Card Captor Sakura, tom 2

84%

"Po co właściwie zbierać te karty?" - można by się zastanawiać po lekturze drugiego tomu "Card Captor Sakura". Nadnaturalny wątek zszedł na drugi plan, co wcale nie jest zarzutem, bo w zamian dostajemy świetną obyczajową historię z obyczajami, które dla europejczyka z 2019 roku będą zaskakujące.

Dodatkową wartością, jakiej zawsze upatrywałem w mandze było okienko na zupełnie inny świat. Już samo czytanie "od tyłu" zmusza do porzucenia przyzwyczajeń, a w historiach o wielkich robotach czy młodzieńcach dążących do tytułu najsilniejszego na świecie (obojętnie w jakiej dziedzinie) często najbardziej zaskakujące okazują się drobiazgi ukryte gdzieś w tle. "Card Captor Sakura" to przypadek jeszcze ciekawszy, bo nie dość, że miejsce kulturowo bardzo odległe, to jeszcze połowa lat 90. - czas odległy nawet dla współczesnego Japończyka.

 

Aparat Toyi - taki podpis można znaleźć na jednej z pierwszych stron. Z jednej strony na pewno został umieszczony w ramach żartu, z drugiej Toya trzyma aparat kompaktowy przypominający cegłówkę, który potrzebował nie tylko baterii, ale jeszcze kliszy, czyli relikt przeszłości i być może faktycznie coraz częściej trzeba będzie go podpisywać. O technologicznym skansenie wspominałem już przy okazji recenzji tomu pierwszego, w tym tomie bardziej zaskakują jednak relacje społeczne, jakie człowiekowi Zachodu mogą się wydawać niemalże liberalnym science-fiction.

Scenariusz akurat tak się ułożył, że kolejne zaskoczenia pojawiają się stopniowo. Najpierw mamy drobnostkę - ot ojciec spóźnił się na szkolny występ córki. Z amerykańskich filmów wiemy, że postawione w takiej sytuacji dziecko powinno być rozczarowane, a wiarygodność rodzica nadszarpnięta, tutaj nie ma jednak problemu - ojciec przeprasza, córka rozumie sytuację i razem opychają się galaretką. Znacznie dziwniej robi się kilka stron dalej, kiedy wychodzi na jaw, że matka Sakury była uczennicą ojca (to jeszcze nie to), a wyszła za mąż w wieku szesnastu lat (o to). Zanim przyjdzie wam do głowy, że to obrzydliwa fantazja jakiegoś starszego pana, od razu przypomnę, że "Card Captor Sakura" to twór czterech pań z kolektywu Clamp.

 

Dalej jest jeszcze ciekawiej - już po pierwszym tomie można było się domyślić, że Tomoyo (najlepsza przyjaciółka Sakury) żywi do niej znacznie intensywniejsze uczucia, teraz sama Sakura rywalizuje o względy Yukito (przyjaciela swojego brata) z pochodzącym z Hong Kongu Li (na przykład obydwoje kupują starszemu koledze czekoladki z okazji Walentynek). Yukito z kolei zdaje się budować relację właśnie z bratem Sakury, co skutkuje nagromadzeniem skompilowanych relacji niczym w telenoweli, przy czym zdaje się, że każdy może się tutaj zakochać w każdym. Nie ma w tym żadnej dodatkowej ideologii, nie ma ukrytego przesłania. Podobnych wątków jest tak dużo, że kiedy wersja animowana trafiła do Stanów Zjednoczonych, została ocenzurowana, skrócona z siedemdziesięciu do trzydziestu dziewięciu utworów i obnażyła wybiórczość zachodniej wolności słowa.

Jak bardzo fascynująca od strony kulturoznawczej manga Clampa by nie była, to wciąż mahō-shōjo i wciąż walka dobra ze złem jest jej sercem. Czasami jest to jednak walka wyjątkowo subtelna czy wręcz romantyczna, jak w przypadku pierwszej przeciwniczki - karty Kwiatu. Starcie z nią nie dość, że pięknie narysowane i dynamiczne, to jeszcze poraża elegancją i całkowitym wyrugowaniem brutalności. Gdyby tak toczono wojny, nikt nie chciałby zostać pacyfistą. Spowalnia to fabułę (nawet wspomniany Li, który pierwotnie chce odebrać Sakurze karty dziwi się, że jeszcze nie zdołała odnaleźć wszystkich), a w drugim tomie nie rozwija się nic, poza uczuciami bohaterów i bohaterek, niemniej właśnie w tym tkwi urok tej mangi - po tylu latach od czasu japońskiej premiery nadal jest świeża, zaskakująca i wolna od gatunkowych schematów.

 

Świat stworzony w "Card Captor Sakura" to wyjątkowe miejsce, gdzie dziewczyny nie muszą udawać chłopaków, żeby być "twardzielkami", a krew nie musi lać się na prawo i lewo, żeby pojedynek okazał się fascynujący. Nie znaczy to bynajmniej, że chłopaki nie mają tutaj czego szukać, uważam wręcz, że jeśli macie dziecko w wieku około dwunastu lat (obojętnie jakiej płci), to śmiało możecie podsunąć mu ten tytuł i w sposób wolny od indoktrynacji pokazać, że wszyscy jesteśmy sobie równi.


Card Captor Sakura

Tytuł oryginalny: Kādokyaputā Sakura

Polska, 2019

Waneko

Scenariusz: Clamp

Rysunki: Clamp


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive