążkiem), a to, co wydaje się tutaj schematyczne, z każdą kolejną stroną zostaje obnażone, ukazane z innej perspektywy i wzmocnione bezkompromisowością, na jaką wydawcy mainstreamowych komiksów skierowanych do nastolatków nie zawsze mogą sobie pozwolić.

Superbohaterskie drużyny to koncept na tyle wyeksploatowany, że trudno powiedzieć w nim cokolwiek nowego (najświeższe byłoby może pokazanie drużyny, której członkowie są do siebie bardzo podobni, jak paczki rówieśnicze, a nie jak girlsband z castingu), a Way ewidentnie inspirował się Doom Patrol z okresu Granta Morrisona i właśnie ta bezwstydność w hołdowaniu swoim ulubionym tytułom sprawia, że jego dysfunkcyjna rodzinka jest ciekawsza od wielu podobnych. Może daje swoim postaciom zbyt mało miejsca na rozwinięcie i przedstawienie jako jednostki, ale to i tak więcej niż w przypadku większości scenariuszy współczesnych "X-Men" albo rodziny Batmana.

 

"Umbrella Academy" to jeden z tych komiksów, które każdy kolekcjoner powinien mieć na regale, ale jest to także komiks, który może przyciągnąć osoby dotąd zupełnie nie zainteresowane tego rodzaju publikacjami. Porusza lekką i popularną tematykę walki dobra ze złem przy użyciu supermocy, ale ma również drugie dno i może stanowić swoistą przypowieść o tym, jak złe wychowanie wyniszcza człowieka w jego dorosłym życiu. Do tego cały sezon serialu mieści się w tych niespełna dwustu stronach, więc jeżeli nie chcecie angażować się w wielotomową historię, lepiej trafić nie mogliście.


Umbrella Academy, tom 1: Suita Apokaliptyczna

Tytuł oryginalny: The Umbrella Academy, vol. 1: The Apocalypse Suite

Polska, 2019

Kboom

Scenariusz: Gerard Way

Rysunki: Gabriel Bá


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive