Yesterday. Bez Beatlesów i bez pomysłu

46%

"Trainspotting", "28 dni później" czy "Slumdog. Milioner z ulicy" to znakomite obrazy, ale w filmografii Danny'ego Boyle'a można odnaleźć jeszcze więcej średniaków czy wręcz filmów kiepskich, zwłaszcza tych zrealizowanych w tej dekadzie. "Trans" okazał się niewiarygodnie słabym thrillerem, "Steve Jobs" co najwyżej średnią biografią, a kontynuacja "Trainspotting" była... okej. I takie też jest "Yesterday".

Dawno, dawno temu miałem wraz z kolegami zaśpiewać "Ob-La-Di, Ob-La-Da" w szkolnym teatrzyku - na szczęście nie doszło do tego, ale daje to skromne wyobrażenie o tym, jak daleko sięgają wpływy Johna, Paula, George'a i Ringo. Pomysł na film, w którym wszyscy poza jedną osobą nie mają tej świadomości natychmiast wydał mi się fascynujący i chociaż rzeczywiście wynika z tego sporo zabawnych scen, "Yestarday" ostatecznie sprawia wrażenie nieprzemyślanego i chaotycznego. Pech chciał, że akurat widzowie pamięci nie stracili i doskonale wiemy, że to wszystko już było.

Wyrugowanie z historii muzyki The Beatles miałoby znacznie dalej idące konsekwencje niż te ukazane w filmie. Bez tego elementu układanki cały współczesny krajobraz muzyki popularnej miałby kompletnie inny wygląd. W jednym z wywiadów Ozzy Osbourne przekonywał, że zawdzięcza swoją karierę The Beatles, a w innym dodał, że chciałby, aby ich muzyka wybrzmiała na jego pogrzebie. Nie byłoby więc metalu, nie byłoby indie rocka (i Oasis faktycznie również zaginęli, ale już plakat The Killers w pokoju Jacka - debiutujący na dużym ekranie Himesh Patel - świadczy o tym, że są to zniknięcia losowe, jakby po pstryknięciu palcami odzianymi w Rękawicę Nieskończoności), nie byłoby "czarnych beatlesów" hip-hopu, nie byłoby nawet Eda Sheerana. Największym minusem scenariusza Richarda Curtisa (weterana brytyjskiej komedii, który pisał między innymi "Czarną Żmiję", "Jasia Fasolę", "Dziennik Bridget Jones" czy "Cztery wesela i pogrzeb") jest usunięcie z historii tak ważnego zespołu i udawanie, że nic by się nie zmieniło.

Innym mało wiarygodnym zabiegiem jest wiara w to, że wszyscy dzisiaj wciąż doskonale znają twórczość ekipy z Liverpoolu. Wyświetlenia i odsłuchania na platformach streamingowych jednoznacznie pokazują, że The Beatles cieszą się dużą popularnością nawet w 2019 roku, ale trudno uwierzyć, że z jednej strony ktoś wplata cytaty z utworów do swoich wypowiedzi, a z drugiej dziwie się, że inni ich nie rozpoznają. Pamiętamy przecież, jak całkiem niedawno wielu internautom wydawało się, że to Kanye West odkrył Paula McCartney'a...

 

Dalekie od prawdy jest również wyobrażenie Boyle'a i Curtisa o funkcjonowaniu współczesnej branży muzycznej. Zamykają głównego bohatera w niekomfortowym studiu nagraniowym, choć dzisiaj nagrywać może każdy i to w zaciszu własnego domu, a jednocześnie z lekkością wysyłają go na występ w telewizji. Jeszcze dziwniejsza jest relacja z Edem Sheeranem - nie ma takiej możliwości, żeby artysta tego kalibru pofatygował się do domu nikomu nieznanego muzyka i zaprosił go na wspólne występy. Jeżeli już, to służą do tego maile, ale w rzeczywistości tak duzi wykonawcy często nie mają pojęcia, kto będzie otwierał ich występy, to kwestia ustaleń pomiędzy lokalnym organizatorem a agencją gwiazdy. Większość widzów nie zwróci na to uwagi, ale niniejsza recenzja ukazuje się na portalu muzycznym i tak kolosalne przekłamania nie mogą przemknąć niezauważone. Szkoda tak wielu niedociągnięć, "Yesterday" mogło być celnym komentarzem skłaniającym do refleksji na temat branży muzycznej, a zamiast tego wykrzywia jej wizerunek.

Gdzieś w tym wszystkim pojawia się jeszcze płyciutki wątek miłosny skopiowany z wcześniejszych scenariuszy Curtisa, co stanowi wręcz żebranie o miano letniego "fell-good movie", ale niech im będzie, akurat na ten tytuł w pełni zasłużyli. "Yesterday" to bardziej powierzchowny film niż można by się i po temacie, i po dawnych dokonaniach reżysera spodziewać, ale poświęcony mu czas nie będzie całkowicie zmarnowany. Ot komedyjka, która nie musi uciekać się do gastro-humoru, żeby zabawiać widzów.


Yesterday

Wielka Brytania, 2019

Etalon Film

Reżyseria: Danny Boyle

Obsada: Himesh Patel, Lily James, Sophia Di Martino


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive