Ma. Blaxploitation ze zbyt wysokimi ambicjami

23%

Nakręcił nieźle przyjęte - ale nie przez Afroamerykanów - "Służące", później podjął się niemającej wiele wspólnego z rzeczywistością biografii Jamesa Browna w "Get on Up", a ostatnio odniósł umiarkowany sukces dzięki mdłemu thrillerowi "Dziewczyna z pociągu". Tate Taylor wraca z być może najbardziej niedorzecznym filmem tego roku.

Tate Taylor to dziwny facet - jest obsesyjnie zafascynowany historią i kulturą ciemnoskórych Amerykanów i chociaż intencje ma niewątpliwie szlachetne, za każdym razem przemienia je w filmy wywołujące mieszane uczucia. Przykładem mogą być "Służące", które przez białą publiczność zostały odebrane jako ważna historia o nierównościach rasowych (Octavia Spencer, czyli Ma, otrzymała za niego Oscara), ale z drugiej strony spotkały się z falą krytyki. Nawet Viola Davis, odtwórczyni jednej z głównym ról, opowiadała w późniejszych wywiadach, że zabrakło jej odpowiedniego rozłożenia akcentów i oddania głosu właśnie służącym. O "Get on Up" lepiej nawet nie wspominać, to skandalicznie zafałszowana biografia jednego z najważniejszych śpiewaków w historii muzyki.

Pomysł na "Ma" na papierze mógł wyglądać intrygująco. Czarne "mamuśki" historycznie postrzegane są jako troskliwe opiekunki dzieciaków swoich białych pracodawców, więc zabawa ze stereotypem (dla polskiego widza prawdopodobnie trudniejsza do wychwycenia) i wykreowanie mamuśki-socjopatki zapowiadało się na ciekawy społeczny komentarz, który w połączeniu z nastrojem filmu grozy mógłby przemienić się w coś na miarę produkcji Jordana Peele. Zwiastun rozwiał jednak wszelkie wątpliwości - nie dość, że jest zdecydowanie za długi i zdradza niemal całą fabułę, to wywołuje śmiech w momentach, które ewidentnie śmieszne być nie miały, a chyba nic gorszego horroru spotkać nie może. Tylko czy to w ogóle jest horror?

W ten sposób reklamowano "Ma", ale brakuje tutaj napięcia, dynamiki, brakuje nawet tak drobnych elementów, jak współgrająca z obrazem oprawa muzyczna. Może nie powinno to dziwić, w końcu budżet wynosił zaledwie pięć milionów dolarów (dla porównania - "Klątwa La Llorony" kosztowała dziewięć milionów, a nowy "Smętarz dla zwierzaków" dwadzieścia jeden milionów). I kwota, i efekt wysiłków Taylora jednoznacznie przemawiają za tym, że mamy do czynienia z produkcją klasy B, która powinna ukazać się wyłącznie poprzez VOD (albo jeszcze lepiej - VHS). To blaxploitation, które z takimi klasykami, jak "Abby" czy "Blacula" przegrywa udawaniem, że jest czymś więcej.

Przez całe półtorej godziny nie mogłem się nadziwić, że obada, scenarzysta, reżyser (on może akurat najmniej), producenci i studio na żadnym etapie tworzenia "Ma" nie złapali się za głowy i nie krzyknęli: To jest niedorzeczne! Mordercza opona i pomidory zabójcy wyglądają przy tej historii wiarygodniej! Poczucie humoru jest fatalne, zakończenie frustrujące, cały akt drugi koszmarnie nudny, a niezłe role Octavii Spencer i ostatnio rzadko pojawiającej się na ekranach Juliette Lewis to zdecydowanie za mało. Pamiętacie, jak w "Służących" jedna z bohaterek w akcie zemsty zaserwowała swojej przełożonej ciasto czekoladowe zmieszane z własnymi odchodami? Tate Taylor zaserwował widzom dokładnie ten sam poczęstunek.


Ma

USA, 2019

Blumhouse Productions

Reżyseria: Tate Taylor

Obsada: Octavia Spencer, Diana Silvers, Juliette Lewis


Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

FACEBOOK INSTAGRAM

© 2010-2019 Soundrive