Tamaryn

Flamingods - "Levitation"

79%

Flamingods zrodzili się z ciekawości. Kamal Rasool dorastając w Bahrajnie, zbierał instrumenty z całego świata, od Tanzanii po Amazonię. Na studiach w Londynie skrzyknął grupę znajomych, część z nich znał jeszcze ze szkoły i tak wspólnie eksplorują globalne style, podbijając je psychodelicznym rockiem.

Początki zespołu to kilkanaście lat spóźniona odpowiedź na nurt New Weird America. Flamingods sięgają po indyjskie ragi, muzykę Amazonii, Wschodniej Afryki. Szczególnie drugi album, "Hyperborea", który brzmi, jakby pozbawić Gang Gang Dance elektronicznego szaleństwa. Miłe to, ciekawe, ale pod płaszczykiem eksperymentowania i globalności kryły się zbyt bezpieczne piosenki. Wydany trzy lata temu dla Soundway "Majesty" to już pokaz wzorcowej "tropikalnej psychodelii" - leniwy, słoneczny i kolorowy. Lśnił bogato wykorzystywanymi perkusjonaliami, mienił się odcieniami gitar. Do pełni szczęścia brakowało tylko drinka z palemką.

 

Już od pierwszego dźwięku słychać zmianę w podejściu Flamingods. Kamal Rasool nie chce już wylegiwać się na plaży, on chce tańczyć na piasku. I skutecznie namówił do tego kolegów. Z jednej strony "Levitation" jest mocno zakorzeniona w rocku, usłyszycie echa Stone Roses, Kasabian czy Black Rebel Motorcycle Club, a z drugiej - zespół przyznaje, że przed nagraniem tej płyty słuchali prawie wyłącznie tureckiego i południowoazjatyckiego disco i psych rocka sprzed kilku dekad.

 

To właśnie klucz do sukcesu "Levitation" - w idealnych proporcjach łączy znane z "egzotycznym". Trafi i do indie dzieciaków, i do poszukiwaczy psychodelicznych doznań, i do fanatyków muzyki "skądinąd". Flamingods biorą bliskowschodnie skale, dancepunkowa motorykę, psychodeliczną dźwięków mgiełkę. Porywają na parkiet i dokładnie w momencie, kiedy w głowie pojawia się pierwsza myśl, że w sumie grają bardzo podobne piosenki, zaczynają wplatać w muzykę coraz więcej niezachodnich elementów, zaczynając od "Olympii".

 

Końcówka albumu tylko potęguje to wrażenie, z każdą kolejną piosenką coraz śmielej wkraczają elementy arabskie i bliskowschodnie - ot, chociażby w "Mantra East", które zanim się rozpędzi przywodzi na myśl Mawwal - rozbudowane wstępy do utworów, mające ukazać kunszt muzyka, "Nizwa" napędzają orientalizujące wokale, a wreszcie utwór tytułowy to wariacja na temat, jak graliby Jane's Addiction, gdyby pochodzili z Kairu.

 

"Levitation" to pokaz pełnej muzycznej globalizacji - międzynarodowy zespół, międzynarodowe inspiracje, międzynarodowa publiczność, bo Flamingods podbijają kolejne kraje. Zupełnie zasłużenie, choć mam wrażenie, że najlepsze dopiero przed nimi.


Moshi Moshi/2019



Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive