Jazz Maynard, tom 1. Cowboy Bebop po hiszpańsku

78%

Takie imiona noszą tylko amerykańscy zapaśnicy albo bohaterowie animowanych serialów akcji, które mają służyć za kilkuodcinkową reklamę serii zabawek (czyli raczej tych z przełomu lat 80. i 90.). To imię szarmanckiego cwaniaka, który zawsze spadnie na cztery łapy, a w dodatku bez wysiłku podbija serca dam. "Jazz Maynard" to dokładnie taki komiks, jak po jego tytule można by się spodziewać.

Jazz Maynard gra na trąbce, co może wydawać się dosyć zabawne, bo czy gdyby grał na syntezatorze, nazywałby się Synth Maynard? Albo gdyby grał na rozstrojonej gitarze, czy twórcy ochrzciliby go imieniem Punk Maynard? Scenarzysta Raule już we wstępie zaznaczył jednak, że muzyka nie miała dla niego aż tak istotnego znaczenia (sam woli słuchać Tool i stąd nazwisko Maynard), zależało mu na uchwyceniu jazzowego stylu życia, specyficznego luzu, tendencji do włóczenia się po zadymionych klubach i korzystania z życia, nie bacząc na konsekwencje, a z drugiej strony obciążenie głównego bohatera mianem "człowiek po przejściach". Fani anime natychmiast wychwycą podobieństwo (także wizualne) i z tym Raule również się nie kryje - Jazz Maynard to bohater silnie zainspirowany Spikiem Spiegelem z "Cowboy Bebop", a jego przyziemne losy są równie ekscytujące.

Skojarzenia z anime autorstwa Shinichirō Watanabe (a zwłaszcza z czołówką) mogą wywoływać także poszczególne kadry, gdzie zawsze dominuje jeden z kolorów, zazwyczaj sprawowany ze swoimi odcieniami oraz z czernią. Pytanie więc, czy warto poświęcić czas na tytuł i od strony scenariusza, i od strony rysunku wręcz fetyszyzujący inne dzieło? Przez kilka początkowych stron miałem wrażenie, że nie. Hołd sprawiał wrażenie zbyt oczywistego, zbyt dominującego, żeby komiks mógł oczarować własną tożsamością, ale im dalej, tym wrażenie słabnie. Bynajmniej nie dlatego, że zmienia się narracja, a raczej dlatego, bo Raule tak dobrze ją czuje. Żaden ze zwrotów akcji nie będzie zaskakujący, ale wszystkie będą rozrywkowe, zupełnie jak mniej znane filmy noir z lat 40., które w swoich czasach wydawały się jedynie powtórkami z "Sokoła maltańskiego" albo "Wielkiego snu".

Dwa dodatkowe walory "Jazz Maynard" są mniej oczywiste. Po pierwsze, sceny akcji - Roger znakomicie zatrzymuje postacie w ruchu, pozwala czytelnikowi odczuć dynamikę wydarzeń i nie ma ani jednego kadru, na którym anatomia nie byłaby perfekcyjnie dopracowana. Po drugie, przez cały czas na odległym planie rozgrywa się inny wątek - z perspektywy czytelnika mniej istotny, z perspektywy barcelończyków bardzo ważny, bo związany z polityczną rewolucją. Miasto, do którego zostajemy zabrani przez Raule'a i Rogera dzięki temu żyje, jest dodatkowym bohaterem, a nie przypadkową scenerią.

 

"Jazz Maynard" to kryminał z niezbyt wyszukaną fabułą, ale osadzony w takich realiach i opowiedziany tak sprawnie, że trudno się od niego oderwać, a jeżeli dodamy do tego piękne wydanie w sztywnej oprawie, to rezultatem będzie jeden z ciekawszych europejskich komiksów, jakie w ostatnich latach ukazały się w Polsce.


Jazz Maynard

Polska, 2019

Non Stop Comics

Scenariusz: Raule

Rysunki: Roger


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive